20/12/2025
ANTY AOTY 2025.
[KH]
Wszystkie wasze Najlepsze Albumy Roku to nie moje Najlepsze Albumy Roku.
Za chwilę zaprezentuję selekcję bazującą na rozmaitych pitchforko-metacritico-RYM-owych rankingach; dokładnie te same nazwy, te same tytuły, te same płyty pojawiają się w waszych prywatnych topkach, albowiem jak klony-drony-automatony wybieracie muzykę z tej samej puli, wyławiacie ją z powierzchni. Co z waszymi idiosynkratycznymi preferencjami? Co z waszym unikalnym gustem? I co z waszym dobrym gustem, boooooooooo....
Boooooooooo GEESE "GETTING KILLED" to wasza ulubiona płyta rockowa roku, prawda? Dlatego ktoś wam musi w końcu szczerze powiedzieć, że wszystkie wasze superlatywy, wasze spazmy, wasze klimaksy, są nieproporcjonalne, niedorzeczne, niesmaczne. Art-rock? Żart-rock. Boho-rock, ale nie od "bohema", tylko od "bohomaz". To jest takie "worst of" rocka z lat 60-70-00 w nowoczesnej wersji brainrotowej. Teksty: AI z 0 IQ. Nic dziwnego, że nawet najwięksi fani potrafią zacytować tylko jedną linijkę ("there's a bomb in my car"). Wokale: lubię nietypowe wokale, lubię nieczyste wokale, ale takich wokali nie będę tolerował, nikt mnie nie będzie tak traktował, już nigdy, bez przesady! Wersja instrumentalna byłaby zdecydowanie mądrzejszą decyzją artystyczną. Dziennikarze muzyczni jednak piszą z pełną powagą, że ten wokal jest "nadprzyrodzony", ten album jest "rockowym cudem", "instant klasykiem", ta grupa jest NOVĄ NIRVANĄ, a jednocześnie "nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszeliśmy". To ostatnie zdanie częściowo wyjaśnia, dlaczego wcześniej byłem trochę szczęśliwszy. Głupia nazwa zespołu, głupi tytuł płyty, głupia płyta. Ocena sugerowana: 3/10
ROSALIA "LUX". Bezdyskusyjnie, bezapelacyjnie, bezkonkurencyjnie - oto oficjalny Album Roku 2025. Ale nie tylko. To przede wszystkim mistyczne, metafizyczne, transcendentalne, orkiestro-operowo-popowe dzieło sztuki, arcydzieło sztuki, arcydzieło arcysztuki. Niestety ja nie słyszę tutaj nic awangardowego, nic awangardo-nowego, a nawet nic autentycznego, nic organicznego. Cała ta "Lux"-usowa stylistyka, cały ten aranż, cały ten anturaż, to u niej raczej tylko stylizacja do sesji zdjęciowej na - uwaga, kolejny polski akcent! - okładkę K Mag. Albo na okładkę GQ Poland. Wiedzieliście, że GQ Poland nazywa się GQ Poland, a nie GQ Polska, ponieważ w tekstach tamtejszych dziennikarzy muzycznych co drugie słowo jest po angielsku? Teraz you wiecie. Ale wracając do pół-Polki Rosalii i jej albumu, zdarzają się tu całkiem ładne kompozycje ("Reliquia"), ale od połowy płyty utwory klonują się i kanibalizują, więc osobiście nie widzę większego sensu w słuchaniu tej odysei po raz trzeci, po raz czwarty, czekając na obiecaną epifanię, skoro mogę puścić sobie po raz setny "Vespertine". Ocena sugerowana: 5/10
OKLOU "CHOKE ENOUGH". Kolejny hype gigantyczny, kosmiczny, muzyka podobno magiczna, bajeczna, pomiędzy klubem a kokonem, ale dla mnie raczej pomiędzy kawiarnią, przymierzalnią, "tapetą" (Fantano) a jakąś... nicością. To są kompletnie nie moje częstotliwości wrażliwości, to nie moja estetyka, to nie moja nostalgia (IH8Y2K). Dlatego nie mogę nawet symbolicznie ocenić tej płyty, ta płyta praktycznie dla mnie nie istnieje: nic nie słyszę, nic nie czuję, nic nie myślę; może to ja nie istnieję?
