Krytyka Kolektywna

Krytyka Kolektywna Krytyka Kolektywna to Krytyka Kolektywna to Krytyka Kolektywna to Krytyka Kolektywna to.

HORROR! HORROR! - tylko tym cytatem można podsumować polską muzykę megapopularną, popularniejszą niż ostatnie przeboje m...
28/08/2026

HORROR! HORROR! - tylko tym cytatem można podsumować polską muzykę megapopularną, popularniejszą niż ostatnie przeboje mainstreamowe: Męskie Granie, Podsiadło, Sanah. Polską piosenką nr 1 tego lata (30 milionów wyświetleń na YouTube) jest AI slop prosto z piekła. Polską piosenką nr 2 tego lata (25 milionów wyświetleń na YouTube) jest najnowszy Skolim. Nie wiem, który z tych "utworów" jest gorszy i straszniejszy i bardziej szkodliwy. Nigdy nie myślałem, że będę bronić algorytmów, ale bronię algorytmów i będę bronić algorytmów, dopóki moje algorytmy będą mnie izolowały od takiej koszmarnej rzeczywistości muzycznej. W tekście dla Wirtualnej Polski patrzę również na światowe listy przebojów oraz nie płaczę nad śmiercią monokultury.

Link do tekstu w komentarzu.

SLOP.Tak zwany "kolejny dzień w symulacji" - największy młody zespół rockowy na świecie używa sztucznej inteligencji!Dla...
19/08/2026

SLOP.

Tak zwany "kolejny dzień w symulacji" - największy młody zespół rockowy na świecie używa sztucznej inteligencji!

Dla tych, którzy dopiero się obudzili: wczoraj wieczorem Fontaines DC opublikowali teledysk do nowego singla, "Marianne", początkowo w creditsach widnieli "AI artists" (z Polski!), po pierwszych negatywnych komentarzach "AI artists" zostali natychmiast przemianowani na "VFX artists", ale przecież to infantylna maskarada. Zatrudnione do stworzenia teledysku studia post-produkcyjne z dumą reklamują się jako cyber-świątynie "cutting-edge AI technology", więc dostaliśmy Fontaines DC AI (PL).

Dodatkowo, o ironio, ich nowy album "Dopamine Chamber" ma być podobno elektroniczną, panoramiczną opowieścią o naszej szalonej, przebodźcowanej cywilizacji znajdującej się na skraju upadku, o algorytmach, o memach (lol!), o sztucznej inteligencji (sic!), wokalista coś tam mówi o "człowieczeństwie" i "nie-człowieczeństwie", liczymy na blurby typu: "Dopamine Chamber" to "OK Computer" (lub "Kid A"?) ery social mediów i smartfonów. Oby nie było duetów z Grimes.

Grimes, która (również wczoraj! światowy dzień AI?) porównywała sztuczną inteligencję do "młodej dziewczyny", w której koncentruje się "cała ludzka wiedza", więc jest w tym coś "bardzo poetyckiego i pięknego". Grimes akurat nie od wczoraj romantyzuje sztuczną inteligencję oraz własną autentyczną głupotę, ale nieważne, czy ktoś reklamuje generatywne AI jako "młodą dziewczynę" czy jako "narzędzie" czy jako "akcelerator pracy" (ci ludzie od teledysku Fontaines), nieważne, czy w teledysku jest dużo AI czy mało AI - 1% AI to dalej AI, dlatego uważam, że akurat w tej kwestii można, a nawet trzeba być purystą. Na szczęście 99% fanów muzyki jest ciągle takimi purystami, a symboliczne 0.0 dla tego rapowego albumu-slopu (Tyga "Starface") od Pitchforka to chyba najlepsze, co Pitchfork zrobił odkąd kupiło go Condé Nast. Na tegorocznym Offie zapewne pląsaliście do Flaming Lips. Zapewne też wiedzieliście, że Wayne Coyne "nie ma nic przeciwko AI", chociaż go nie używa (na razie).

