05/14/2026
Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie praca plastyczna, wykonana przez Zosię. Gdy zapytałam, co to jest, powiedziała, że to Raj Koralików i Guzików.
Napisałam o tym bajkę.
Poniżej część I. :) Kto lubi bajki? 🤔🤗
Złoty Guzik dla tego, kto przeczyta taki długi tekst. ;) Dajcie znać w komentarzu, komu się udało. 🧐.........................................................................................................
Było sobie Różowe Miasteczko na mapie świata. Miasteczko, o którym wiedzieli nieliczni. Wszystko tam było różowe – trawa, niebo, chodniki, kwiaty i drzewa. Mieszkańcy miasteczka uwielbiali ten kolor. Jedynie słońce różniło się barwą – świeciło złotym, ciepłym światłem i pięknie oświetlało różowe elementy rzeczywistości. Pewnego dnia, mała dziewczynka o imieniu Koralinka wyszła na spacer. Zamierzała odwiedzić mieszkającą na końcu miasteczka babcię. Pod drodze mijała różowe domy i podwórka, ogrody pełne różowych róż oraz grządek, na których rosły różowolistne sałaty. Koralinka nałożyła tego dnia swoją najlepszą, różową sukienkę, we włosy wpięła spinki tego samego koloru, jej różowe buciki cicho stukały w różowy chodnik. Szła pełna radości, bo uwielbiała spotkania ze swoją babcią.
Babcia Koralinki zajmowała stary, piętrowy dom, w którym dawniej mieszkało wiele osób. Dziś tylko ona przechadzała się po pokojach i sama jadła posiłki w obszernej, różowej kuchni. Koralinka niezwykle lubiła tam bywać, gdyż babcia częstowała ją pysznymi pączkami z nadzieniem z róży, a do tego podawała malinową lemoniadę. Niezależnie od pory roku, w lodówce zawsze miała schowane wiśniowe lody. Takie odwiedziny zawsze oznaczały małą ucztę.
Zmierzając do babci, Koralinka ujrzała na jednym z przydomowych trawników duże drzewo. Oczywiście całe było różowe. Na jednej z jego gałęzi siedział ptak, nie za mały, nie za duży i o dziwo, jego pióra wcale nie miały różowej barwy. Mieniły się metalicznym blaskiem, w którym widoczne były niemal wszystkie kolory tęczy. Koralinka przypomniała sobie, że tęczę widziała w jednej ze swoich szkolnych książek. Nad ich miasteczkiem tęcza pojawiała się bardzo rzadko. Dziewczynka przystanęła pod drzewem i uważnie obserwowała ptaka. Chciała zapamiętać jak najwięcej szczegółów, aby potem dokładnie opisać go babci. Ciekawe, czy babcia kiedykolwiek widziała takiego ptaka? Wkrótce się okaże. Ptasi gość zauważył Koralinkę i sfrunął z gałęzi wprost pod jej stopy. Podskakiwał na trawie i w pewnej chwili uśmiechnął się. Koralinka ogromnie się zdziwiła – nigdy dotąd nie widziała uśmiechającego się ptaka. Odwzajemniła uśmiech i zapytała go o imię. Okazało się, że ptak nie tylko potrafi się uśmiechać, ale także mówi. Odpowiedział, że nazywa się Koralik i przyleciał tutaj z Raju Guzików i Koralików. Dziewczynka była tak zaskoczona, że w pierwszej chwili zapomniała się przedstawić. Zrobiła to, gdy Koralik sam zapytał, jak ma na imię. Ptaszek tak ucieszył się z podobieństwa ich imion, że podfrunął i fiknął w powietrzu koziołka. Koralinka i Koralik gawędzili siedząc pod drzewem. Ptaszek opowiadał dziewczynce, jak wygląda miejsce, z którego przyleciał. Raj Guzików i Koralików było przepiękny, przynajmniej tak wyobraziła go sobie Koralinka słuchając opowiadania Koralika. Pełen różnych kolorów i kształtów - domy, lampy uliczne, chodniki, schody, fontanny, a nawet drzewa i krzewy zdobiły fantazyjne kompozycje z kolorowych guzików oraz koralików. Co więcej, każdy z mieszkańców mógł taką ozdobę wykonać i przyczepić ją w miejscu, które sobie wybrał. Ozdób nigdy nie było za dużo. Koralik mówił, że mieszkańcy Raju spędzają każdą wolną chwilę na wykonywaniu ozdób z guzików i koralików, a dzieci nigdy się nie nudzą, bo zawsze mogą wymyślać nowe wzory, dobierać kolory i tworzyć niepowtarzalne kompozycje.
