21/04/2026
🧐 Nie przegapcie kolejnych festiwalowych recenzji 𝗜𝗩. 𝗠𝗙𝗧𝗟 „𝗞𝗹𝗮𝘀𝘆𝗸𝗮 𝗢𝗱-𝗡𝗼𝘄𝗮” autorstwa dr Grażyny Szafraniec.
"𝗧𝗿𝘇𝘆 𝘀́𝘄𝗶𝗻𝗸𝗶 𝗰𝘇𝘆𝗹𝗶 𝗿𝗼́𝘇̇𝗼𝘄𝗲 𝘁𝗿𝗶𝗼 𝗸𝗼𝗻𝘁𝗿𝗮 𝘄𝗶𝗹𝗰𝘇𝘆 𝗮𝗽𝗲𝘁𝘆𝘁" / Teatr Lalek "Pleciuga" w Szczecinie
Spektakl dla maluchów od 5 roku życia. Początek przedstawienia to wesołe zabawy rodzeństwa Aleksa, Magdy i Gabrysi, mieszkających w jednym pokoju, kłótnie w grach typu Twister. Aktorzy wypytują dzieci na widowni o motywy prawdziwych kłótni, o reakcje rodziców, pokazują negatywne zachowania. Wkracza tata, wyśmiewa zachowania swoich dzieci, wspomina (co bardzo ważne!) o bajkoterapeutycznej mocy opowieści o trzech świnkach, dzięki której zniknęły kłótnie w jego rodzinie. Nasi bohaterowie zamieniają się więc kolejno (o tym zaczyna się piosenka) w leniwą, senną, powolną, zainteresowaną słodyczami świnkę Śpinkę. Kolejna zwrotka piosenki to opowieść o wesołej Głupcince, rozrabiającej, bez pamięci do wyrażeń (filonomia zamiast filozofia, prymustka – prymuska itp.). W zwrotce trzeciej przedstawia się Mądralinka, w okularach, uzdolniona artystycznie, wykształcona literacko i muzycznie, rozważna, o nienagannych manierach, elokwentna, znawczyni stolic, zainteresowana rozwojem osobistym. Rodzeństwo się przechwala, zaczepia, wołają na pomoc tatę. W dniu 10 urodzin tata proponuje świnkom opuszczenie domu i rozpoczęcie samodzielnego życia, a to i tak rok później, niż dzieje się to w innych domach. Tata roni z tego powodu łzę, przypomina zasadę trzymania się razem, dzielenia wiedzą, w przeciwnym razie świnki utracą życie na ludzkim talerzu. Zadaniem dla świnek jest budowa bezpiecznych schronień dla siebie, uważanie na wilka. Piosenka w marszowym, a potem synkopowanym rytmie informuje widzów o odwadze, chęci przygód, zwiedzania lasu i okolic, z kompasem, kanapkami, dobrym humorem. Przy wyborze trasy (jednej z trzech) bardzo doceniam ćwiczenie słuchu fonemowego, analiza i synteza głoskowa wyrazów p o l e, l a s, g ó r a. Dzieciom w tym wieku potrzeba wielu ćwiczeń percepcji słuchowej. Aktorzy proszą dzieci z widowni o pomoc w wyborze trasy, angażując je w ćwiczenia ruchowe.
Świnka śpioch rapując, buduje wraz z siostrami domek ze słodyczy, żelków, makaronów, dekorując stojące tam wcześniej konstrukcje. Drugi dom powstaje z mydlanych baniek, dzięki fantazji, także we współpracy. Trzeci domek powstaje przy operowej wokalizie, ma to być dom bezpieczny, wygodny, forteca z twardych klocków. Muzycznie zakrada się kakofonia, nakładające się trzy motywy muzyczne, charakterystyczne dla budowania każdego domu (rap, pop, opera), słowne „przepychanki” czyj dom jest najlepszy. Na scenę w końcu wkracza wilk, charakteryzując się w utworze „Głodnego wilka blues”, (artysta, indywidualista, nonkonformista, wegetarianin zajadający miks trawy z malinami). Na scenie widzimy specyficzny typ mikrofonu retro na podwyższeniu, tudzież żarówki ułożone w formie portalu, w klimacie rewiowej scenografii.