Ale wracając do Fontaines DC AI (PL), oczywiście nie ma sensu demonizować członków zespołu jako apostołów sztucznej inteligencji, ale można ich krytykować za coś innego, w pewnym sensie mniej osobistego - za delikatne wskrzeszenie rzekomo już martwego terminu "sell out" (bo artystów okradają streamingi, a artyści "muszą płacić rachunki", więc wszelkie decyzje komercyjno-biznesowe są zrozumiałe, wybaczone, życzliwie przemilczane przez fanów). To trochę taka nowa wersja wielu historii alternatywno-rockowych z lat 90-tych, tylko zaktualizowana w 2026 roku: powierzasz realizację teledysku "domom mediowym" jawnie stosującym sztuczną inteligencję, zatrudniasz reżysera, który od 30 lat kręci teledyski dla największych gwiazd muzyki, ten teledysk robi dosłownie 188 osób (w tym "artyści AI"), występują w nim modelki, tańczą w nim tancerki, są psychodeliczne kolorki, są jakieś dziiiiiwne sceny, jak po n*rkotykach, JAK U LYNCHA, „ciiiinematic feeeeling”, ale naprawdę nie warto było, skoro efekt finalny wygląda tak tanio i tandetnie, jak bieda-Refn. Jak parodia modnej, "rejwowej" estetyki, z którą Fontaines zaczęli flirtować na "Romance".

I nawet jeśli ten nieszczęsny teledysk upiększony przez AI nie jest żadnym poważnym "sprzedaniem się", nawet jeśli zespół tylko na chwilę się pogubił („for a minute there…”), to niech "Marianne" przynajmniej będzie lekcją dla wszystkich innych alternatywnych i niezależnych artystów - NIGDY nie oddawaj pełnej, stuprocentowej kontroli artystycznej NIKOMU, ponieważ w sztuce nie istnieje NIC ważniejszego.

[KH]

CZARNA DZIURA.SPRING/SUMMER'26: NARRACJA tworzona wokół artystów (przez krytyków, przez fanów) jest ciekawsza niż sami a...
02/08/2026

CZARNA DZIURA.

SPRING/SUMMER'26: NARRACJA tworzona wokół artystów (przez krytyków, przez fanów) jest ciekawsza niż sami artyści, a RECEPCJA sztuki tworzonej przez artystów (wśród fanów, wśród krytyków) ((oraz recepcja recepcji)) jest ciekawsza niż sama sztuka. I ciekawsza niż sami artyści.

W obecnych tekstach kultury sensy konstruowane są najczęściej horyzontalnie, a nie wertykalnie. Rozchodzą się koncentrycznie za pomocą nawiązań i odniesień, cytatów i przypisów, hiperlinków, easter eggów (easter eggi są minimalnie wertykalne). Tak konstruowane sensy stanowią podstawę współczesnego, satysfakcjonującego związku pomiędzy artystą i odbiorcą. Artysta pozoruje głębię w tekstach za pomocą hiperlinków, a obiorca odczuwa satysfakcję z szybkiego rozszyfrowania "ukrytego" znaczenia, potwierdzonego przez Genius lub Google powered by Gemini.

Jeśli coś nie jest proste do zrozumienia/sprawdzenia, pojawia się interpretacyjna ambiwalencja, która doprowadza niektórych odbiorców do stanu takiego dyskomfortu, że Spotify wprowadziło testową wersję opisów "o czym jest ta piosenka" generowanych przez sztuczną inteligencję. W takiej kulturze po premierze najnowszego albumu Charli XCX "Music, Fashion, Film" posypały się artykuły "O KIM JEST PIOSENKA 'PERSONA'", ponieważ Charli w piosence "Persona" atakuje kogoś (KOGO?) za narcyzm, udawanie kogoś innego (KOGO??) oraz nieproporcjonalne ego. W takiej kulturze Charli została mianowana przez krytyków oraz fanów królową popu eksperymentalnego, intelektualnego, konceptualnego, intertekstualnego, awangardowego. Charli najpierw wytworzyła wokół siebie pewną aurę, dekorując swoje wypowiedzi słowem "meta", a następnie ludzie wytworzyli wokół niej całą narrację.

