02/08/2026
CZARNA DZIURA.
SPRING/SUMMER'26: NARRACJA tworzona wokół artystów (przez krytyków, przez fanów) jest ciekawsza niż sami artyści, a RECEPCJA sztuki tworzonej przez artystów (wśród fanów, wśród krytyków) ((oraz recepcja recepcji)) jest ciekawsza niż sama sztuka. I ciekawsza niż sami artyści.
W obecnych tekstach kultury sensy konstruowane są najczęściej horyzontalnie, a nie wertykalnie. Rozchodzą się koncentrycznie za pomocą nawiązań i odniesień, cytatów i przypisów, hiperlinków, easter eggów (easter eggi są minimalnie wertykalne). Tak konstruowane sensy stanowią podstawę współczesnego, satysfakcjonującego związku pomiędzy artystą i odbiorcą. Artysta pozoruje głębię w tekstach za pomocą hiperlinków, a obiorca odczuwa satysfakcję z szybkiego rozszyfrowania "ukrytego" znaczenia, potwierdzonego przez Genius lub Google powered by Gemini.
Jeśli coś nie jest proste do zrozumienia/sprawdzenia, pojawia się interpretacyjna ambiwalencja, która doprowadza niektórych odbiorców do stanu takiego dyskomfortu, że Spotify wprowadziło testową wersję opisów "o czym jest ta piosenka" generowanych przez sztuczną inteligencję. W takiej kulturze po premierze najnowszego albumu Charli XCX "Music, Fashion, Film" posypały się artykuły "O KIM JEST PIOSENKA 'PERSONA'", ponieważ Charli w piosence "Persona" atakuje kogoś (KOGO?) za narcyzm, udawanie kogoś innego (KOGO??) oraz nieproporcjonalne ego. W takiej kulturze Charli została mianowana przez krytyków oraz fanów królową popu eksperymentalnego, intelektualnego, konceptualnego, intertekstualnego, awangardowego. Charli najpierw wytworzyła wokół siebie pewną aurę, dekorując swoje wypowiedzi słowem "meta", a następnie ludzie wytworzyli wokół niej całą narrację.
Charli przez długi czas nie interweniowała, nie protestowała, a jeszcze w grudniu ubiegłego roku w rozmowie z portalem A Rabbit's Foot zadeklarowała: "everything I do is META". Laura Snapes z "The Guardian" w pięciogwiazdkowej recenzji nowego albumu Charli użyła sformułowania "META MASTERPIECE". Youtuber The Swiftologist (oglądam, szanuję, często się nie zgadzam) doszukiwał się w utworze "Yeah" - składającym się z dziesięciu słów - takich horyzontalnych i wertykalnych sensów, jakich profesorzy literatury nie znaleźliby u Emily Dickinson. Ale u Charli, postaci zanurzonej we współczenej kulturze na każdej możliwej płaszczyźnie, zaplatanej w nią każdym kosmykiem włosów, wszystko jest hiperlinkowym meta-komentarzem, meta-auto-komentarzem, meta-auto-ironicznym-komentarzem.
Tak, ALE... Pod koniec 2025 roku Charli na Substacku publikuje dwa eseje: "The Realities Of Being A Pop Star" oraz "The Death Of Cool". Te dwa eseje są wstępną dekonstrukcją oraz demistyfikacją jej dotychczasowej medialnej persony. W pierwszym eseju pisze: "Ostatecznie to konsumenci decydują, czy gwiazda popu jest symbolem seksu, anarchii, inteligencji lub czegokolwiek innego". W drugim eseju pisze: "Moja słabość do bycia cool zapewne wypływa z głębokiego lęku przed byciem nudną osobą. Bycie nudnym to bycie martwym". Następnie zostaje opublikowany jej quasi-autobiograficzny film "The Moment", który nie jest nudny, jest nawet fajny, ma zabawne momenty, ale niestety nie jest to "meta masterpiece". (W lutym 2026 roku Charli wydaje ścieżkę dźwiękową do nowych "Wichrowych Wzgórz", jej własne "Hounds Of Love"... w pewnym sensie... bardzo ładna płyta! W czerwcu 2024 roku Charli wydaje album "Brat", z którego lubię tylko "Sympathy Is A Knife", może nieprzypadkowo, skoro jest o Taylor Swift.)