Koralinka słuchała opowieści i była zachwycona. Powiedziała, że bardzo, bardzo chciałaby zobaczyć Raj Guzików i Koralików. Jej nowy ptasi przyjaciel milczał przez chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu zgodził się, ale powiedział, że Koralinka musi najpierw odwiedzić swoją babcię, bo przecież babcia czeka. Nie można jej zawieść. W Raju Guzików i Koralików każdy dotrzymuje słowa, więc Koralinka już może zacząć to trenować. Dziewczynka zgodziła się, bo tak naprawdę wcale nie miała zamiaru zostawić babci. Pragnęła przedstawić jej Koralika i opowiedzieć o celu swojej podróży. A może babcia ma jakieś kolorowe guziki i koraliki, które mogłaby zabrać ze sobą do Raju? Koralik powiedział, że chętnie uda się z Koralinką do jej babci.
Znajdowali się już całkiem blisko domu, w którym mieszkała babcia dziewczynki. Widać było różową wieżyczkę i dach pokryty różową dachówką. Koralik leciał nad głową Koralinki, która dzielnie maszerowała w swoich różowych bucikach. Od czasu do czasu wymieniali się uśmiechami. Serce dziewczynki przepełniała radość z tego nieoczekiwanego spotkania i nawiązania przyjaźni. Zamierzała opowiedzieć wszystko babci, jak tylko przestąpi próg jej domu. Po chwili stanęła przed furtką prowadzącą do ogrodu. Nacisnęła klamkę i furtka otworzyła się z cichym skrzypnięciem. Koralinka od razu zdjęła buty, gdyż uwielbiała chodzić boso po babci ogrodzie, Rosła w nim gęsta i miękka trawa. Z radością zanurzyła w niej bose stopy. Koralik poleciał rozejrzeć się po ogrodzie, a ona weszła na ganek i zastukała do drzwi. Niemal natychmiast otworzyła je babcia. Jak zawsze uśmiechnięta, uczesana w kok ozdobiony różową wstążką. Na co dzień nosiła różowy fartuch z falbanami, który nakładała na sukienkę, aby nie pobrudzić jej w czasie prac domowych lub ogrodowych. Koralinka uśmiechnęła się równie szeroko. Przepadała za swoją babcią. Uwielbiała spędzać z nią czas. U babci nie sposób się było nudzić. Zawsze zajmowały się czymś ciekawym. Dom rzadko bywał domem, gdy zaczynały się bawić. Zamieniał się w statek dryfujący po ocenach, albo w skarbiec pełen złota i drogich kamieni, bywał też zamkiem, zamieszkanym przez fantastyczne stwory. Ogród był niemniej ciekawy. Babcia sprawiała, że wyruszały na różne wyprawy właśnie do ogrodu, odkrywając jego najdalsze zakątki i ukryte tajemnice. Tym razem pewnie także czeka je interesująca wycieczka.
