07/01/2026
~dłuższy tekst fejsbukowy ~
Czasem trudno jest być aktywną w social mediach,
Gdy chce się czymś podzielić,
a nie jestem radosną kuleczką, samocęzuruje.
Aż zdaje sobie sprawę,
że obcinam esencję, obcinam wgląd, dojrzałość
i refleksje. Samocęzuruje najbardziej wartościową część, by ukazywać się jako słodka dziecina.
Z zewnętrznie narzuconego tręndu ukazywani się jako półczłowiek, dzień bez nocy i lato bez zimy.
Uczę się sobie pozwalać.
na istnienie wśród ludzi
nie tylko, gdy jestem w swoim najlepszym.
To trudne,
wciąż i wciąż powstawać i wychodzić do świata z sercem.
Nie zamarznąć, nie skamienieć.
Być odważną we wrażliwości.
Czasem brakuje mi baterii.
Nadmierne wycofanie bywa dla mnie taką społeczną śmiercią,
samo wykluczenie, samo niezaakceptowanie
Które włączam u innych, odbijających mój koloryt.
Wiem już, że nie ma prawdziwych relacji bez przejścia przez to,
bez podjęcia ryzyka bycia widzianym.
W prawdzie, nie tylko ładnej Instagramowej oprawce.
I mam przeczucie, że najlepsza sztuka wyrasta właśnie na tej glebie 🤔.
Obserwuję sobie to,
że co porusza mnie najbardziej, jest owocem tego odsłonięcia,
demistyfikacji, w angielskim mają piękne słówko „. vulnerability ”
w którym jest i wrażliwości, i podatność na zranienie i mądrość autentyczności.
Oprawiła bym w ramkę i powiesiła na ścianie, wytatuowała bym na rączce, gdybym robiła tatuaże.
Jak zapamiętać to uczucie. Jak utrwalić na dłużej by nie zapomnieć, gdy natłok życia zajmie przestrzeń myślową.
Szukam tego, wyrażone go w różnym medium.
Potęga wrażliwości.
Gdy planeta zdaje się pogrążać w chaosie, a ci o najmniejszej wrażliwości pchają nas ku wojnie…
Jeśli ludzkość ma ewoluować w jakimś cywilizowanym humanitarny kierunku,
potrzebujemy więcej tej mieszanki.
By moje kochane wrażliwe istoty miały odwagę, by działać w świecie.
A odważne istoty nie traciły wrażliwości.
Doceniam wkład każdego, kto zadedykował swoje życie podobnej misji, ogromna wdzięczność autorom książek, wykładów prelekcji, dyskusji, kręgów, malarzom zaangażowanym, istotą od komiksów i tekstów piosenek.
Jesteście przyczyną mojej wiary
, że ludzkość powinna mimo wszystko przetrwać na tej planecie.
I czasem myślę jak małą drobinką sama jestem wobec świat, jak mało tworzę, jakie to nieistotne. Aż wręczam swój kawałek materii istocie – dla której ma on znaczenie.
I dzieje się magia. I nagle sobie przypominam, że to, co robię.
ma sens.
Że medium, jakie wybrałam jest cudowne. Jest namacalne, intensywne, uchwytne.
, szorstkie albo gładkie, twarde, albo aksamitne.
Takie cielesne, bliskie skóry, bliskie sercu. Codziennie towarzyszące.)) (Jak materię tkane przez kobiety, wyszywane haftowane, zepchnięte z piedestału „wysokiej sztuki” do kuchni. A jednak posiadające tę samą potrzebę samo wyrażenia).
I mogę zawszeć w nim jakość, opowieść, przypomnienie, szeptanie przed snem modlitwy.
I jak niewysłowienie wkurwia mnie jak wyświechtanym stało się określenie „robione z intencją”, nie podoba mi się jak zeszmaciło się głębokie znaczenie takiej właśnie kobiecej pracy rękami i sercem. Bo zawsze od wieków było w tym coś… Coś.
Ciężko to uchwycić w takim zateizowanym, ztechnokratyzowanym świecie.
To coś, co sprawia, że pragnę schować w wyściełanym kuferku korale po babci, choć nie mają „rynkowej wartości” były jednak bliskie sercu – bliskim naszemu sercu.
W którym chowam błękitne piórko sójki, symbol dawnej przyjaźni, kamyczek z górskiej wędrówki, wyświechtanym śpiewnik i muszle z pielgrzymki. Suszone kwiatowe wspomnienia.
Drobinki odpowiadające historie, drobinki zamykające uczucia. Drobinki przypominające, kim jestem.
Kiedyś amulety, a teraz.
Może byśmy nazwali to programowaniem podświadomości?
I cóż, żyjąc nieuchronnie tworzę, czasem rzeczy dla kogoś ważne.
Zdaje sobie sprawę, coraz bardziej
Z, jak osobistą materią pracuje.
Odchodząc od ezo śmezo astro światka.
Mogę wędrować głębiej
W krainę osobistych historii.
Przywiązań do okruchów.
Wybierania identyfikacji, definiowaniu się barwą kształtem.
Kompozycją.
Tańcem tych wszystkich elementów.
I zdaje mi się, że latami po prostu nie doceniałam sztuki. Nie czytałam 50%upchniętego przekazu. Jedno płótno potrafi być jak kilka rozdziałów książki.
I bardzo się cieszę, że dożyłam prawdziwej dorosłości, dla tej nieprzecenionej przyjemności chodzenia do muzeów.
I dla przyjemności tworzenia.
Miałam na warsztacie 3 projekty w trakcie stwarzania.
dotarło do mnie z, jak odmiennymi energia i pracuje, dla jak różnych osób, odmiennych misji, a jednak tak podobnych na jakimś głębszym poziomie.
Jeden w odczuciu ziemi, lasu, stabilności, ukorzenianie się w pewności i sprawczości, by wychodzić do świata świecić tworzyć.
Jeden bardzo artystycznie ekspresyjny, pełen miłości, szczęścia, zabawy i energii komunikacji
I trzeci – pełne spektrum, każdy kolor jest mile widziany, reprezentacja różnorodności i miłości. I, mimo że wciąż szukam odpowiednich kamieni, mocniejszych klarowniejszych w przekazie.
Mam ochotę zrobić takich więcej zrobić jedną dla siebie, a potem następne, dla kogo?
Chce następnym razem na o stoisku stojaczek z rain bólowymi talizmanami. A co się będę.
To jakoś ponadczasowo fundamentalne w mojej drodze.
I czasem tak ciepło robi mi się na sercu, gdy widzę istoty, najczęściej młodziaki jeszcze, z tęczowym dodatkami.
Siedzę w tramwaju i uśmiecham się. A to w Polsce rzadkość c: tak się uśmiechać w tramwaju.
Więc tak, chyba zrobię taką dla siebie i będę nosić. By inne istoty uśmiechały się w tramwajach.
I by wspomóc naturalny odsiew tych, którzy zabłądził już za daleko w nienawiść.
I chyba tylko ci, którzy przeżyli pod tęczową flagą tyle wspaniałych chwil, leśnych polan, wspólnego śpiewu, budowania relacji w otwartości, bezinteresowne życzliwości,
potrafią ocenić, jaki pozytywny ładunek energetyczny ma dla mnie taki artefakt 💚
Patrzę i się uśmiecham, i idę dalej zaczynając nucić, którą z pieśni.
Które sprawiają, że przypominam sobie.
I oto medium, któresprawia że pamiętam. Nie muszę tatuować.
i jeszcze: 🩷