Wilk chce zakończyć swoją wegetariańską dietę, zamierza pożreć świnkę, w postaci kotletów mielonych, gulaszu, szynki. Żelki mu nie smakują. Tutaj zaczyna się taki trochę „misz-masz”, za dużo wszystkiego. Powołuje się na Mickiewicza (?) Dzieci są proszone o głośne okrzyki „golonko”. Świnka wspomina zająca z bajki Zając i wilk, śpiewa „Długość dźwięku samotności” zespołu Myslovitz. Domek z baniek mydlanych nie ma drzwi, łatwo go zdmuchnąć. Pojawia się aluzja do blondynek, uciekanie i gonitwa w bardzo szybkim tempie. Przezorna Mądralinka, nie otwiera drzwi nieznajomym, a nie ma jeszcze wizjera. Boi się oszustwa, udawania, modulacji głosu u oszustów. Jest pytanie o kredyt, pada kąśliwa uwaga o wysokości pensji aktorki. Znawczyni Schopenhauera cytuje filozoficzne mądrości. Rodzeństwo planuje co zrobić, wzniecają ogień w kominku przeciwko wilkowi, który chciał wejść do domu przez komin. Dzięki pomysłowi Głupcinki, dzięki sile Śpinki plan został zrealizowany, wilk pokonany.
Przedstawienie kończy pieśń o sile grupy, o łączeniu zdolności i mocy. Wilk przekonuje się do wegetarianizmu, prosi świnki o przyjaźń. Ponieważ świnki lubią śpiewać, zapraszają wilka do chóru w sekcji głosów basowych, będą budować także domki dla zwierząt leśnych, a wilk będzie inżynierem.
40 minutowa forma słowno-muzyczna, momentami zabawna, z niewielką porcją strachu, zachowuje podstawowe przesłanie o budowie domu bezpiecznego, zasadzie nie wpuszczania osób obcych, sile współpracy, różnorodności osobowości i potencjałów. Przysłuchiwałam się rozmowie aktorki z dziećmi z jury, zmiana budulca domu (słoma, drewno, cegła) wynikała z potrzeby uczynienia treści bajki bliższej dzieciom. Tekst Magdalena Miklasz. Reżyseria Marta Łągiewka. Scenografia Igor Fijałkowski. Muzyka Hubert Walkowski. Obsada: Marta Łągiewka, Gabriela Gola, Aleks Joński, Maciej Sikorski.
"𝗦́𝘄𝗶𝗲̨𝗰𝗶 𝗼𝘀𝗶𝗲𝗱𝗹𝗼𝘄𝗶" / Teatr Zielone Słońce
Autorką tekstu jest Lidia Amejko, dla mnie wybitna obserwatorka życia społecznego. Spektakl przeznaczony jest dla widzów od 16 roku życia, jury dziecięco-młodzieżowe nie mogło go zobaczyć. Brzmienie akordeonu (Artur Michnik) – muzyczny wstęp do całości, kilka zaledwie powtarzanych interwałów/akordów pewnie celowo wydłuża czas oczekiwania akcji. Perkusja (Dawid Katolik) świetnie pełniła funkcje ilustracyjne podczas tych 60 minut. Kompozytorem jest Jacek Wierzchowski.
Aktor i reżyser jednocześnie, Kamil Katolik w fascynujący sposób stwarza pełną niepokoju opowieść o losach zwyczajnych ludzi, mieszkańców pewnego osiedla jakich wiele…. Scena to pudło rozmontowanego, starego akordeonu, na początku przykrytego czerwonym welurem. Kiedy zasłona opada, otwierane są połówki okien, wysuwana scena, a na niej pojawiają się miniaturowe elementy, sylwetki osób, metalowe, proste marionetki, rekwizyty, symbole. Poznajemy ciemne strony życia, kolejne problemy - wielkie w skali indywidualnej moralności, nic nie znaczące z perspektywy wszechświata. A jednak Stwórca pilnuje każdej ludzkiej istoty, zwłaszcza grzesznej. Narrator porusza się w przestrzeniach dalekich od ideału, opowiada o betonowej, szarej pulpie, zrzuconej z betoniarki przez Stwórcę gdzieś na końcu świata. Bloki to prawdziwe kratki wentylacyjne. Tak zbudowany mikroświat powoduje skojarzenia z teatrem ulicznym, podwórkowym, spektakl może być zagrany wszędzie….
