05/05/2026
Gdy już odhaczę te wszystkie „muszę”, „na wczoraj” i „jeszcze”,
domknę wszystkie obiegi,
uciszę naglące zegary,
złożę siebie na trawie , jak niepotrzebny już brudnopis.
Usiądę w samym środku zielonego milczenia,
pozwalając, by źdźbła łaskotały mnie w kostki.
WEZMĘ ODDECH głęboki,
aż po same krawędzie żeber,
które wreszcie przestaną się ściskać.
Wystawię się do słońca jak do starego znajomego.
Niech mnie prześwietli,
niech wlezie pod każdy milimetr skóry,
niech rozpuści ten cały pośpiech, który we mnie zakrzepł.
POCZUJĘ, ŻE JESTEM U SIEBIE.
w cieple na policzku,
W spokoju pod powiekami.
.