11/06/2026
Jadę teraz w taksówce na dworzec. Zaraz kolejna podróż, kolejne spotkania. Wielki plecak i wielka niewiadoma - tęskniłem. Ruch to życie.
Obserwuję krople deszczu na szybie samochodu. Do moich oczu napływają łzy.
Zastanawiam się czemu zawsze kiedy pada deszcz, tak łatwo jest płakać. Hmmm... woda się komunikuje z wodą. Jestem conajmniej w 70% z wody. Pod prysznicem też łatwo się oczyścić z emocji. Woda obmywa i oczyszcza. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Dzięki Ci wodo za moje czucie, które w Tobie łatwiej się odbija i układa.
Ostatnio staram się mniej interpretować świat, a bardziej przeżywać swoje życie. Tak jak czuję. Zauważam, że niezależnie od tego jak dużo słów bym nie użył, to jeśli nie przepuszczę emocji przez ciało, to coś zawsze zostaje nieprzeżyte. Jakiś rąbek doświadczenia, jakaś jedna mała drzazga która utkwiłka głębiej niż sięga umysł.
I choć kocham słowo z wzajemnością od wielu lat to zaczynam akceptować wyższość ciała nad słowem... a może nie wyższość, ale conajmniej równość. Słowo stało się ciałem. Taki jest porządek rzeczy. Ucieleśnienie jest esencjonalne dla zdrowia, dla przepływu, dla zmiany. To nasza natura.
Zatem ucieleśniam. Przytulam się. Skaczę. Warczę. Masuję zbolałe miejsca w ciele. Tańczę. I płaczę. Ostatnio płaczę tyle ile chyba nigdy w życiu. Oprócz całego ogromu pięknych chwil i niewyobrażalnych cudów, których doświadczam, ostatni czas jest dla mnie jednym z największych wyzwań w moim życiu.
Niedawno dane mi było pokochać tak mocno jak nigdy do tej pory. A jednocześnie dane mi było zobaczyć z jakiego miejsca kocham i przyjrzeć się czy aby na pewno to, co nazywam miłością nią jest. Spotkałem się z jednym z największych lęków całego mojego życia i dotknąłem tak głębokich ran, że dopóki pod wpływem zdarzeń nagle nie otworzyły się na oścież, nie wiedziałem o ich istnieniu. A przynajmniej nie wiedziałem, że są one tak wielkie. To były rany całego mojego życia.
Nie spodziewałem się, że tak mocno odczuję ten ból. Niespełniona miłość obnażyła ile było we mnie pustki jeszcze przed wejściem w relację... To była pustka gromadzona przez 30 lat. I z tą pustką zostałem nagle sam. W końcu poczułem jej wagę. I upadłem. Dosłownie. Leżałem i płakałem na podłodze. Przez tydzień nie byłem w stanie się podnieść z łóżka bez bólu ciała. Psychosomatyka wyraźnie mi pokazywała, że ból który przeżywam dosięga każdej komórki mojego jestestwa. Przeżywałem i starałem się ufać temu, że jeśli poddam się temu płomieniowi to oczyści mnie on z iluzji i pozwoli mi się odrodzić. Przez 2 miesiące przechodziłem transformację, zrzucanie skóry, morze smutku, płaczu i ukochiwania siebie tak głęboko jak nigdy do tej pory.
Zrozumiałem, że całe życie opuszczałem i porzucałem siebie dla bycia w relacji. I wtedy podjałęm decyzję, by naprawdę wybaczyć sobie. Przestałem czekać na ratunek. Przyjąłem radość odpowiedzialności. Rozsypałem się i to było mi potrzebne, by w końcu wstać z kolan o własnych siłach. W końcu postanowiłem wybrać życie dla siebie i miłość do siebie jako priorytet, a nie tylko praktykę na drugim planie.
Dziękuję wszystkim relacjom, które mi pomogły to zrozumieć. I dziękuję sobie za odwagę do przyjęcia swojej pustki, którą sumiennie i czule zamieniam w ciszę zaufania.
Mój kryzys jest mądry. Wstaje nowy dzień. Czuję prowadzenie. Dziękuję. ♥️
Do każdego kto doczytał do końca:
Bardzo doceniam każdą reakcję. Jeśli znajdujesz w tym coś dla siebie, daj znać w komentarzu lub udostępnij dalej. 😊🤲