Milanowski Cyrk Miejski

Milanowski Cyrk Miejski Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Milanowski Cyrk Miejski, Cyrk, Tadeusza Kościuszki 35, Milanówek.

27/05/2026

Dzień dobry! Cześć!

Jak powiedział Mark Twain: „Pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone”.

Wiemy, że część z Was zaniepokoiła nasza dłuższa nieobecność, dlatego spieszymy z wyjaśnieniem. W ostatnim czasie spotkaliśmy się z próbami zastraszenia naszej działalności medialnej. Mimo tego mówimy jasno: nie zamierzamy się poddać. Wolność słowa jest dla nas jedną z podstawowych wartości, o które zamierzamy walczyć. Nawet, jeśli druga strona postanawia grać nieczysto.

Skoro w urzędzie radni i mieszkańcy bywają przekrzykiwani przez Włodarzy naszego miasta, my będziemy działać tam, gdzie jeszcze można zabrać głos – w mediach społecznościowych. W tych samych mediach, w których ci sami Włodarze z zapałem budują swój wizerunek ludzi otwartych na dialog i troszczących się o dobro wszystkich mieszkańców.

Niestety jednak, przykłady z ostatnich dwóch lat pokazują coś zupełnie innego. Dlatego powtarzamy: nie odpuścimy.

Będziemy dalej dzielić się naszymi obserwacjami i relacjonować to, co dzieje się w Milanówku. Bo właśnie na to – na rzetelną informację i odrobinę światła na lokalną rzeczywistość – zasługują mieszkańcy tego miasta.

Przejdźmy zatem do tematu dzisiejszego wpisu, a więc ostatniej sesji Rady Miasta, która trwała tak długo, że spokojnie można było pomylić ją z maratonem. Poniedziałek przeszedł we wtorek, wtorek prawie w środę, ale jedno pozostało niezmienne – jeśli ktoś liczył na merytoryczną debatę o stanie gminy, to niestety mógł poczuć się mocno rozczarowany.

Bo wiecie Państwo, debata o stanie gminy w Milanówku wygląda dziś mniej więcej tak: opozycja zadaje pytania, wskazuje potencjalne problemy, odnosi się do raportu, analizuje dokumenty, a w odpowiedzi… słyszy, że to „czepialstwo”.

Tak, naprawdę.

W pewnym momencie radna Chodyniecka postanowiła zapytać, kiedy właściwie zacznie się debata, bo jej zdaniem zadawanie pytań do raportu to już przesada. I trudno nie docenić tego poziomu absurdu. Mamy debatę o stanie gminy. Radni odnoszą się do raportu o stanie gminy. Ale według części radnych Odnowy… to jeszcze nie jest debata.

Czym więc jest? Ceremonią wzajemnego przytakiwania?

Co ciekawe, ci sami radni, którym przeszkadzały pytania opozycji, sami nie mieli praktycznie żadnych merytorycznych uwag do raportu. Żadnej głębszej analizy. Żadnej dyskusji o problemach miasta. Żadnej polemiki z przedstawionymi argumentami. Za to wyraźnie było widać irytację, że ktoś w ogóle ośmiela się pytać.

Szczególnie że pytania były bardzo konkretne.

Radne Justyna Chmielewska oraz Kordus-Niedziela przedstawiały merytoryczne uwagi dotyczące raportu i funkcjonowania miasta. I co? I właściwie nic. Brak odniesienia, brak dyskusji, brak próby odpowiedzi. Cisza. Jakby najlepiej było przeczekać temat i udawać, że problemów nie ma.

A problemów w tym raporcie nie brakowało.

Bo trudno poważnie traktować dokument, który momentami wygląda bardziej jak materiał promocyjny niż realna diagnoza sytuacji miasta. W raporcie czytamy o „ponadprzeciętnej atrakcyjności gospodarczej” Milanówka dla przedsiębiorców. Brzmi świetnie. Tylko że jako argument podaje się… rekordowo niskie stawki podatku od środków transportu.