Charli przez długi czas nie interweniowała, nie protestowała, a jeszcze w grudniu ubiegłego roku w rozmowie z portalem A Rabbit's Foot zadeklarowała: "everything I do is META". Laura Snapes z "The Guardian" w pięciogwiazdkowej recenzji nowego albumu Charli użyła sformułowania "META MASTERPIECE". Youtuber The Swiftologist (oglądam, szanuję, często się nie zgadzam) doszukiwał się w utworze "Yeah" - składającym się z dziesięciu słów - takich horyzontalnych i wertykalnych sensów, jakich profesorzy literatury nie znaleźliby u Emily Dickinson. Ale u Charli, postaci zanurzonej we współczenej kulturze na każdej możliwej płaszczyźnie, zaplatanej w nią każdym kosmykiem włosów, wszystko jest hiperlinkowym meta-komentarzem, meta-auto-komentarzem, meta-auto-ironicznym-komentarzem.

Tak, ALE... Pod koniec 2025 roku Charli na Substacku publikuje dwa eseje: "The Realities Of Being A Pop Star" oraz "The Death Of Cool". Te dwa eseje są wstępną dekonstrukcją oraz demistyfikacją jej dotychczasowej medialnej persony. W pierwszym eseju pisze: "Ostatecznie to konsumenci decydują, czy gwiazda popu jest symbolem seksu, anarchii, inteligencji lub czegokolwiek innego". W drugim eseju pisze: "Moja słabość do bycia cool zapewne wypływa z głębokiego lęku przed byciem nudną osobą. Bycie nudnym to bycie martwym". Następnie zostaje opublikowany jej quasi-autobiograficzny film "The Moment", który nie jest nudny, jest nawet fajny, ma zabawne momenty, ale niestety nie jest to "meta masterpiece". (W lutym 2026 roku Charli wydaje ścieżkę dźwiękową do nowych "Wichrowych Wzgórz", jej własne "Hounds Of Love"... w pewnym sensie... bardzo ładna płyta! W czerwcu 2024 roku Charli wydaje album "Brat", z którego lubię tylko "Sympathy Is A Knife", może nieprzypadkowo, skoro jest o Taylor Swift.)

Parę dni temu niezależny fanpejdż Kulturalny Sampling miażdży nową płytę Charli, oskarża ją o "referencje dla referencji", o bycie kiepską (anty)parodią rocka zainfekowaną bezduszną ironią. Tytułowe "wink wink" z utworu "Wink Wink" rzeczywiście można rozciągnąć na prawie całą płytę, a Charli wielokrotnie podkreślała, że najbardziej pociągają ją sprzeczności i przeciwieństwa, przestrzeń pomiędzy powagą a satyrą, szczerością a ironią, dlatego de facto to JEST płyta gitarowa, ale to nie jest płyta rockowa, skoro każdą partię gitarową dałoby się zastąpić ścieżką elektroniczną i niczego by to nie zmieniło w muzycznej tożsamości całości, jedynie w aranżacji. To płyta-błyskotka, płyta-błahostka (z brzydką okładką!), płyta, która nawet mi się podoba, podoba mi się nawet uniwersalnie znienawidzone "Rock Music", a "Card Declined" właściwie mogłoby być coverem jakiegoś postpunkowego, anarchofeministycznego zespołu z 1981 roku, którego podobno słuchacie, natomiast "I'm Afraid", emocjonalne serce albumu, brzmi jak wczesnonastoletnia, nieintencjonalna parodia Nirvany/Courtney, napisana w szkole na lekcji w zeszycie z napisem "grunge" wrzuconym ostatnio przez Duchologię.

