24/11/2025
Gdy ból staje się miłością
Krzyk i szept, rozkosz i tortura — wszystko zlewało się w jedno, w hipnotycznym rytmie bez końca.
Jej ciało poznawało nowy alfabet — alfabet bólu, który przeobrażał się w ekstazę, przyjemności tak intensywnej, że graniczyła z cierpieniem.
W pewnej chwili nie była już pewna, kto naprawdę sprawuje kontrolę.
Był to taniec, w którym to ona prowadziła – choć pozornie to on pociągał za sznurki.
Grała rolę ofiary tylko po to, by stać się kapłanką własnego zatracenia.
A on?
Był jednocześnie bogiem i katem, potworem i zbawcą. Czułym kochaniem i zimnym sadystą.
Kiedy jego usta zbliżyły się do jej ucha, by wyszeptać słowa, które rozsypią jej świat w pył, zrozumiała, że nie istnieje nic poza tą chwilą.
Wolna wola przestała istnieć.
Została tylko rozkosz.
I choć każdego ranka przysięgała sobie: „To był ostatni raz”, to już w południe słyszała w swej głowie echo jego głosu:
„Przyznaj się...
..pragniesz mnie bardziej niż własnego zbawienia.”
~Victoria von Engelherz
17.08.2025
**m