Czytelników przepraszam za takie szczegółowe prowadzenie przez treści kolejnych scen. Wiem, że oceną od strony teatrologii zajmują się moje dwie urocze koleżanki recenzentki. Wiem też, że recenzje czytają osoby, które nie mogły być na festiwalu.
Bohaterowie to kolejno Eryk, bez sumienia, gdyż „wypocił je w fitnessie”, skoncentrowany na budowie masy. Narrator wypowiada kilka słów i już widzimy jaki to typ. Jak nawiązać kontakt, jak dotrzeć do kogoś, kto nie śni, niewiele pamięta, grzeszy – takie dylematy ma Bóg. Wiadomość/ ostrzeżenie o istnieniu piekła, zostaje przesłana Erykowi smsem. Ten oczywiście uznaje to za pogróżki od dealera, kupuje kolejną broń. Eryk nie odbiera też telefonu od Boga, dlatego Bóg wysyła do niego Anioła. Michał Archanioł, długo błądzi po osiedlu, nigdzie nie może trafić, gdyż pomieszanie numerów domów to podobno zabieg celowy, na wypadek wojny, aby wróg się pogubił. Odnaleziony za sklepem monopolowym Eryk łatwo pokonuje Anioła, łamiąc mu skrzydła, wcześniej razi paralizatorem. Skutecznym sposobem na Eryka okazał się dopiero nieposłuszny automat do napojów na siłowni, który zamiast wody wyrzucał żółtą lemoniadę. Wściekły Eryk zdemolował osiedle, zrozumiał, że jest na świecie jakaś siła wyższa. Zmienił się, nawet wstąpił do zakonu. Automat do napojów obudził jego sumienie.
Historia nr 2 to opowiastka o Apolonii, która z zamiarem czynienia dobra pracowała w agencji towarzyskiej. W scenach animacji metalowych marionetek rytm, tempo i dynamika odegrały znaczącą rolę. Taki styl życia zmusza Stwórcę do interwencji i ukazania się Apolonii. Ta nie rozpoznając Boga, bo i skąd miałaby Go znać, opowiada o taśmach z senatorem, o niepłaceniu podatków. Kamil Katolik dba, aby znaczące fragmenty tekstu Boga („jestem wszędzie, widzę wszystko”) dotarły do widza: z głową w akordeonie patrzy prosto w nasze oczy. Pan skarży się na rozmiar populacji, o którą musi dbać, aby „wdmuchnąć im dusze”, coraz bardziej traci siły. Gra świateł (twarz podświetlana od dołu, małe punktowe źródła światła) dodaje dramatyzmu w wielu sytuacjach. Strategią Boga na Apolonię była prokreacja, po 15 latach nieustannego rodzenia dzieci, umiera i trafia do nieba. Po śmierci Apolonii „dobroczynieniem” na osiedlu nikt się już nie zajmuje.
Opowieść nr 3 zaczyna się od dźwięków obrzeża słoika wypełnionego cieczą. Angelika, dziecko alkoholików (stukanie naczyń, przelewanie), grzeczna, małomówna (jak to DDA), pada ofiarą gwałtu i zabójstwa. W odnalezionych słoikach znajdują się zapiski jej dramatycznych przeżyć z doświadczanej przemocy fizycznej i seksualnej. Do ich rozbrojenia ze względu na kaliber czynów potrzebni byli saperzy i poligon. Jako widzowie jesteśmy coraz bardziej wstrząśnięci. Dziękuję twórcom (Pani Lidio, Panie Kamilu) za to wyjątkowe, poruszające dzieło…. Ileż tam wątków, bezradność organów ścigania, nieskuteczność pomocy psychologicznej (techniki zamykania złości w słoiku, wypuszczania balonów). Splatają się losy Angeliki i Eryka, który ma całe ogromne pokłady złości, Eryk zadaje to pytanie… co mamy robić z tą złością…..okazuje się, że to dlatego pojemniki na szkło zostały wystawione na osiedlu, kiedy są opróżniane -ludzie, na wszelki wypadek schodzą do schronu. Tej części towarzyszy mocny rockowy puls perkusji.