Babcia mocno przytuliła Koralinkę i zaprosiła ją do środka. Na kuchennym stole czekały już pączki i malinowa lemoniada, a w lodówce pucharki z lodami. Dziewczynka zajęła swoje miejsce i zaczęła pałaszować słodkości. Babcia przyglądała się jej z uśmiechem. Ona także bardzo lubiła odwiedziny wnuczki i ich wspólne zabawy. Babcia Koralinki mieszkała sama, ale nie czuła się samotna. Miała swój różowy, stary dom i ogród z jego mieszkańcami i tajemnicami. Poznawanie ich zajmowało jej większość czasu. Koralinka o tym nie wiedziała, ale babcia zaczęła spisywać wszystkie wyprawy, w jakich brały udział razem lub tylko ona. Stworzyła magiczny pamiętnik, który miała zamiar podarować kiedyś Koralince. Na razie zbierała do niego materiał przy okazji każdych odwiedzin wnuczki. Tym razem dziewczynka miała dla babci niespodziankę. Gdy skończyła jeść i odstawiła talerzyk do zlewu, otworzyła okno i zawołała Koralika. Babcia była odrobinę zdziwiona, gdy na parapecie usiadł mieniący się barwami tęczy ptak i przedstawił się. Koralinka śmiała się, widząc minę babci i zapewniła ją, że to najmilszy ptaszek, jakiego poznała i że zdążyli się już zaprzyjaźnić. Koralik przytaknął i uśmiechnął się. Babcia zaproponowała Koralikowi coś do jedzenia i picia. Ptaszek z ochotą napił się malinowej lemoniady i skubnął pączka. Za lodami nie przepadał. Podziękował babci za posiłek i zapytał Karolinkę, czy chce, aby opowiedział babci o Raju Guzików i Koralików. Dziewczynka aż klasnęła w ręce z radości, a Koralik rozpoczął opowiadanie. Babcia nigdy nie słyszała o miejscu zwanym Rajem Guzików i Koralików, dlatego też przysłuchiwała się z ciekawością. Początkowo nie mogła uwierzyć, że gdzieś, poza ich Różowym Miasteczkiem znajduje się takie miejsce. Sama uwielbiała kolor różowy, ale z chęcią zobaczyłaby też inne kolory, a przede wszystkim ozdoby z koralików i guzików. Nie była zdziwiona, gdy Koralinka wyjawiła jej swój plan udania się do Raju. Babcia od razu wyraziła chęć towarzyszenia wnuczce. Szykowała się prawdziwa wycieczka, poza granice domu i ogrodu. To dopiero będzie przygoda. Napisały krótki list do rodziców Koralinki, w którym zawiadamiały ich o swojej podróży i zapewniły, że wrócą całe i zdrowe. Koralik poleciał z listem do domu Koralinki, a one zaczęły się pakować. Babcia wyjęła dwa różowe, lekkie plecaki, które, mimo, że nie wyglądały na duże, mieściły wiele potrzebnych rzeczy. Gdy wszystko było już gotowe, a Koralik czekał na nie w ogrodzie, babcia zamknęła dokładnie wszystkie okna, drzwi oraz furtkę, a klucz schowała w małej kieszonce plecaka. Mogły ruszać. Z uśmiechem wzięły się za ręce i poszły drogą, którą wskazywał ich ptasi przewodnik.
Opuściły różowe miasteczko i podążały dalej przed siebie. Wszystko, co widziały po drodze było dla nich nowe. Nigdy dotąd nie wyjeżdżały poza Miasteczko. O tym, jak wygląda świat babcia czytała w książkach i gazetach, ale nigdy dotąd sama go nie widziała. Z ciekawością rozglądały się dookoła, starając się zapamiętać jak najwięcej. Babcia miała zamiar opisać tę wyprawę w swoim pamiętniku. Koralik leciał nad ich głowami i od czasu do czasu informował o zmianie kierunku marszu, albo pytał, jak się mają. Po dość długim czasie, postanowili zrobić sobie przerwę na odpoczynek i jedzenie. Usiedli na trawie, w cieniu drzewa, które wcale nie było różowe. Babcia i Koralinka przyglądały się drzewu, dotykały jego brązowego pnia i rosnących niżej, zielonych liści. Pod stopami miały zieloną, trawę. Ich oczy mogły w końcu odpocząć od różowej barwy wszystkiego, co znajdowało się w Miasteczku. To było niesamowite doświadczenie. Obie wiedziały, że na świecie istnieją inne kolory, jednak na co dzień nie miały do nich dostępu. Mieszkańcy Różowego Miasteczka nie wyjeżdżali poza jego granice, a jeśli już to niezwykle rzadko i nigdy już nie wracali. Nikt nie wiedział dlaczego tak się dzieje i na wszelki wypadek większość mieszkańców wolała zostać. Czuli się bardzo przywiązani do miejsca swego urodzenia i zamieszkania i raczej nie chcieli go opuszczać. Koralik przypatrywał się reakcjom babci i Koralinki, gdy odkrywały nowe kolory. On żył w Raju Guzików i Koralików, gdzie kolory nie były niczym niespotykanym. Niebo miało barwę błękitną, a gdy padał deszcz, zasnuwało się szarymi chmurami. Ziemia była czarna, rośliny zielone, itd. Ponad to wszystko zdobiły wielobarwne mozaiki wykonane z koralików lub guzików. Mieszkańcy Raju wiedli życie pośród kolorów i nie myśleli, że może być inaczej. Różowe Miasteczko było dla Koralika czymś zupełnie nowym, ale cieszył się, że tam trafił – dzięki temu zyskał przyjaciółkę, której teraz mógł pokazać swój Raj. Koralik chciał powiedzieć Koralince coś jeszcze, ale uznał, że na razie zachowa to dla siebie. Wiedział, że nadejdzie odpowiedni moment na podzielenie się tą wiadomością. Teraz chciał, aby podróż dziewczynki i jej babci płynęła w miarę sprawnie i wygodnie. Starał się prowadzić je jak najmniej wyboistymi ścieżkami, gdzie zieleń dawała cień i chłód. Zostało im jeszcze trochę drogi do pokonania. Ptak miał nadzieję, że dotrą do Raju przed zmrokiem. Zerknął z góry na obie podróżniczki – nie wydawały się już zmęczone. Mogli zatem ruszać dalej.