Na płycie "Music, Fashion, Film" całkowicie ignorowanym, ale istotnym fragmentem jest fragment "egzystencjalnego" "No One Lasts Forever" z Davidem Cronenbergiem, w którym Charli w roli Intelektualnej It Girl obsadza nie siebie samą, tylko "francuską dziewczynę mówiącą o filozofii" w paryskim apartamencie. Ten fragment to moim zdaniem symboliczne, ostateczne odrzucenie narracji o dawnej (tej sprzed pół roku) Charli oraz stworzenie nowej narracji wokół własnej persony - pardon, osoby. Tydzień temu Charli zaprezentowała film "Charli xcx presents Music, Fashion, Film | Full Film", w którym pomiędzy swoimi utworami komentuje swoje utwory i nie używa słowa "meta". W czerwcu 2026 roku w rozmowie z magazynem "Rolling Stone" oświadczyła, że to będzie na razie jej "ostatni długi wywiad", a następnie pojawiła się w około dziesięciu "długich wywiadach", w których również nie używa słowa "meta". W tych wywiadach prezentuje się jako sympatyczna, zwyczajna dziewczyna z Los Angeles, słuchając jej można zasnąć, na przykład podczas rozmowy na kozetce na kanale Fashion Neurosis, a z tych wielogodzinnych potoków słów właściwie nie da się wyłowić żadnych ciekawych cytatów (streszczając: tworzy muzykę instynktownie, nie intelektualnie, dokładnie taką płytę chciała/musiała teraz nagrać, lubi nagrywać, kocha to, co robi, itd.), ale myślę, że jest to celowe działanie, prowadzone nie tylko pod kątem kariery filmowej (bezpieczna reputacja pomaga) – Charli przejmuje kontrolę nad narracją wokół Charli, w sposób najprostszy, banalny, nudny. Fascynujące!

W pewnym sensie Charli jako supergwiazda wygenerowała wokół siebie dialektyczną czarną dziurę, która w czasie rzeczywistym wchłonie każdą opinię na jej temat, negatywną, pozytywną, moją, waszą, zresztą wszystkie opinie o jej najnowszej płycie zneutralizowały się nawzajem - nie wiadomo, czy jest to dobra płyta, zła płyta, czy średnia płyta (z pewnością nie jest to "meta masterpiece"). Możecie powiedzieć: to zła płyta, chcemy "Brat 2", ale przedwczoraj na Lollapaloozie (Consequence Of Sound nazwał ten koncert "religijnym przeżyciem", pełny tytuł artykułu: "Charli xcx’s Lollapalooza Set Made Me Think There Might Be a God") zagrała dużo nowych piosenek, a na żywo te nowe piosenki brzmią trochę jak gitarowe "Brat 2", więc macie swoje "Brat 2", a jeśli nie chcecie, to macie Slayyyter. Pamiętajcie jednak o tej czarnej dziurze, która wchłonie wszystko, co teraz pomyślicie i powiecie o Charli. Ja mógłbym powiedzieć, że Charli jest raczej OK, ale to byłaby już opinia, dlatego mogę napisać tylko:

CHARLI XCX JEST.

("wink wink"...)

[KH]

Jeśli już się pośmialiście z Morrisseya, porobiliście nowe memy, odkopaliście stare memy, napisaliście tysięczny (nie)śm...
10/07/2026

Jeśli już się pośmialiście z Morrisseya, porobiliście nowe memy, odkopaliście stare memy, napisaliście tysięczny (nie)śmieszny żart o mięsie, zgrillowaliście go komentarzami o grillowaniu, to może warto przez chwilę spojrzeć na niego jak na CZŁOWIEKA: skomplikowanego, starego, schorowanego, bo odwołane koncerty odwołanymi koncertami, ale nie pamiętam, żebyście się głośno śmiali ze swoich idoli, gdy się starzeją i chorują; gdy chcą występować, ale ciało się poddaje, bo pewnie znowu o to chodziło. Po skromną próbę wyjaśnienia jego progresynej nieobecności oraz ukazania go jako CZŁOWIEKA zapraszam do tekstu.