Kolejna część opowieści o mieszkańcach osiedla, związana ze znikaniem ludzi post mortem, opiera się na pomyśle założenia w Niebie internetu, do wyjaśniania spraw ważnych z rodziną, bankructwa, spraw spadkowych. Kolejny bohater to Wojciech z 9(!) piętra, specjalista od komputerów, samotnik mieszkający z matką, haker, złodziej, terrorysta (krach na giełdzie, katastrofy samolotów to jego sprawki, bez wychodzenia z domu), został wynajęty przez diabły do zniszczenia internetu. Diabły zamienił w wirusy, siejące zniszczenia w sieci. „A może by tak wgrać świat jeszcze raz?” pyta Boga Wojciech. Znowu potrzebna jest anielska pomoc, w roli Archanioła tym razem wystąpił Dawid Katolik, opuszczając na moment perkusję. Pojawia się wątek gier komputerowych (Armageddon 5005010), wirtualnej przestrzeni, wielokrotnej utraty życia, święty Wojciech stał się patronem internetu, założył e-bank, dzięki któremu można kupować w niebie akcje, pomnażać majątek, aby rodzina go nie roztrwoniła.
Prawdziwy ogień i dym wprowadza nas w opowieść toczącą się na 10 piętrze, w mieszkaniu Jaracza. Pamięć jest jak więzienie, „wspomnienia z dzieciństwa są najgorsze”. Kolejka ludzi chętnych do unicestwienia pamięci, usunięcia czarnych nitek pamięci był długa, sąsiedzi mieli mnóstwo powodów, dla których chcieli usunąć wspomnienia (śmierć syna, śmierć męża). Pojawia się komiczna babcia Moherkowa, z demencją, wyłącznie dobrymi wspomnieniami. Pomysłowość literacka autorów jest imponująca. Dzięki substancjom („zielsko”) blizny pamięci są wygładzone, rany wspomnień usunięte. Na zakończenie pojawia się muzyczny motyw początkowy. Opuszczając swoją pozycję za mikrosceną, mikroświatem, na której tak wiele zobaczyliśmy, Kamil Katolik poddaje myśl przeniesienia osiedla do muzeum, ale już dawno tam jesteśmy. Fenomenalne rozwiązania wizualno-plastyczne, pomysłowe, lakoniczne, proste środki, ruch, taniec, światło i muzyka na żywo dopełniły całości. Misterium żywota istoty homo. Schodzenia na dno i podnoszenia się, gubienia i odnajdywania właściwej drogi, sensu…
"𝗥𝗲𝗽𝘂𝗯𝗹𝗶𝗸𝗮 𝗺𝗮𝗿𝘇𝗲𝗻́" / Teatr Śmiechu/Theater des Lachens
Inspirowany prozą Brunona Schulza, spektakl w reżyserii Franka Soehnle przeznaczony dla młodzieży od 16 roku życia, wzbudził spore uznanie widowni, mimo bariery językowej. Nie wszystkie treści były tłumaczone czy podawane w języku polskim. Aktorzy Matylda Matuszczak (Adela), Arkadiusz Porada (znany nam z poprzedniej edycji festiwalu), Torsten Gesser i Søren Gundermann tworzą poetycki spektakl, z przepiękną scenografią (Leonard Wanner, Frank Soehnle), muzyką na żywo (Søren Gundermann), z wykorzystaniem lalek i rekwizytów, w atmosferze owianej tajemnicą, oniryczny, zagadkowy, dopuszczający wielość interpretacji. Główny bohater zaczyna liczyć, odkrywa specyficzne lata, z trzynastym „fałszywym” miesiącem, to w nim dzieje się akcja. Cofa się do jakże ważnych wspomnień z czasów dzieciństwa i młodości. Jego ojciec jest kupcem, staje się demiurgiem, magiem, stopniowo zmieniającym swą formę i znaczenie dla bliskich. Sporo jest w spektaklu scen surrealistycznych, bogactwo masek przeróżnych rozmiarów (trzy osoby potrafią wykreować cały tłum dziwacznych