09/04/2026
Kiedyś, pod starymi płytami w ogrodzie, odkryłam ogromne mrowisko. Gdy je naruszyliśmy, okazało się, że pośród mrówek nie było chaosu. Nie było paniki.
Mrówki jedna po drugiej brały jajka i znosiły je głębiej, chroniąc przyszłość koloni. Naukowcy nazywają takie kolonie „superorganizmem”.
Tam przetrwanie całości jest ważniejsze niż jednostka.
A potem patrzę na świat ludzi.
Na decyzje podejmowane wysoko, przy stołach, gdzie nie słychać płaczu dzieci.
Na konflikty, w których „strategia” wygrywa z człowieczeństwem.
I myślę nie tylko o tym, co dzieje się teraz, ale o tym, co zostaje na lata.
Trauma nie kończy się wraz z zawieszeniem broni. Ona zapuszcza korzenie, przechodząc z pokolenia na pokolenie.
To, czego doświadcza dziecko w strachu,
staje się kiedyś jego sposobem widzenia świata.
I właśnie to najbardziej trudno mi zrozumieć:
Jak istoty zdolne do empatii tworzą systemy, które ją wyciszają?
Jak można mówić o przyszłości,
nie chroniąc tych, którzy ją będą tworzyć?
Może problem nie w tym, że nie umiemy działać jak mrowisko.
Może problem w tym, że zapominamy, że też nim jesteśmy.
Ta, która tka morze