18/06/2026
💫Halkowe Iskry💫:
Marian – bieszczadzkie serce, niezapomniany głos i filar naszego chóru.
W dzisiejszej odsłonie naszej rubryki oddajemy głos człowiekowi, bez którego trudno wyobrazić sobie nasz zespół. Nasz Mariuś, Mariancio – bo tak ciepło o nim mówimy – to postać niezwykła, w której piersi bije prawdziwie muzyczne, bieszczadzkie serce. Choć czasem, po długich i wymagających występach, mówi z uśmiechem, że siły już nie te i bywa ciężko, to ani myśli o odchodzeniu! Marian jest, był i pozostaje stałym, niezwykle ważnym członkiem naszego chóru. Jest tą postacią, bez której chór Halka po prostu nie brzmiałby tak, jak brzmi teraz.
Brak Mariana na próbie od razu jest odczuwalny. Jego głos – niezwykle piękny, mocny i brzmiący – wspaniale uzupełnia i buduje całe nasze chóralne brzmienie.
Od bieszczadzkich jabłoni do Szczecina
Wszystko zaczęło się w jego rodzinnych stronach, tam, gdzie kwitną jabłonie. Już jako małe dziecko Marian stawiał pierwsze kroki, śpiewając w kościele. Później był chór w szkole zawodowej (prowadzony z wielkim „bacylem” przez tamtejszego dyrektora) oraz występy w zespole artystycznym w wojsku.
Jasnym punktem na jego muzycznej drodze był też Szczecin, do którego wyjechał jako niespełna 18-letni chłopak. To tam, w klubie Towarzystwa Polsko-Radzieckiego, poznał i pokochał pieśni ukraińskie. Najbardziej poruszającym wspomnieniem z tamtego okresu jest chwila, gdy przyjechał do rodzinnego domu na imieniny mamy i zaśpiewał jej słynną pieśń „Ridna Maty Moja”. Mama poryczała się ze wzruszenia i prosiła: „Synu, zaśpiewaj jeszcze raz, jeszcze...”.
Po życiowej i zawodowej przerwie (gdy pracował m.in. w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego w Barlinku), Marian na dobre związał swoje losy z tutejszą sceną. Przez lata wspaniale dopełniał swoim talentem barlinecki zespół Romantic, a dziś swoim talentem niezmiennie ubogaca nasz Chór Halka.
Marian to nie tylko wspaniałe ogniwo w zespole, ale też wyjątkowy solista. Doskonale pokazał to podczas swojego ostatniego solowego występu, wykonując utwór „Błękitna chusteczka”. Zaśpiewał go tak ciepło, pięknie i wzruszająco, że te emocje na długo zostaną we wszystkich, którzy mieli okazję go słuchać.
Marianciu, dziękujemy Ci za Twoją wrażliwość, bieszczadzką energię, każdą wyśpiewaną wspólnie nutę i za to, że nieustannie jesteś z nami, tworząc duszę naszej chóralnej rodziny!