31/05/2026
*Tam gdzie kończy się strach*
Moje miasto nie zasypia nawet na chwilę,
neony malują zmęczenie na szybach,
w tysiącu okien wciąż pali się dzień,
a ja szukam miejsca, gdzie jestem.
W świecie pełnym obcych twarzy wokół,
każdy biegnie, nie podnosi wzroku,
Lecz czasem między oddechem, a snem słyszę coś więcej niż uliczny szum.
A ja wciąż próbuję odnaleźć siebie, zostawić za sobą cały ten chłód.
Nie chcę już chować się za ciszą,
ani udawać, że wszystko gra,
chcę usiąść obok Ciebie blisko
i zostać tam, gdzie kończy się strach.
Chciałbym uwierzyć na nowo,
otworzyć serce, nie bać się słów.
Chciałbym być sobą naprawdę,
Jeśli odnajdziemy siebie nawzajem,
to może odnajdziemy też dom.
Za długo ważyłem każde słowo,
jakby od niego zależał świat,
a przecież jedno Twoje spojrzenie
potrafi powiedzieć więcej niż ja.
Za długo żyłem w cieniu pozorów,
nosząc cudze historie na ramionach,
dziś zostawiam je przy zamkniętych drzwiach,
niech wiatr zabierze je sobie gdzieś.
Nie chcę już chować uczuć między słowami,
Chcę w końcu usłyszeć samego siebie.
Bo gdzieś głęboko nadal tli się ten blask,
który prowadzi nas do siebie.
Nie chcę już chować się za ciszą,
ani udawać, że wszystko jest dobrze,
chcę patrzeć w Twoje oczy długo
i wiedzieć, że nie muszę grać.
Chciałbym wyszeptać cicho: „kocham”,
i nie zgubić tego wśród codziennych spraw.
Jeśli odnajdziemy siebie nawzajem,
to może odnajdziemy też dom.
Może jeszcze mamy szansę,
zanim zgubi nas ten świat.
Jeśli jutro znów przyjdzie zwątpienie,
usiądziemy obok, przeczekamy je.
Nie trzeba ratować całego świata,
gdy ktoś trzyma mocno Twoją dłoń,
a zwykły wieczór staje się cudem,
kiedy nie musisz być już sam.
Chcę być sobą naprawdę,
bez masek i pustych słów,
śmiać się szczerze przy Tobie,
odnaleźć swój spokojny dom.
Patrzeć Ci w oczy i uwierzyć na nowo,
Oddychać wolnością, nie gubić już dróg.
Może jeszcze mamy szansę, zanim zgubi nas ten świat, jeśli będziesz obok mnie, nie rozpadnę już się.
Być sobą...
bez masek...
bez pustych słów...
„Kocham”...
I już się nie boję.
Bo jesteś tu.