BLOOD ORANGE "ESSEX HONEY". Chciałem... ale... nie mogłem... próbowałem... polubić tę płytę... polubić te piosenki... te piosenki... zaczynają się... i urywają... zaczynają... i urywają... znikają... ulatują... z pamięci... mnóstwo ładnych momentów, które z reguły nie układają się w pełne utwory... utwory nie układają się w pełną płytę... impresjonizm, pointylizm... lubię... w malarstwie... w muzyce… ale nie takie szkice... pastelowe... rozmazane... w pewnym momencie, gdzieś w połowie, płyta już całkowicie się rozmywa... rozpływa... a poza tym... album o dzieciństwie, o młodości, na którym nie słychać choćby cichego, chwilowego echa jakiejś krzywdy, prz*mocy, rozpaczy... tylko balsamiczna melancholia... wyczilowana nostalgia... to not mój vibe... szkoda... no trudno... nie w tym życiu... może w następnym życiu... jeżeli będzie następne życie... 6/10... 5/10... nie wiem... czy to ważne... nie, nieważne... nieważne...
DIJON "BABY". Na tym SOFOMORZE producenta Justina Biebera znalazłem wszystko, czego nigdy, przenigdy nie szukam w muzyce i czego nigdy, przenigdy nie chcę od muzyki: luz, uśmiech, radość, radość z grania muzyki, radość z nagrywania muzyki, z uśmiechem, na luzie. Zresztą nie noszę streetwearowych sneakersów, nie noszę czapeczek z daszkiem, nie noszę streetwearowych sneakersów do czapeczek z daszkiem, nie jestem targetem. 4/10
THEY ARE GUTTING A BODY OF WATER "LOTTO" + WATER FROM YOUR EYES "IT'S A BEAUTIFUL PLACE". Dwa zespoły z bardzo długimi wodnymi nazwami. Pamiętam, że kiedyś obu tych płyt posłuchałem, ale niczego z obu tych płyt nie pamiętam. --/10
DEFTONES "PRIVATE MUSIC" + DEAFHEAVEN "LONELY PEOPLE WITH POWER". Dwa zespoły, zespół na D nawet lubię, zespołu na D nawet nie lubię, ale to wszystko jest zupełnie bez znaczenia, bo w tym roku po prostu nie czułem potrzeby słuchania muzyki w stylu Defheaventones. --/10
JANE REMOVER "REVENGESEEKERZ". Jeśli kiedyś zechcę sztucznie wywołać u siebie ból głowy, wrócę do tej płyty. 4/10
AYA "HEXED!". Jeśli kiedyś zechcę sztucznie wywołać u siebie ból głowy, wrócę do tej płyty. 4/10
PINKPANTHERESS "FANCY THAT". Jeśli kiedyś zechcę sztucznie wywołać u siebie głęboką depresję, włączę tę płytę. ?/10
ADDISON RAE "ADDISON". Jeśli kiedyś będę wystarczająco młodą dziewczyną albo wystarczająco starym mężczyzną, włączę tę płytę. ?/10
ETHEL CAIN "WILLOUGHBY TUCKER, I'LL ALWAYS LOVE YOU". Z tą pozycją nie dyskutuję, piękna płyta. 8/10
ETHEL CAIN "PERVERTS". Z tą pozycją też nie dyskutuję, piękna płyta. 8/10
PLAYBOI CARTI "I AM MUSIC". Haha, lol, xd. 0/10
2HOLLIS "STAR". Zzzzzzzzzzzzzzzz...
Aaaaaaaaaaaaaaaa jeśli chcecie posłuchać naprawdę najlepszego albumu roku, to posłuchajcie mojego ulubionego albumu roku, czyli