PS. A jeśli pocieszacie się Marrem na Offie albo Marrem poza Offem - nie, Marr to nie Morrissey, Marr nie jest spektakularnym wokalistą, nie jest gwiazdą, nie jest diwą, nie potrafi zaśpiewać żadnej piosenki The Smiths tak, żeby nie brzmiała jak kolejna normalna piosenka. Do tego potrzeba Morrisseya, eks-geniusza, 66-letniego PIOSENKARZA W SPEKTRUM NEGLIŻU ORAZ ROZPADU, a w takiej wersji bywa naprawdę wstrząsający. W Berlinie, dwa dni przed polskim antykoncertem, był właśnie w takiej formie, trochę jak nadmorski imitator Elvisa, trochę jak imitator samego siebie, trochę jak dwa dawne Morrisseye zlepione niedbale w nowego golemowego Megamorriseya, ale on o tym doskonale wie, bo dodaje linijkę "what's left of your face" w "Everyday Is Like Sunday", a kiedy w "Life Is A Pigsty" śpiewa "can you please stop time, can you stop this pain?" (1:02:55, wklejam link), to wtedy jest w tym/nim dosłownie WSZYSTKO: upływ czasu rujnujący ciało, ciężar bycia upadłą ikoną, więdnięcie piękna, nieludzkie zmęczenie ciągłą walką (często głupią) z całym światem, żywa historia życia, o którym przecież prawie nic nie wiadomo, powolne pożegnanie (i to końcowe elegijne solo, nie Marra). W tej piosence Morrissey w jednej sekundzie łączy teatralne aktorstwo, ewidentną autoironię oraz najgłębszą, najprawdziwszą prawdę o Morrisseyu jako CZŁOWIEKU i CZŁOWIEKU jako Morrisseyu. Tylko on to potrafi, nie Robert Smith, nie Nick Cave, bo oni nie są tragikomiczni, nie są meta-emocjonalni, bo nie wiem, jak inaczej TO nazwać. Możecie tego nie widzieć, możecie się śmiać, ha ha iks de, a Morrissey może was kompletnie nie szanować (o tym też piszę w tekście), ale my go szanujmy, mimo wszystko, bo on wciąż (jeśli żyje!?) potrafi być na scenie postacią tak zaskakująco wielką, że niczym mityczny olbrzym mógłby nas zmiażdżyć albo pożreć, chociaż jesteśmy zrobieni z mięsa.

Link do tekstu na Wirtualnej Polsce w komentarzu.

Analizuję tajemnicę znikającej garderoby koncertowej popularnych piosenkarek popowych. Sprawa jest wrażliwa, drażliwa, a...
08/07/2026

Analizuję tajemnicę znikającej garderoby koncertowej popularnych piosenkarek popowych. Sprawa jest wrażliwa, drażliwa, a także złożona, ale całkiem możliwe, że Addison Rae rozebrała się na Open'erze za wasze grzechy... (ja preferuję, gdy ktoś jest ładnie ubrany).

Link do felietonu dla Wirtualnej Polski w komentarzu.

Lewica, prawica, Metallica... W nowych tekstach na Wirtualnej Polsce polemizuję z idiotyczną generalizacją Kirka Hammett...
30/06/2026

Lewica, prawica, Metallica... W nowych tekstach na Wirtualnej Polsce polemizuję z idiotyczną generalizacją Kirka Hammetta ("pop is crap") oraz recenzuję debiutancką piosenkę Kasi Babis ("pop", ale nie "crap").

Linki w komentarzach.

Polskę często lubię, ale Polaków... nie potrafię, nie w tej chwili. Przy okazji wszystkich negatywnych reakcji na projek...
02/06/2026

Polskę często lubię, ale Polaków... nie potrafię, nie w tej chwili. Przy okazji wszystkich negatywnych reakcji na projekt ustawy resortu kultury znowu poczułem, że żyjemy w piekle 🔥🔥. Artyści w większości mają cierpieć, a potem umrzeć, a najlepiej - NIE ISTNIEĆ. Możecie mieć rozmaite opinie o ustawie, ale ja zawsze będę stał (lub siedział, lub leżał) po stronie artystów, czyli po stronie sztuki - nawet tej, której nie chcę, nie cenię, nie lubię, to zupełnie bez znaczenia, tu chodzi o coś dużo większego i ważniejszego. Dla Wirtualna Polska napisałem dwa nowe teksty o tym wszystkim: o krucjatach, dystopiach oraz darwinizmach scenicznych (©Krytyka Kolektywna).

Linki do tekstów w komentarzach.

PS. OD TERAZ JUŻ NIE SŁUCHAM SKOLIMA TRUDNO MUSZĘ TO JAKOŚ PRZEŻYĆ.

