11/10/2017
Dzień dobry!
Córka marnotrawna powraca. Dałam sobie duuużo czasu na kulturę. Wracam, przede wszystkim dlatego, iż mam wielką chęć podzielić się z Wami spostrzeżeniami na temat pewnego filmu, który obejrzałam w kinie. Bałam się iść na ten film. Ostatnio kino Hollywoodzkie nie przyniosło mi nawet cienia satysfakcji. Wysokobudżetowe produkcje nakierowane są na zysk, a że producenci mają często widzów za idiotów, ilość wydanych pieniędzy nie przekłada się na walor artystyczny. A jednak.. zostałam bardzo przyjemnie zaskoczona. Tak, jak jakieś dziesięć lat temu, kiedy to obejrzałam pierwowzór. Wówczas, po raz pierwszy odkryłam, że film z gatunku science-fiction może mi się spodobać. Myślę, że łatwo rozpoznać, kiedy mamy do czynienia z dziełem sztuki. Wtedy, kiedy obcując z nim, myśli nie uciekają w inne miejsca, są tu i teraz, przeplatane ewentualnie refleksjami metatematycznymi. Spokojnie mogę powiedzie, że w tym wypadku obcowałam z dziełem sztuki filmowej. Nie będę się skupiać na merytorycznej (chętnie jednak podyskutuję na ten temat) części wypowiedzi, wszak najważniejsze w sztuce jest to, że porusza. Łowca androidów 2049 to film, na który warto wybrać się do kina. Martwi mnie to, że Denis Villeneuve (reżyser) i jego scenarzyści zostawili otwartą furtkę. Pewnie będzie kolejny sequel, trudno mi zaufać, że będzie równie dobry. Tymczasem jednak, wciąż mam w sobie klimat tego dzieła. I choć jest to klimat niezwykle przygnębiający, bo jest tu noir i dark ambient, i postapokalipsa, i posthumanizm, i nie ma słońca, to dobrze chociaż, że wciąż w Hollywoodzie robi się dobre kino.
PS Martwię się również o Ryana Goslinga. Obawiam się, że jeśli dalej będzie dostawał role w filmach, w których uśmiecha się raz, na pięć minut przed końcem, to skończy, jak Philip Seymour Hoffman. Raz w roku komedia jako detoks by mu się przydała.
Dziś jest Międzynarodowy Dzień Dziewczynek, więc będzie książka dla dziewczynek i nie tylko. "Tyczka w Krainie Szczęścia" Martina Widmarka z genialnymi ilustracjami Emilii Dziubak to książka o pewnej dziewczynce, która uratowała swojego starszego brata. Nasza mała bohaterka potrafi przeżywać emocje, jest silna i potrafi wziąć los w swoje ręce. Wyciąga brata i inne dzieci ze szpon dorosłości, która często, jak w książkowym wypadku, staje się tylko zdobywaniem pieniędzy, bezwolnym życiem wypranym z radości i wspomnień o beztroskim czasie wypełnionym śmiechem. Dziewczynki i kobiety niezwykle często biorą na siebie rolę bufora odgradzającego, chociaż na chwilę, od szarości i smutku. Dziewczynki to radość, piękno i siła. Nigdy nie były bardziej potrzebne, dlatego dbajmy o nie, kochajmy je, żeby mogły wiecznie stanowić przeciwwagę dla agresji, opresji i smutnych myśli. No, chyba, że nie będą chciały ;) Wszystkim dziewczynką życzę, by kochały świat, ludzi, ale przede wszystkim siebie!!