Koralik był powiernikiem pewnej tajemnicy dotyczącej powstania Raju Koralików i Guzików. Tajemnicę tę przekazywano z pokolenia na pokolenie w jego rodzinie. Teraz to on jej strzegł. Nie było to nic złego, wprost przeciwnie. Tajemnica mówiła o samych dobrych rzeczach, ale nie można było ich wyjawić przypadkowym osobom, bo Raj przestałby istnieć. Nikt o tym nie wiedział, oprócz Koralika i jego ptasiego rodu. Dobra należało strzec, aby nie dostało się w niepowołane ręce, a wiadomo, że tych było wiele. Najstraszniejsze należały do Bezbarwnego Maga, osobnika o wielkim apetycie na kolory, ponieważ sam ich nie posiadał. Bezbarwny Mag słyszał o Raju Koralików i Guzików i z całych sił pragnął nim zawładnąć. Jednak dzięki tajemnicy strzeżonej przez Koralika Raj był bezpieczny, przynajmniej na razie. Ptak musiał pamiętać, że wiedza, którą posiadał, ma wielką twórczą, a zarazem ochronną moc. Koralik wyruszając poza granice Raju, pragnął znaleźć kogoś, komu będzie mógł powierzyć swoją tajemnicę. Niestety na nim jego ród się kończył i nie miał komu jej przekazać. Znał mieszkańców Raju i niestety, nie znalazł pośród nich nikogo, komu mógłby zaufać na tyle, aby podzielić się z nim tym, co wiedział. Dlatego postanowił wyruszyć dalej, rozejrzeć się po świecie i być może znaleźć kogoś, kto zrozumie i zechce przejąć tajemnicę. Warunkiem jednak będzie zamieszkanie na zawsze w Raju Koralików i Guzików. Wiedza musiała pozostać tam, gdzie biło jej źródło. Przypadek sprawił, że Koralik trafił do Różowego Miasteczka i poznał Koralinkę oraz jej babcię. Wierzył, że podobieństwo imion jego i dziewczynki to znak. Postanowił dać jej szansę, a gdy usłyszał, jak bardzo lubi wyprawy, stwierdził, że zaprosi ją do Raju. Może jeśli zobaczy na własne oczy to wspaniałe miejsce, to sama postanowi tam zostać? Obecność babci także ucieszyła Koralika. Wyczuł, że jest ona w stanie zrozumieć niemal wszystko, a jej dziecięca ciekawość dobrze wróży przekazaniu tajemnicy. Takie osoby, jak babcia Koralinki, nie wątpiły w to, co widziały, nie kwestionowały magii, co więcej babcia sama poznawała i opisywała obce krainy leżące w granicach jej ogrodu. Ptak tak bardzo chciał zaufać Koralince i jej babci na tyle, aby przekazać im tajemnicę oraz ustanowić je jej strażniczkami. W końcu żyłby spokojnie, bez lęku o przyszłość Raju Koralików i Guzików.