CIERPIĘ (PRZEZ POLSKĄ MUZYKĘ) ((ZNOWU!))[KH]My naprawdę żyjemy w dystopii albo w symulacji. Albo w piekle! Jest ogień......
29/05/2026

CIERPIĘ (PRZEZ POLSKĄ MUZYKĘ) ((ZNOWU!))

[KH]

My naprawdę żyjemy w dystopii albo w symulacji. Albo w piekle! Jest ogień... 🔥🔥🔥

Najpierw mieliśmy Fryderyki 2026 (o nich później, poniżej), a następnie dostaliśmy Męskie Granie 2026 po raz drugi - drugi hymn w tym samym roku, z tą samą ekipą co poprzednio, historyczny ewenement, sadystyczny eksperyment. "Tańczę", a ja cierpię, czuję, jakby ktoś - wiadomo kto: Vito, Igor, Zalia - uderzał mnie w głowę tępym narzędziem, wyśpiewując bezlitosną sekwencję rymów "stać - brać - bać - kłaść" oraz "stać - spać - zwiać - dziać" oraz "puls - biust". Wiem, że to ma być piosenka rozrywkowa, taneczna, ludyczna, ale takie pisanie obraża mnie na molekularnym poziomie. Teledysk wygląda trochę jak "Umarła klasa" Kantora, ale to klasa wyższa, więc uśmiechnięta; dwa hymny, dwa przelewy. Utwór wieńczy Vito Bambino Rap i jest to totalny nokaut: "oldskul", "majka", "fajtklab"... Poprosiłem AI, żeby pięknie rozwinęła moją mikrorecenzję: "Bambino tradycyjnie brzmi jak człowiek flirtujący z własnym odbiciem w szybie nocnego pociągu" oraz "'Tańczę' nie jest hymnem pokolenia, to odgłosy z lobby końca muzycznej wyobraźni". Dziekuję, babygirl.

Wyjątkowo obejrzałem również Galę Muzyki Rozrywkowej Fryderyk Festiwal 2026 - tak brzmi oficjalna nazwa tego widowiska - którą otworzył Krzysztof Zalewski własną wersją "I'm Afraid Of Americans". Bardzo nie lubię, gdy Krzysztof coveruje piosenki, które lubię, ponieważ każdą wykonuje w takim samym festynowym stylu, przy kompletnym braku odpowiedniego decorum, z pląsającymi chórkami, ale akurat tę piosenkę Bowiego średnio lubię, więc nie bolało aż tak bardzo. Jako wodzirej emanował erotyczną energią, głównie werbalną, ale kontrolowaną (nie był półnagi), sympatyczną. Wszyscy byli sympatyczni, telegeniczni, profesjonalni, teraz w ogóle wszystkie nasze gwiazdy są takimi właśnie po prostu mega fajnymi gwiazdami, potrafią fajnie mówić, przemawiać, żartować, mają europejską prezencję, amerykańską aurę. Tylko widownia powinna być lepiej nagłośniona, bo wszelkie reakcje oralno-manualne zdawały się niemrawe, dziwnie pasywno-agresywne, jakby pozostali zaproszeni i nominowani byli, nie wiem, rozczarowani, niezadowoleni, smutni.

Nie powiem, kto powinien wygrać, ale powiem, kto NIE powinien wygrać. NIE powinien wygrać Waluś Kraksa KRYZYS, nie tylko za traktowanie muzyków, ale również za traktowanie muzyki - jego płyta była absolutnie żenująca. Debiutantem roku został Pszona (podobno nepo), reprezentujący całą armię młodych artystów z Gen Z tworzących matcha pop-rap - to naprawdę wszystko, na co was stać? Zazdroszczę. Współczuję. I myślę, że o przyszłość polskiej muzyki popularnej, alternatywnej i pop-alternatywnej NIE powinniśmy być spokojni, skoro tutaj nigdy nie będzie żadnej symbolicznej rewolucji, sytuacji jak z MTV Video Music Awards '92 ani '93, nawet w wersji mini mini. To były raczej ambientowe impresje, mgliste intuicje, ale podczas oglądania tych Fryderyków nagle nawiedziło mnie straszne uczucie: jest profesjonalnie... jest sympatycznie... jest bezpiecznie... i tak już zostanie - na zawsze... na zawsze... na zawsze... Nasze aktualne gwiazdy będą z nami jeszcze przez 20-30-40 lat. Oczywiście pojawią się nowi artyści, nie tylko matcha pop-rapowi, ale estrada wydaje się w większości zabetonowana. Sympatycznie, stylowo, subtelnie, ale zabetonowana.

