19/09/2026
Gdy w drugiej połowie 1995 r. Ozzy Osbourne ruszył w trasę koncertową „Retirement Sucks", na support zabrał ze sobą grupę Fear Factory. Magazyn Kerrang postanowił wykorzystać tę sytuację i zaproponował, by wokalista Burton C. Bell przeprowadził wywiad z Ozzym dla gazety.
-
Burton C Bell z Fear Factory przed rozpoczęciem wywiadu z Ozzym Osbourne'em: Jestem trochę zdenerwowany, bo nie jestem dziennikarzem...
Ozzy Osbourne: Nie martw się, ja też nie.
-
Poniżej fragmenty rozmowy zamieszczonej w magazynie Kerrang, nr 571 z listopada 1995 r.:
-
(o emeryturze)
Burton: Czy cieszysz się, że już nie jesteś na emeryturze?
Ozzy: Cóż, tak naprawdę nigdy nie poszedłem na „emeryturę” jako taką. Mam na myśli to, że zawsze wygłaszam te pieprzone bzdury, a potem się zastanawiam: „Po cholerę to powiedziałem?”. Doszedłem do takiego wniosku podczas ostatniej trasy - nie chciałem dłużej być myszką w kołowrotku, chciałem wiedzieć, jak to jest być poza tym wszystkim; nie żyć według stałego planu. Skończyłem trasę koncertową „No More Tears”, a potem się zastanawiałem: „Co ja, k***a, teraz zrobię? Czym jest emerytura?”. Przecież Bob Hope nie jest na emeryturze, a ma jakieś 94 lata. To nie jest praca, z której można przejść na emeryturę.
Burton: Jasne. Sztuki nie da się odłożyć na emeryturę.
Ozzy: Mam na myśli, że jeśli wykonujesz pracę, której nienawidzisz i jesteś w niej nieszczęśliwy, nie znosisz swojej pensji i wracasz do domu, gdzie czeka cię nędzne życie, to rozumiem, że ludzie mówią: »Jeszcze 10 lat i wypierdalam stąd«.
Ale tak naprawdę, jak można przejść na emeryturę z pracy, która nie jest pracą? Nie sądzę, żeby istniał lepszy sposób na zarabianie na życie, niż robiąc coś, co się kocha, widząc szczęście ludzi i otrzymując za to wynagrodzenie. Prosiłem o zbyt wiele, a jest takie powiedzenie: „Nie proś o zbyt wiele, bo czasem to dostaniesz”.
Ale musiałem to zrobić, żeby zobaczyć, jak to jest. W przeciwnym razie do końca życia czułbym się zgorzkniały, że nie spróbowałem wziąć urlopu. Teraz, kiedy to przeszedłem, nigdy więcej tego nie zrobię.
Burton: Więc nie nazwałeś tego „emeryturą”?
Ozzy: No cóż, ja ciągle k***a narzekam! Zawsze chcę tego, czego nie mogę mieć. Jak jest czarne, to jest białe, jak jestem w trasie, to chcę z niej zrezygnować – więc jestem dziwnym dupkiem. Mówię do mojej żony: „Dla ciebie to w porządku, możesz sobie kupować te ciuchy, samochody i domy, a ja nigdy nie mam czasu, by być w tych cholernych domach!”.
Narzekam i jęczę. A ona mówi: «Dobra», a ja nagle jestem na trasie pożegnalnej i myślę: «O cholera, co ty znowu narobiłeś?». I nagle jestem na emeryturze i nie czuję żadnej różnicy. Mój ojciec przeszedł na emeryturę i umarł! Ten facet z Blind Melon przeszedł na emeryturę w zeszłym tygodniu…
Burton: Tak, to było smutne. Przyjaźniłem się z nim (Shannon Hoon, który zmarł w zeszłym tygodniu z powodu przedawkowania narkotyków - przyp. Kerrang).
Ozzy: Współczuję temu biedakowi.
Burton: Tak, spędzaliśmy razem czas w Hollywood, zanim jeszcze którykolwiek z nas podpisał kontrakt płytowy.
Ozzy: To się zdarza codziennie i gdyby nie łaska boża, nie miałbym szans! Nie jestem aniołem i nie będę głosił, że ktoś się myli. Ale przetrwałem, człowieku. Przeżyłem śmierci, narodziny, pogrzeby, cholera, wszystko.
Burton: Czy śmierć to jedyna emerytura?
Ozzy: Cóż, to jedyna emerytura od tego jebanego życia. Mamy szczęście. Chciałem zostać rockandrollowcem, bo kocham ten klimat. Uwielbiam być w samym środku tego szaleństwa. To lepsze niż seks i narkotyki. Nie ma nic lepszego niż dobry koncert i nic gorszego niż zły.
-
(o przetrwaniu)
Burton: Czy alkohol i narkotyki mogą zrujnować karierę artysty?
Ozzy: Powiedzmy tak. Działam w tym biznesie od 1968 do 1995 roku i alkohol, narkotyki i kobiety – w tej kolejności – zrujnowały więcej karier niż dwie wojny światowe.
Burton: Uważasz się za weterana?
Ozzy: Cóż, z pewnością nie jestem nowicjuszem.
Burton: Czy czegokolwiek żałujesz?
Ozzy: Wszyscy czegoś żałujemy. Ale gdybym mógł cofnąć się w czasie i to zmienić, nie byłoby mnie teraz tutaj. Myślę, że twój los został już dawno przesądzony. No bo jak to możliwe, że Randy Rhoads zginął, a ja nie? Byłem kokainistą, a on nie, a jednak to on zginął. Jak to możliwe, że facet może wyskoczyć z samolotu, jego spadochron się nie otwiera, a mimo to zostaje złapany przez drzewo… a następnego dnia przejeżdża go autobus?
Burton: Czego John Osbourne (prawdziwe imię Ozzy'ego) chce od życia?
Ozzy: Nie wiem. Po prostu, żeby dalej robić to, co robię. John Osbourne już nie istnieje. Nikt mnie już tak nie nazywa, ani moja żona, ani dzieci. Gdyby ktoś krzyknął do mnie na ulicy „John”, nie pomyślałbym, że mówi do mnie. Myślę, że chciałbym bardziej zająć się malarstwem. Teraz trochę maluję i szkicuję, ale robię to tylko po to, żeby przestać myśleć o tym, co się dzieje.
-
(o przyszłości)
Burton: Co jeszcze może zrobić Ozzy?
Ozzy: Tworzyć dalej dobre płyty. Każda płyta, którą kiedykolwiek nagrałem, ma swoją historię. Kiedy słucham albumów Sabbath, za każdym z nich kryje się historia nie w samych utworach, ale w ludziach i miejscach tamtych czasów.
Ten pierwszy album Black Sabbath powstał w 12 godzin, a Steve Vai powiedział mi kiedyś, że na całej stronie B tej płyty bas jest rozstrojony. Powiedziałem mu: »Wiesz co, Steve? Płyta nadal się sprzedaje, więc kogo to obchodzi?«. Skoro ludzie nadal śpiewają twoje piosenki 25 lat później, to znaczy, że coś zrobiłeś dobrze.
-
Na zdjęciu: Burton C Bell i Ozzy Osbourne, 1995 r.
Autor zdjęcia: Mark Leialoh