I tutaj robi się naprawdę ciekawie.

Bo podatek od środków transportu dotyczy głównie samochodów ciężarowych. Czyli z jednej strony opowiadamy mieszkańcom o zielonym mieście, walce o jakość powietrza i ekologii, a z drugiej strony chwalimy się rozwiązaniami, które zachęcają do rejestrowania ciężkiego transportu właśnie tutaj.

I wszystko byłoby jeszcze pół biedy, gdyby nie to, że zgodnie ze strategią rozwoju Milanówek ma być miastem zielonym.

No właśnie. Zielonym.

Zresztą sam Wiceburmistrz bardzo chętnie przedstawia się jako człowiek „zielony”. Chyba jednak głównie zielony w temacie ekologii, bo trudno uznać promowanie rozwiązań wspierających ciężki transport za wielką walkę o czyste powietrze i środowisko.

Ale spokojnie – to nie koniec atrakcji.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje również radny Mateusz Pitas, który stwierdził, że nie ma potrzeby rozmawiać o jednym z dokumentów, mimo że zgodnie z uchwałą jego omówienie powinno znaleźć się w raporcie. To już nawet nie jest ignorowanie niewygodnych tematów. To jest próba przekonania wszystkich dookoła, że skoro czegoś nie omówimy, to problem magicznie zniknie.

Niestety, atmosfera sesji momentami była jeszcze gorsza.

Burmistrz wielokrotnie pozwalał sobie na obraźliwe i lekceważące komentarze wobec radnej Justyny Chmielewskiej. W pewnym momencie radna powiedziała wprost, że odbiera takie zachowania jako mobbing. I trudno się dziwić, bo jeśli podczas oficjalnej sesji rady miasta radna musi publicznie zwracać uwagę na sposób, w jaki jest traktowana przez Burmistrza, to naprawdę mamy do czynienia z bardzo poważnym problemem. Jeśli taki rzeczy dzieją się na wizji podczas posiedzenia rady miasta, aż strach pomyśleć do jakich sytuacji może dochodzić w urzędzie za zamkniętymi drzwiami.

Ale spokojnie, to jeszcze nie koniec.

Pod sam koniec sesji okazało się po raz kolejny, że Wiceburmistrz nie odpowiada na wiadomości e-mail wysyłane przez radnych opozycji. Gdy został skonfrontowany z tym faktem, wyjaśnił, że będzie współpracował tylko z tymi radnymi, u których „widzi owoce pracy”.

Tak. Dobrze czytacie.

Wiceburmistrz miasta otwarcie przyznaje, że standard komunikacji z radnymi zależy od tego, czy darzy ich odpowiednią sympatią polityczną.

I właśnie to jest chyba najlepsze podsumowanie całej tej wielogodzinnej sesji.

Nie rozmowa.

Nie debata.

Nie wymiana argumentów.

Tylko przekonanie, że jeśli ktoś zadaje pytania, to przeszkadza. Jeśli wskazuje problemy, to „się czepia”. A jeśli nie należy do właściwego obozu politycznego, to może nawet nie doczekać się odpowiedzi na maila.

I później naprawdę trudno się dziwić, że mieszkańcy coraz częściej mają poczucie, iż dialog w tym mieście istnieje już głównie w materiałach promocyjnych urzędu.

Dzień dobry! Cześć!Dziś mamy dla Was kolejną historię z cyklu: „Jak skutecznie utrudnić mieszkańcom i radnym dostęp do i...
13/04/2026

Dzień dobry! Cześć!

Dziś mamy dla Was kolejną historię z cyklu: „Jak skutecznie utrudnić mieszkańcom i radnym dostęp do informacji”. I uwierzcie - scenariusz znów nie zawiódł.

Zacznijmy od początku.

