01/05/2026
Jako że w Szwajcarii nie mamy majówki, mam niemajówkowy temat: czy zdarzyło wam się kiedyś, osobom chorującym, czuć się winnymi wobec lekarza?
Paradoks, prawda?
Przyjaciółka, której niemal cała rodzina pracuje w sektorze medycznym, powiedziała mi ostatnio, że osoby chorujące psychicznie bardzo często traktowane są przez lekarzy „niepoważnie”. Jest to tym bardziej tragiczne, że część z nas tak właśnie była traktowana przez najbliższe otoczenie nawet zanim zachorowała: „przesadzasz”, „wydziwiasz”, „coś ci się wydawało”, „na pewno cię aż tak nie boli”, „konfabulujesz”, i tak dalej. Maszerujemy sobie więc przez życie przepraszając, że żyjemy i znosząc wszelkiego rodzaju dyskomfort po to, by nie zawracać nikomu głowy, po czym, gdy już robi się nie do wytrzymania, zgłaszamy się do osoby, która ma nas podratować i której z założenia powinniśmy móc zaufać, a ta osoba…no właśnie. Raz, dwa, trzy – i znowu lądujemy w przeszłości. Retraumatyzacja to ponowne przeżywanie traumy pod wpływem bodźca, który przypomina dawne doświadczenie. Opisuję to między innymi w rozdziale „Nieleczona” w „Brzydszej córce życia”.
Moja lekarka rodzinna, po półtorej roku zgłaszania przeze mnie podobnych symptomów:
- No dobrze, no możemy jeszcze ewentualnie te konkretne testy zrobić, ale inne przecież nic nie wykazały. (na co mój system wewnętrzny reaguje wstydem i poczuciem winy, że zawracam głowę, a najwyraźniej nic mi nie jest)
Po czym, gdy okazuje się, że wyniki są bardzo złe, mówi:
- Jestem strasznie zaskoczona, ale ma Pani bardzo patologiczną nietolerancję tego składnika! (na co mój system wewnętrzny reaguje ufff, a więc jednak nie kłamałam)
Moja nowa ginekolożka, gdy zgłaszam jej interakcje między lekami hormonalnymi a psychiatrycznymi, opisując symptomy manii, które pojawiły się nagle i były zagrażające życiu (autoagresja):
- Ależ to niemożliwe. Nigdy o czymś takim nie słyszałam.
Na moje szczęście w tej aktualnej sytuacji mój system wewnętrzny reaguje już nie wstydem i winą, a gniewem, bo jestem po trzech latach terapii traumy (i w trakcie). Trochę to zajęło, ale mam to.
Najchętniej zrobiłabym eksperyment „mystery patient”, polegający na tym, że dany lekarz nie wie, że mam diagnozę psychiatryczną. Czy zostałabym potraktowana inaczej?
Oczywiście, mam też wokół siebie lekarzy, którzy mnie traktują na serio i którzy nigdy nie poddawali w wątpliwość moich własnych doznań i obserwacji; jestem im bardzo wdzięczna i marzę o tym, żeby wszyscy mieli podobne podejście.
A wy jakie macie doświadczenia w tym względzie?