W ostatnich latach (a wszystko zaczęło się w 2018 roku, gdy Dawid Podsiadło wydał płytę pod tytułem...) z pewnego chaosu wyłoniła się nowa hierarchia, wykształciła się nowa elita. Zjawisko kompletnie naturalne, pozytywne, zdrowe. Gdy w styczniu oglądałem galę Paszportów Polityki - które tak naprawdę zamieszkują tę samą strukturę, co Fryderyki, tylko zajmują inną kondygnację, promują trochę inne trendy, ale nominowani i nagradzani są też mocno przewidywalni, a nawet ilustracyjni - poczułem wręcz euforię: wreszcie polska rzeczywistość kulturalna została uporządkowana! Usystematyzowana! "Zmapowana"! W końcu widać dość wyraźnie, przeciwko czemu można się buntować, definiować siebie negatywnie, w przeciwieństwie do, w kontrze do. Bo polskiej elicie muzycznej brakuje... prawie wszystkiego, czego szukam w sztuce. Intelektualnych ambicji, wisceralnych emocji, dramatyzmu, dysonansu, trochę obłędu, piękna... Często mam w głowie smutną wizję, że proces twórczy niektórych artystów kończy się myślą: "jest fajnie!". I wystarczy. Ale to nie wystarczy. W sztuce – to nigdy nie wystarczy. AI mówi: "Tu nie ma katastrofy. Jest coś znacznie gorszego: całkowita niemożliwość wyobrażenia sobie, że mogłoby istnieć cokolwiek innego". Dziękuję, sexyhoney.

Dlatego jest profesjonalnie, jest sympatycznie, jest fajnie, ale dalej jest ten ogień... 🔥🔥🔥

(APEL DO MŁODYCH POLSKICH ARTYSTÓW UDZIELAJĄCYCH WYWIADÓW DLA MEDIÓW, UWIECZNIONYCH POTEM NA ROLKACH*)"Jakby"."Właśnie"....
06/05/2026

(APEL DO MŁODYCH POLSKICH ARTYSTÓW UDZIELAJĄCYCH WYWIADÓW DLA MEDIÓW, UWIECZNIONYCH POTEM NA ROLKACH*)

"Jakby".
"Właśnie".
"Po prostu".
"MEGA".
"Taka / taki / takie".
"Takie właśnie po prostu jakby MEGA".
"Jakby takie właśnie MEGA po prostu".
"Właśnie po prostu takie MEGA jakby".
"MEGA takie jakby po prostu właśnie".

Proszę, przestańcie tak mówić. Jesteście taką jakby intelektualną elitą, jesteście w ogóle MEGA i w ogóle, ale jak widzę właśnie tysięczną rolkę z transkrypcją z "JAKBY" co dwie sekundy (a ja muszę tego wszystkiego słuchać i muszę to wszystko oglądać, bo niestety muszę śledzić język oraz DYSKURS), to już dłużej po prostu nie mogę o tym milczeć, nie chcę milczeć, więc MEGA was proszę!!

* nie tylko młodych
* nie tylko artystów
* nie tylko w wywiadach
* nie tylko dla mediów
* nie tylko na rolkach

💔

[KH]

MĘSKIE GRANIE ZOMBIEMAXXING.[KH]Nareszcie jest "Nareszcie"! Najgłośniejsza polska piosenka roku, jeśli puścimy ją przez ...
23/04/2026

MĘSKIE GRANIE ZOMBIEMAXXING.

[KH]

Nareszcie jest "Nareszcie"! Najgłośniejsza polska piosenka roku, jeśli puścimy ją przez czterdzieści milionów megafonów. Ale czy najlepsza?

