26/04/2026
Muszę dziś poruszyć temat, który naprawdę mnie zdenerwował.
Prowadząc Retro Gaming Club wkładamy w to miejsce ogrom pracy, czasu, pieniędzy i zwyczajnie serca. Setki godzin spędzonych na szukaniu sprzętu, naprawach, organizacji, dopinaniu wszystkiego tak, żeby każdy kto do nas przyjdzie mógł dobrze się bawić. I wydawałoby się, że jedna rzecz jest całkowicie oczywista - najpierw kupuje się bilet wstępu, a dopiero później korzysta z atrakcji.
Niestety, nie dla wszystkich.
Dzisiaj weszła do nas para młodych osób (około 30 lat). Pan zatrzymał się od razu przy stole bilardowym, natomiast Pani postanowiła chwilę rozejrzeć się po lokalu i być może poszukać recepcji. Problem w tym, że to „szukanie” trwało dosłownie moment i najwyraźniej zakończyło się stwierdzeniem, że skoro recepcja nie rzuciła się od razu w oczy, to można po prostu zacząć grać. Mimo że przy wejściu znajduje się wyraźne oznaczenie ze strzałką prowadzącą do recepcji, a w razie wątpliwości zawsze można zapytać innych klientów, Państwo uznali, że brak natychmiastowego kontaktu z recepcją upoważnia ich do korzystania z atrakcji bez zakupu biletu.
I właśnie tego kompletnie nie rozumiem. Bo od kiedy nieznalezienie recepcji po kilkunastu sekundach oznacza, że można uznać lokal za darmową strefę rozrywki? Od kiedy człowiek sam sobie decyduje, że „a, trudno, to zaczynamy”? To nie jest żadne nieporozumienie, tylko zwyczajny brak podstawowego szacunku do czyjejś pracy i zasad panujących w lokalu.
Gdy zwróciłem uwagę i kulturalnie poprosiłem o opuszczenie lokalu, usłyszałem pretensje, że przecież „mogą teraz zapłacić”. Nie. Tu nie chodzi już o same pieniądze. Tu chodzi o podejście. Bo jeśli ktoś uważa, że można najpierw korzystać, a potem ewentualnie zastanowić się nad zapłatą, to znaczy, że od początku nie traktuje tego miejsca poważnie.
Nie budowaliśmy tego miejsca po nocach, nie inwestowaliśmy własnych sił, zdrowia i środków po to, żeby ktokolwiek wchodził sobie do środka z myślą „skoro nikt mnie od razu nie zatrzymał, to mogę korzystać”. Retro Gaming Club to nie jest samoobsługowa poczekalnia. To miejsce stworzone ciężką pracą i oczekujemy jednej podstawowej rzeczy - elementarnej uczciwości.
Wiem, że część osób powie: „przesada, mogli przecież zapłacić i po sprawie”.
Nie, nie po sprawie. Bo są pewne granice, których nie powinno się przekraczać. I jeśli ktoś już na wejściu pokazuje takie podejście, to ja takich pieniędzy zwyczajnie nie chcę.