Zbliżali się do celu wyprawy. Słońce świeciło i ogrzewało ich ciała i myśli. Troje przyjaciół wędrowało sobie i każdego z nich przepełniało radosne oczekiwanie na to, co się wydarzy. Karolinka i jej babcia opuściły Różowe Miasteczko, lecz ani przez chwilę nie pomyślały, że mogłyby do niego nie wrócić. Pragnęły zobaczyć Raj, o którym tak pięknie opowiadał im Koralik, może nawet na krótko zatrzymają się tam, jednak potem wrócą do domu. Nie miały co do tego wątpliwości. Ptaszek leciał spokojnie ponad ich głowami, mając nadzieję, że podróżniczki zostaną w Raju na zawsze. Żadne z nich nie dzieliło się głośno swoimi myślami. Nagle Koralinka przystanęła i wskazała babci widok, który miała przed sobą. Babcia także się zatrzymała niedowierzając temu, co ujrzała. Koralik widząc to, sfrunął na ziemię i uśmiechnął się z satysfakcją. Wiedział doskonale, że wejście do Raju zrobi na podróżniczkach niemałe wrażenie. Przed nimi, pośród rozłożystych drzew, wiła się biała droga prowadząca wprost do bramy, za którą znajdowało się miejsce, o którym im opowiadał. Zachęcił je do wejścia na drogę. Obie zrobiły krok, po czym znowu się zatrzymały. Nie musiały już iść, bowiem droga okazała się ruchoma i sama niosła je ku wejściu. Babcia i Koralinka starały się trzymać równowagę. W końcu usiadły i mogły teraz swobodnie rozglądać się i podziwiać miejsce, w którym się znalazły. Droga niosła je lekko, wprost do bramy prowadzącej do Raju Koralików i Guzików. Trwało to jakiś czas, Koralik niestrudzenie leciał nad nimi. Tak bardzo się cieszył, że będzie mógł im wszystko pokazać. Miał nadzieję, że babcia i Koralinka zgodzą się tutaj zamieszkać. Na razie jednak musiał zostawić wszystko losowi – będzie tak, jak ma być.
W końcu droga zwolniła, aż ostatecznie zatrzymała się przed samym wejściem do Raju. Podróżniczki wstały, założyły plecaki i spojrzały w górę w poszukiwaniu Koralika. Natychmiast sfrunął do nich na dół. Powiedział, aby zapukały trzy razy w bramę, a sama się otworzy. Babcia i Koralinka nie spodziewały się, że będzie to takie proste. Zapukały i brama faktycznie sama zaczęła się otwierać. Po chwili ich oczom ukazał się dziedziniec, od którego, w różnych kierunkach, biegły ulice. Było to centrum Raju Koralików i Guzików. Stała tutaj fontanna, rosły drzewa, a na trawnikach kwitły piękne kwiaty. Wokół dziedzińca stały domy, różnej wielkości, wszystkie bardzo kolorowe. Koralinka i jej babcia, przyzwyczajone do tego, że wszystko ma kolor różowy, patrzyły jak zaczarowane. Zgodnie z opowieścią Koralika, każdy dom i drzewo były ozdobione kompozycjami z guzików lub koralików. Wyglądało to przepięknie. Podróżniczki nie mogły się napatrzeć. Spacerowały i podziwiały centrum Raju. W końcu usiadły na ławce przy fontannie i zapytały Koralika, co będą tutaj robić. Ptaszek zapytał, czy nie są głodne, a może spragnione i nie czekając na odpowiedź odfrunął, a po chwili wrócił niosąc w dziobie torbę z jedzeniem i wodą. Kiedy babcia i jej wnuczka zaspokoiły głód, ponownie zapytały Koralika o to, czym się tutaj zajmą, a on zamiast odpowiedzieć, poderwał się i zaprowadził je do domu, w którym miały nocować. Z ciekawością obejrzały barwne wnętrza domu, rozpakowały swoje plecaki i położyły się każda na swoim łóżku. Niebawem zasnęły, a Koralik poleciał do ptaków ze swojego rodu, aby oznajmić im przybycie swojej nowej przyjaciółki i jej babci oraz omówić szczegóły zadania, jakie je czekało.