Pierwotnie w tegorocznym składzie miał się znaleźć Waluś Kraksa Kryzys Wizerunkowy, lecz w ostatniej chwili został wyrzucony z ekipy za pomocą SMS-a. Mamy więc Igora Herbuta, Vita Bambina oraz Zalię. Od razu zaznaczę, że pani Zalii nie znam, bo prawie nikogo nie znam, odkąd zniknęło Na Czasie na YouTubie oraz anulowałem subskrypcję Spotify z zaznaczonymi przydatnymi playlistami typu Top Pop Poland Today Dzisiaj. Wczoraj "Nareszcie" męczyło mnie swoją opresyjną widmową obecnością, ciągle zwlekałem z odsłuchem, widziałem tylko promocyjne fotosy, promocyjne posty, wielkie dmuchane balony nad miastem, LED-owe zeppeliny w kształcie butelek i puszek, chmury układające się w twarze tego utalentowanego tercetu, czytałem także wasze komentarze, impresje, recenzje, niezbyt pozytywne, sponsorowane przez tajne agencje hejtowe, nie chciałem wierzyć, że jest aż tak źle.

Ale… JEST aż tak źle*... Przy tej piosence ostatni singiel Dawida Podsiadło brzmi jak Nowa Popowa Rewolucja... Przy tej piosence "To Bardzo Ziemskie" z 2025 brzmi jak Dobra Piosenka Rockowa... a jest to zdanie, którego nigdy nie chciałem napisać. "Nareszcie" współtworzył (i produkował) Kuba Galiński, jego creditsy to utwory Sanah, Queba, Mroza oraz testosteronowe "Supermoce" z 2023 roku, ale wolałbym się dowiedzieć, że autorem tej kompozycji jest Suno albo Udio, a nie cztery osoby żyjące z muzyki, żyjące muzyką, żyjące. Tekst jest profanacją języka, słów, liter, spacji; niezgrabny, pokraczny, często wręcz niegramatyczny; 44 wersy a la ChatGPT wersja 0.01, zacytujmy wybitnego polskiego pisarza: "nic z głośników / mówi do niczego / o niczym".

*Nie wiem, może ta piosenka za dziesiątym lub piętnastym razem staje się nagle dobra, fajna, przebojowa - na podobnej zasadzie, jak dziwna plama na suficie w toalecie w pewnym momencie zaczyna przypominać Matkę Boską albo Vita Bambina w tym teledysku. W tym teledysku są artystyczne sceny, w których Vito, Igor i Zalia wyglądają jak upiorne zjawy, rok temu pisałem, że "Męskie Granie is dead", ale teraz zmartwychwstało jako roześmiane, roztańczone zombie, które zdradza swoją prawdziwą naturę linijką "pocałunek miał ziemisty smak" i będzie nas dręczyć swoją opresyjną realną obecnością przez następne miesiące, a w tym roku Męskie Granie przyszło wyjątkowo wcześnie, zacytujmy wybitnego amerykańsko-brytyjskiego pisarza: "kwiecień to najokrutniejszy miesiąc".

Na tym etapie naprawdę nie rozumiem decydentów, dyrektorów tej muzycznej instytucji/tradycji. Nie rozumiem, dlaczego wręcz biznesowo-cynicznie-populistycznie nie ugną się pod presją społeczną, nie dadzą ludziom upragnionego, utęsknionego Męskiego Grania w wersji rockowej, pseudorockowej, nawet z plastikową gitarą, z tekturową gitarą, z Krzysztofem Zalewskim, z sobowtórem Krzysztofa Zalewskiego, z sobowtórem sobowtóra Krzysztofa Zalewskiego, albo z Walusiem, trudno... nawet z kompozycją wygenerowaną przez Suno albo Udio, tylko trochę poprawioną ludzką ręką - to i tak byłoby lepsze niż to**.

**Może "Nareszcie" za dwudziestym lub trzydziestym lub czterdziestym razem nagle stanie się dobre, fajne, przebojowe... NARESZCIE! ;))))))***

***A może nie… :((((((

Address

Hong Kong

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Krytyka Kolektywna posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Shortcuts

Share