14/03/2026
W wieku 64 lat zmarł Phil Campbell, gitarzysta Motörhead. Obok Lemmy'ego był najdłużej grającym muzykiem w zespole - spędził w nim 30 lat. Nie zawsze było kolorowo - Phil kilka razy chciał rezygnować z gry w Motörhead, ale ostatecznie został w nim do samego końca, czyli do śmierci Lemmy'ego.
Sam Lemmy pisał o Campbellu w swojej autobiografii tak:
Tego samego roku dotarliśmy do Jugosławii. Tam właśnie Phil Campbell podjął jedną z wielu prób opuszczenia Motörhead - przez jakiś czas zdawało mi się nawet, że odchodzi od nas codziennie. Nie wiem nawet, o co mu wtedy chodziło, ale przypuszczam, że cierpiał na coś w rodzaju załamania nerwowego. Tak czy owak, jedziemy przez Chorwację, przez jakieś góry. Zadupie totalne - owce, kozy, skały i pasterz, stary jak świat - w dodatku środek nocy, a Phil właśnie się z kimś pokłócił. Nie pamiętam już, o co poszło, ale miotał się po całym autokarze, pakując swoje torby i wrzeszcząc „Zatrzymać się!". Jugosłowiański kierowca miał wszystko w dupie, więc zatrzymał autokar i - wrruuum - otworzył drzwi. Phil wysiadł więc, z dwiema walizkami w rękach, prosto w metrową zaspę. Wokół szalała burza śnieżna. Zaspy jak okiem sięgnąć i tylko gdzieś w dolinie, wiele kilometrów od nas, świeciło się jedno światełko. Kiedy Phil na nie spojrzał - zgasło. To było zajebiste!Jedna z najcudowniejszych chwil w historii Motörhead.
Nie muszę chyba dodawać, że tej nocy od nas nie odszedł. Ale nie wywietrzało mu to z głowy. Byliśmy właśnie w drodze do Berlina, kiedy znów zaczął swoje: „Odchodzę z zespołu!". Stanął za kierowcą i mówi do niego: „Zawieź mnie za lotnisko!". „Jedziemy prosto na koncert" - wtrąciłem się. Phil nie dał się tak łatwo powstrzymać: „Ja też jestem najemcą tego autokaru i chcę, żeby zawiózł mnie na lotnisko".
„Za autokar płaci zespół" - odpowiedziałem. - „Skoro odszedłeś, to jesteś zwykłym cywilem. Zespół jedzie na koncert, a jeśli ci się to nie podoba, wysiadaj i łap pierdoloną taksówkę! Możesz sobie zadzwonić po jakąś z klubu, bo komórki, za którą też płaci zespół, również nie możesz już używać. Jasne? Jesteś cywilem, Phil!". Powitał te wiadomości jakimś mruczeniem pod nosem, ale pomysł opuszczenia kapeli znów zarzucił.
Spróbował jeszcze raz na początku innej trasy po Niemczech. Odszedł od nas, kiedy tylko dotarliśmy do Frankfurtu, przed pierwszym koncertem. Nic nie mogło go powstrzymać - musiał iść na lotnisko, bez względu na to, że było już wpół do dwunastej w nocy i wszystkie samoloty dawno poleciały. Polazł tam, zasnął w fotelu w poczekalni, a kiedy się obudził, okazało się, że ktoś mu buchnął cały bagaż. Ta lekcja okazała się skuteczna, bo więcej już nie próbował od nas odchodzić. Dzisiaj Phil jest, poza mną oczywiście, muzykiem z najdłuższym stażem w Motörhead. A przy tym niewyczerpanym źródłem radości. Ile razy po koncercie wsiadł do przyczepy ze sprzętem, święcie przekonany, że trafił do autokaru! Kiedyś wlazł do skrzyni na moje basy, myśląc, że to jego koja. Phil to ubaw bez końca. Pod wieloma względami przypomina Keitha M***a. A przy tym jest doskonałym gitarzystą.
-
Na zdjęciu Phil i Lemmy podczas koncertu w Hammersmith Odeon w Londynie, 7 listopada 1984 r.
Autor zdjęcia: Pete Still