Ptaki z rodu Koralika ze spokojem i radością przyjęły informację o tym, że podróżniczki są już w Raju. Chciały, aby babci i Koralince niczego tutaj nie brakowało, aby były tak szczęśliwe, jak nigdy dotąd, a może dzięki temu zgodzą się zostać w Raju na stałe. Koralik życzył sobie tego ze wszystkich sił, jednak jak wiadomo, życie jest nieprzewidywalne i nie można być pewnym niczego w stu procentach. Można jedynie ufać, że wydarzy się to, czego pragniemy. Upewnił się, czy jego ród jest gotowy na podzielenie się wiedzą o Raju z kimś spoza ptasiego gatunku. Nigdy wcześniej człowiek nie był dopuszczany do tej tajemnicy. Mieszkańcy Raju Koralików i Guzików nie byli świadomi zagrożenia, jakie czaiło się wiele mil stąd, ale było realne i w każdej chwili mogło znaleźć się w pobliżu. Koralik otrzymał pozwolenie na to, by wtajemniczyć Koralinkę oraz jej babcię w sprawy Raju. Czym prędzej udał się do domu, w którym podróżniczki słodko spały.
Gdy był już blisko, zobaczył, że siedzą w ogrodzie, pod drzewem i rozmawiają. Wyspane, odświeżone, wyglądały na zadowolone z życia i wyprawy. Zobaczyły, że nadlatuje i pomachały do niego z radością. Kiedy przysiadł obok, spytały, gdzie się podziewał, bo już chciały udać się na poszukiwania. Koralik uspokoił swoje przyjaciółki, że wszystko jest w porządku. Poleciał, aby zobaczyć się z rodziną, a teraz będzie już z nimi, pokaże im cały Raj, zapozna z mieszkańcami i zaprowadzi do pracowni, w której będą mogły tworzyć kompozycje z guzików lub koralików. Koralinka odpowiedziała, że jest gotowa, babcia także podniosła się z trawy i potwierdziła swoją gotowość. Koralik zaprowadził je ponownie na dziedziniec, a stamtąd skierowali swe kroki na każdą ulicę Raju. Podróżniczki podziwiały kolorowe domy, szkołę, filharmonię, liczne sklepy i kawiarenki. Witały się z mieszkańcami, którzy zapraszali je na podwieczorki i kolacje. W końcu, pełne wrażeń i trochę zmęczone, dotarły do pracowni, w której mogły oddać się tworzeniu ozdób. Pracownię prowadziła jedna z mieszkanek Raju, sympatyczna, rudowłosa kobieta, ubrana w długą, czerwoną sukienkę, którą zdobiły żywe kwiaty. Nie zadając zbędnych pytań, wskazała babci i Karolince stół, przy którym mogły wykonać ozdoby. Zaskoczył je ogromny wybór guzików i jeszcze większy koralików. Spojrzały na siebie podekscytowane i zabrały się do pracy. Czas płynął wolno, Koralinka wybierała koraliki, a babcia guziki. Kobieta w czerwonej sukni przyglądała się im z lekkim uśmiechem. W tej pracowni każdy dorosły stawał się ponownie dzieckiem, a dzieci były w swoim żywiole. Tworzenie to piękny proces, od którego wszystko się zaczęło, a teraz, w jej pracowni, mógł być odtwarzany wciąż na nowo. Tu nikt nikogo nie pospieszał, nie sprawdzał, nie oceniał. Właścicielka pracowni utrwalała na zdjęciach każdą ozdobę, jaka kiedykolwiek u niej powstała. Fotografie zdobiły ściany pracowni. Były ich setki, a na nich niepowtarzalne, wielobarwne kompozycje.