Parę dni temu niezależny fanpejdż Kulturalny Sampling miażdży nową płytę Charli, oskarża ją o "referencje dla referencji", o bycie kiepską (anty)parodią rocka zainfekowaną bezduszną ironią. Tytułowe "wink wink" z utworu "Wink Wink" rzeczywiście można rozciągnąć na prawie całą płytę, a Charli wielokrotnie podkreślała, że najbardziej pociągają ją sprzeczności i przeciwieństwa, przestrzeń pomiędzy powagą a satyrą, szczerością a ironią, dlatego de facto to JEST płyta gitarowa, ale to nie jest płyta rockowa, skoro każdą partię gitarową dałoby się zastąpić ścieżką elektroniczną i niczego by to nie zmieniło w muzycznej tożsamości całości, jedynie w aranżacji. To płyta-błyskotka, płyta-błahostka (z brzydką okładką!), płyta, która nawet mi się podoba, podoba mi się nawet uniwersalnie znienawidzone "Rock Music", a "Card Declined" właściwie mogłoby być coverem jakiegoś postpunkowego, anarchofeministycznego zespołu z 1981 roku, którego podobno słuchacie, natomiast "I'm Afraid", emocjonalne serce albumu, brzmi jak wczesnonastoletnia, nieintencjonalna parodia Nirvany/Courtney, napisana w szkole na lekcji w zeszycie z napisem "grunge" wrzuconym ostatnio przez Duchologię.
Na płycie "Music, Fashion, Film" całkowicie ignorowanym, ale istotnym fragmentem jest fragment "egzystencjalnego" "No One Lasts Forever" z Davidem Cronenbergiem, w którym Charli w roli Intelektualnej It Girl obsadza nie siebie samą, tylko "francuską dziewczynę mówiącą o filozofii" w paryskim apartamencie. Ten fragment to moim zdaniem symboliczne, ostateczne odrzucenie narracji o dawnej (tej sprzed pół roku) Charli oraz stworzenie nowej narracji wokół własnej persony - pardon, osoby. Tydzień temu Charli zaprezentowała film "Charli xcx presents Music, Fashion, Film | Full Film", w którym pomiędzy swoimi utworami komentuje swoje utwory i nie używa słowa "meta". W czerwcu 2026 roku w rozmowie z magazynem "Rolling Stone" oświadczyła, że to będzie na razie jej "ostatni długi wywiad", a następnie pojawiła się w około dziesięciu "długich wywiadach", w których również nie używa słowa "meta". W tych wywiadach prezentuje się jako sympatyczna, zwyczajna dziewczyna z Los Angeles, słuchając jej można zasnąć, na przykład podczas rozmowy na kozetce na kanale Fashion Neurosis, a z tych wielogodzinnych potoków słów właściwie nie da się wyłowić żadnych ciekawych cytatów (streszczając: tworzy muzykę instynktownie, nie intelektualnie, dokładnie taką płytę chciała/musiała teraz nagrać, lubi nagrywać, kocha to, co robi, itd.), ale myślę, że jest to celowe działanie, prowadzone nie tylko pod kątem kariery filmowej (bezpieczna reputacja pomaga) – Charli przejmuje kontrolę nad narracją wokół Charli, w sposób najprostszy, banalny, nudny. Fascynujące!
W pewnym sensie Charli jako supergwiazda wygenerowała wokół siebie dialektyczną czarną dziurę, która w czasie rzeczywistym wchłonie każdą opinię na jej temat, negatywną, pozytywną, moją, waszą, zresztą wszystkie opinie o jej najnowszej płycie zneutralizowały się nawzajem - nie wiadomo, czy jest to dobra płyta, zła płyta, czy średnia płyta (z pewnością nie jest to "meta masterpiece"). Możecie powiedzieć: to zła płyta, chcemy "Brat 2", ale przedwczoraj na Lollapaloozie (Consequence Of Sound nazwał ten koncert "religijnym przeżyciem", pełny tytuł artykułu: "Charli xcx’s Lollapalooza Set Made Me Think There Might Be a God") zagrała dużo nowych piosenek, a na żywo te nowe piosenki brzmią trochę jak gitarowe "Brat 2", więc macie swoje "Brat 2", a jeśli nie chcecie, to macie Slayyyter. Pamiętajcie jednak o tej czarnej dziurze, która wchłonie wszystko, co teraz pomyślicie i powiecie o Charli. Ja mógłbym powiedzieć, że Charli jest raczej OK, ale to byłaby już opinia, dlatego mogę napisać tylko:
CHARLI XCX JEST.
("wink wink"...)
[KH]