postaci). Ogromnym walorem jest w spektaklu muzyka na żywo, pianino, wykorzystane także w celach rytmicznych, jako instrument perkusyjny. Struny pianina są źródłem specyficznych dźwięków. Zachwycające są sceny tańca Adeli, czerwony wielofunkcyjny szal, białe pióra mankietów. Jesteśmy świadkami zmiany pór roku, nastania zimy, mrozu. Ojciec coraz bardziej podupada na zdrowiu, staje się ekscentryczny, oddala się od rodziny, przesiaduje w domu, prowadzi rozmowy z Bogiem, stopniowo traci kontakt z bliskimi, pogrąża się w świecie własnych obsesji. Specyficzne zainteresowania ojca (ptasimi jajami), są niezrozumiałe dla innych. Semantyczna gęstość oryginalnego tekstu jest trudna do analizy bez znajomości języka niemieckiego. Aby móc właściwie odczytać symbolikę, niezbędne byłoby ponowne (nawet wielokrotne) zobaczenie Marzeń. Adela uwalnia ptaki (wiemy, co to oznacza w tekście). Akcja często przenosi się na tylny, wyższy, dobrze widoczny plan. Zachwycające są rozwiązania plastyczne lalek, stylowe kostiumy z epoki, dużo czerwonego koloru, w kontraście dla bieli obrusa na stole. Zmniejsza się rozmiar stołu, z wielkiego biesiadnego, do rozmiaru biurka do zapisywania wspomnień. Niezwykłe malarskie są efekty lotu stada wolnych ptaków, gra świateł, akcja toczy się na tle zachmurzonego nieba. Odbywa się znany z tekstu oryginalnego spór o materię ożywioną i nieożywioną, znaleziona jest mapa miasta (z ulicą Krokodyli – symbolem moralnego upadku), alter ego autora wykonuje pieśń o „rzeczywistości cienkiej jak papier”. Wykorzystanie gazet do stworzenia z postaci kobiety dziwnego monstrum, tracącego równowagę, elegancję i harmonię na rzecz chaosu- nasuwa skojarzenia z podświadomością. Zainteresowania ojca kukłami, manekinami symbolizują utratę tożsamości. Ojciec zamienia się w karakona - karalucha. Animacja wielkiego karalucha – mistrzowska! (Matylda Matuszak), pieśń „Martwej materii nie ma, martwota tylko pozorem jest, za którą się ukrywają nieznane formy życia”. Scena z robalami (ślimakami? z tyłu sali nie widać dobrze) jest wybitna (brawo wszyscy)! W końcowej części osobny plan dla fantazji powstaje w owalu lustra/obrazu, przykryty nicią pajęczą. Jesteśmy z natury budowniczymi, twierdzi samotny bohater trzymający własne fantazje na wodzy. „Siedzę i słucham ciszy. Dla dobrej woli nie ma zapory, intensywnej chęci nic się nie oprze. Muszę sobie tylko wyobrazić drzwi, dobre stare drzwi, jak w kuchni mego dzieciństwa. Nie ma pokoju tak zamurowanego, żeby się na takie drzwi zaufane nie otwierał”. W tej adaptacji dostrzegamy doskonały warsztat aktorski, wymagający znajomości tekstu w dwóch językach, animowania tak licznych lalek, operowania maskami, tkaniną, przekształcania jednych form w inne, budowania iluzji, zachowania jedności treści tekstu z nastrojem muzyki. Młodzież doceniła tę staranność, długo oklaskując twórców, prosząc o zdjęcia po spektaklu, prowadząc rozmowy z aktorami. W nas widzach dorosłych długo pozostanie to przeżycie….Kiedy wyrywamy się z miejsc naszego urodzenia, po latach z tęsknotą do nich wracamy. Jeśli nie w świecie rzeczywistym to przynajmniej w świecie projekcji wyobraźni. W dostępnej dla każdego Republice Marzeń.