Babcia pierwsza skończyła swoją ozdobę, z dumą zapozowała z nią do zdjęcia. Koralinka wciąż przebierała koraliki, szukając tych odpowiednich. Trudno było jej podjąć decyzję, gdyż wszystkie koraliki były piękne. Babcia wyszła na zewnątrz, gdzie przed wejściem do pracowni stały dwa krzesła i mały, okrągły stolik. Kobieta w czerwonej sukni przyniosła dwie filiżanki z herbatą i zaprosiła babcię, aby usiadła. Zaczęły rozmawiać. Właścicielka pracowni opowiedziała pokrótce historię Raju w takiej wersji, jaką przekazała jej mama. Wyjaśniła zamiłowanie mieszkańców do ozdabiania otoczenia i zapewniła, że kompozycja, którą wykonała babcia Koralinki także znajdzie swoje miejsce na dziedzińcu Raju bądź na którejś z jego ulic. Babcia co chwilę zerkała do wnętrza pracowni zastanawiając się, kiedy jej wnuczka skończy pracę. Jej towarzyszka uspokoiła ją mówiąc, że tutaj każdy ma tyle czasu, ile potrzebuje. Pracownia nie ma określonych godzin, w których jest otwarta. Tutaj można przyjść o każdej porze, kiedy tylko odczuje się potrzebę tworzenia. Po jakimś czasie, gdy herbata już się skończyła, drzwi pracowni skrzypnęły i na ganek wyszła Koralinka niosąc swoją ozdobę. Był to kwiat, przepiękny, utkany z setek mieniących się w słońcu koralików. Właścicielka pracowni poszła po aparat, aby uwiecznić to dzieło, a babcia uściskała wnuczkę i powiedziała, że wspanialszej ozdoby chyba tutaj nie znajdą. Gdy zdjęcia babci i Koralinki zawisły na ścianie, podróżniczki podziękowały serdecznie kobiecie w czerwonej sukni za gościnę i poszły dalej zwiedzać Raj. Wkrótce dołączył do nich Koralik, który niedawno wstał z drzemki. Jego także zmęczyła podróż.
Wiedział, że przyszła pora na poważną rozmowę. Nie miał pojęcia, jak zacząć, aby nie przerazić podróżniczek już na początku. Pomyślał, że park będzie najlepszym miejscem do odbycia tej rozmowy. Jest w nim tak pięknie, że babcia i Koralinka na pewno będą miały jeszcze lepszy nastrój i być może zgodzą się na jego prośbę. Nie pomylił się, obie podróżniczki były zachwycone, gdy tylko weszli do parku. Duże drzewa z mnóstwem zielonych liści, trawniki na których rosły różne kwiaty i gęsta, ciemnozielona trawa, drewniane ławki z kolorowymi poduszkami, ścieżki wysypane wielobarwnymi kamyczkami, a nad tym wszystkim fruwały motyle. Ptaki śpiewały w gałęziach drzew i krzewów. Pająki tkały swoje wzorzyste, delikatne pajęczyny. W parku panowała iście magiczna atmosfera. Koralinka uważnie obserwowała wszystko wokół. Zdawało się jej, że między kwiatami przemknęła mała postać. Czy to był skrzat? A może wróżka? Zapytała Koralika, czy w parku, oprócz ptaków i owadów mieszkają jeszcze inne istoty. Ptak odparł, że jest to bardzo możliwe, chociaż sam nigdy ich nie spotkał. Koralinka zaczęła wypatrywać maleńkich, czarodziejskich postaci. Gdyby to było możliwe, chciałaby z nimi porozmawiać. Dotąd czytała o nich tylko w bajkach, a teraz, te opowieści stają się rzeczywiste. Tak rozmyślając dotarła do ławki, na której już od kilku chwil siedziała babcia. Ułożyła się wygodnie na poduszkach i odpoczywała. Koralinka najpierw obeszła ławkę w poszukiwaniu skrzatów, a gdy ich nie znalazła, usiadła obok babcia i przytuliła się do jej ramienia. Była zmęczona podróżą i nadmiarem wrażeń. Wszystko w Raju było cudowne, bezmiar kolorów nie mieścił się w jej małej głowie. Siedziały obie na ławce, pośród miękkich poduszek, a Koralik przysiadł niedaleko i zaczął snuć swoją opowieść. Wiedział, że nastał doskonały moment, aby podróżniczki poznały pełną historię powstania Raju i wiedzę o tym, jak można go ochronić przed niebezpieczeństwem grożącym ze strony Bezbarwnego Maga. Mówił