02/04/2016
Na niedzielę polecamy marsz KODu, a w sobotę lekturę książek Pii Lindenbaum o Zlatance i Igorze.
Ella - nazywana Zlatanką na cześć jej ulubionego piłkarza - uwielbia spędzać czas z jednym ze swoich wujków. Ona i Toni robią tyle fajnych rzeczy! Chodzą do kina na smutne filmy, słuchają opery, bawią się w śmierć, przez cały dzień skaczą na dwóch nogach, a najczęściej obserwują ludzi. Niestety nie grają razem w piłkę - co Zlatanka bardzo lubi - bo Toni nie bardzo to potrafi. Pewnego dnia w mieszkaniu Toniego pojawia się tajemniczy Stef i czasy, kiedy Zlatanka miała ukochanego wujka na wyłączność odchodzą w zapomnienie. Szwedzka autorka i ilustratorka po raz kolejny mistrzowsko pokazała, że umie obserwować dzieci, nie poucza, po prostu opisuje, co kotłuje się w głowie i sercu małego człowieka. A że przy okazji upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli pisząc o zazdrości nienachalnie poruszyła kwestię homoseksualizmu - nie dziwi to zupełnie w liberalnej Szwecji. W Polsce pewnie jeszcze budzi opór, ale pamiętajmy, że wcale nie jest tak, że jeśli o czymś nie mówimy - tego nie ma.
W „Igorze i lalkach” Pija Lindenbaum postanowiła natomiast rozprawić się ze stereotypami w wychowaniu maluchów. Igor to przedszkolak, który świetnie gra w piłkę. Potajemnie jednak marzy o tym, żeby razem z koleżankami pobawić się lalką barbie. Kiedy wreszcie dziewczynki dopuszczą go do swojego grona, będzie mógł nie tylko uczestniczyć w ich zabawach z lalkami, ale i w innych fascynujących wydarzeniach. Na przykład… w przebieraniu się za księżniczki.
Autorka kilka razy przełamuje tabu obyczajowe. Dzieci bawią się w łazience rozebranymi lalkami, potem udają poród zabawek (jednej z barbie maluchy wyciągają spomiędzy nóg klopsika, innej – paluszka rybnego).
Można? Można!