14/05/2026
Znowu przyszli,
kiedy do korpusu mojego
jedwabną nicią przyszywałam
znalezione przy odległych drogach
szczątki dzieci.
Z telewizora wyszli,
albo z telefonu.
Z cudzej odzierają niewinności,
i znowu kłamstwa opowiadają
że serce na dłoniach nosić można,
że chcieć wystarczy,
że białe strony.
Wiem, że kłamią.
A jednak znają moje Serce
kompletnie.
Światła łaknie,
naiwny mięsień,
o blasku gwiazd marzy.
W oczy mi kłamią.
Serca na dłoniach nosić nie mogę.
Kiedy jeszcze ich głosem mówiłam
obie mi odcięli.
Serce gwiazdom mieli oddać.
A ono brocząc w szkarłatnej kałuży,
białość swoją utraciło
ostatecznie.
Wiem teraz, że nawet oni
Sercu skrzydeł nie doprawią,
że sukienka z obcego truchła
przed nimi nie chroni.
A dłoni swoich znaleźć już nie umiem.
Jednak Serce gdzieś ukryć muszę,
by o blaskach mogło zapomnieć
ukojone.
Może bliżej szukać trzeba,
żeby uszyć strój dla mojego Serca.
Tylko w mogiłach przodków
nie szukałam jeszcze.
Tam więc pójdę, żeby
z płynących w krwi
powidoków utkać misternie
nowe – pradawne.
Może i ja kłamać powinnam?
Bo oczy znów zamydlą,
i rozbiorą do Serca różowego.
Znowu zapomnę.
Życie nie wybucha jak kosmos,
nagle,
z nieskończoności blasków,
z niczego.
Na śmierci wzrasta życie,
a ciemność je nosi,
jak matka cierpliwa.
W najgłębszym mroku -
spokojny sen.
"Lullaby"
oil on linen canvas ,
100 x 100 cm
2026