spokojnie, historia płynęła, ani babcia ani Koralinka nie zadawały pytań. Słuchały uważnie, a może śniły? Obie miały przymknięte powieki, oddychały równo, przytulone do siebie. Koralik pomyślał, że to może nawet lepiej, jeśli przez sen przekaże im najważniejsze informacje. Może łatwiej je przyjmą. Czas płynął, popołudniowe słońce ogrzewało park i jego mieszkańców. Opowieść Koralika powoli zbliżała się do końca. Mówił o tym, że tylko one, Koralinka i jej babcia, są w stanie uratować Raj. W tym właśnie momencie babcia otworzyła oczy i wyprostowała się. Przebudziła się też dziewczynka. Obie spojrzały uważnie na ptasiego towarzysza i zapytały, czy to, co mówi, jest prawdą? Koralikowi nie pozostało już nic innego, jak dokończyć opowieść i poprosić podróżniczki o pomoc i pozostanie w Raju, przynajmniej do czasu, aż zagrożenie minie. W pierwszej chwili babcia odparła, że jest to niemożliwe, że nie mogą spełnić prośby ptasiego rodu. Nie są stąd, nie znają tradycji, historii, nie posiadają magicznych mocy ani żadnych innych mocy, aby ustrzec Raj Koralików i Guzików przed niebezpieczeństwem. Słysząc te słowa, Koralik zwiesił smutno głowę. Koralinka podeszła do niego i delikatnie go przytuliła, szepcząc mu do ptasiego ucha, że może nie wszystko stracone i uda im się coś wspólnie wymyśleć. Tak naprawdę nie chciała opuszczać Raju, a już na pewno nie mogła zostawić w potrzebie swego przyjaciela. Spojrzała na babcię, lecz ta zaprzeczyła ruchem głowy. Koralinka wiedziała jednak, że jeszcze nic nie jest przesądzone. Nie muszą zamieszkać w Raju na zawsze, ale przecież mogą zatrzymać się tutaj na dłużej i spełnić prośbę ptasiego rodu. Mimo, że nie znają się na walce i na magii, ale radziły sobie przecież na tylu wyprawach, że doświadczenie, które na nich zdobyły na pewno będą mogły teraz wykorzystać. Koralinka postanowiła, że po kolacji porozmawia z babcią i spróbuje przekonać ją, aby zostały. W głębi duszy babcia była wojowniczką, poszukiwaczką przygód i niezwykle mądrą osobą, dziewczynka wiedziała, że te cechy zwyciężą nad tym, co podpowiadał babci rozsądek. Uściskała raz jeszcze Koralika i powiedziała, aby się nie martwił. Po czym wzięła babcię za rękę i poszły obie do swojego nowego domu, przy jednej z rajskich ulic, na pyszną kolację.
W domach w Raju Koralików i Guzików posiłki przygotowywały się same. Podróżniczki przekonały się o tym, gdy wstały z drzemki po podróży, a na stole w kuchni czekał na niego gorący obiad. Talerze musiały jednak pozmywać same. Zapomniały zapytać Koralika o to, kto gotuje, skoro oprócz nich, w domu nie było nikogo. Teraz czekała na nie kolacja. Pachniała wybornie, a na stole stało wszystko, co obie najbardziej lubiły. Gdy sprzątały po posiłku, Koralinka zapytała babcię, czy nie mogłyby zostać w Raju i pomóc ptasiemu rodowi? Babcia spodziewała się tego pytania, znała swoją wnuczę nie od dziś i wiedziała, że Koralinka tak łatwo się nie podda. Dziewczynka zawsze pomagała słabszym, więc teraz też łatwo nie zrezygnuje. Milczała przez dłuższą chwilę, aż w końcu odpowiedziała, że się zgadza. Co prawda, zupełnie nie ma pojęcia, jak to zrobią, ale jeśli jej wnuczka bardzo chce ocalić Raj, to ona jej w tym pomoże. Koralinka aż podskoczyła z radości i pocałowała babcię w oba policzki. Po czym pobiegła do ogrodu poszukać Koralika i podzielić się z nim radosną nowiną. Znalazła go siedzącego na gałęzi jabłoni. Pogwizdywał cichutko i wpatrywał się w zachodzące słońce. Na widok Koralinki zamilkł w oczekiwaniu. Jednak szeroki uśmiech dziewczynki rozwiał jego wątpliwości i obawy. Podfrunął i fiknął w powietrzu koziołka. Tak bardzo był uradowany! Raj będzie bezpieczny!