16 lutego, podczas Komisji Ładu Przestrzennego i Ochrony Środowiska, Radna Marta Narbutt złożyła wniosek o zaproszenie Pani Prezes MPWiK w celu przedstawienia planu inwestycyjnego i udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące wody w Milanówku. Wydawałoby się, że jest to sprawa ważna dla mieszkańców, więc warto porozmawiać.

Ale nie.

Przewodnicząca Edyta Kempa uznała, że to nie wniosek, tylko… „prośba” i odesłała Radną Narbutt do napisania maila w tej sprawie. Wniosek nie został przyjęty, temat znika, Prezes MPWiK nigdy nie pojawia się na Komisji Ładu. Bo przecież wystarczy nie nazwać czegoś „wnioskiem” i problem sam się rozwiązuje, prawda?

No dobrze, próbujemy dalej.

19 marca, na Komisji Budżetu i Inwestycji, Radne Maria Matuszkiewicz i Justyna Chmielewska ponawiają temat. Tym razem najwyraźniej coś „zaskoczyło”, bo… zaplanowano spotkanie.

Ale uwaga - to spotkanie miało mieć charakter „nieformalny” i odbyć się za zamkniętymi drzwiami. Tylko radni i Pani Prezes MPWiK. Zero kamer. Tak zdecydował Radny Kunz - jeden z najgorliwszych orędowników „transparentnego urzędu” w Milanówku.

Tak, dobrze czytacie. Nie komisja, nie oficjalne posiedzenie, tylko tajemnicze spotkanie dla radnych z Prezes MPWiK w piątek o godzinie 17:00.

Według jakich zasad takie spotkanie miałoby przebiegać, skoro formalnie nie byłoby ono posiedzeniem komisji? Czy można by podczas tego posiedzenia złożyć wniosek o zakończenie dyskusji? Radny Kunz na pewno zadbałby o tę kwestię.

I teraz najlepsze.

Część radnych chciała, aby ta sprawa miała charakter oficjalny i żeby mieszkańcy mogli w niej uczestniczyć, a więc złożyli oni formalny wniosek o zwołanie Komisji Budżetu i Inwestycji właśnie na zaproponowaną godzinę „nieformalnego” spotkania (piątek godz. 17:00). Zrobili to na podstawie regulaminu Rady Miasta, który jasno stanowi, że przewodniczący ma w takim przypadku obowiązek taką komisję zwołać.

Proste? Logiczne? No to trzymajcie się.

Komisja zostaje zwołana.

Na piątek.

Na godzinę 10:00 rano.

Bo przecież wszyscy wiemy, że to idealny moment na rozmowę o tak „mało istotnej” sprawie jak zaopatrzenie miasta w wodę. Każdy mieszkaniec siedzi wtedy w domu, czeka na transmisję Komisji Budżetu i absolutnie nie ma żadnych innych obowiązków.

Przypominamy, że transmisje z posiedzeń komisji - w przeciwieństwie do obrad Rady Miasta - nie zapisują się na YouTube. Oznacza to, że jeśli w piątek o godz. 10:00 nie włączycie transmisji z posiedzenia Komisji Budżetu, na której ma pojawić się Pani Prezes MPWiK, to już nigdy nie będziecie mieli „zaszczytu” zobaczyć na własne oczy i usłyszeć, co się tam wydarzyło.

Ale spokojnie, powód przełożenia posiedzenia komisji na godz. 10:00 został jasno wyjaśniony. To sprawa nie do przeskoczenia jaką okazała się być dostępność sali obrad.

W czwartek w sali obrad odbywać ma się szkolenie, więc w piątek trzeba tę salę posprzątać. Z kolei w sobotę, w sali obrad mają mieć miejsce śluby. I w ten sposób dowiadujemy się, że w naszym mieście organizacja sali obrad dla celów komisji, to proces niemal logistyczny na miarę operacji wojskowej.

Nie da się. Po prostu się nie da. Nie da się zorganizować sali obrad komisji o takiej godzinie, żeby mieszkańcy mogli swobodnie obejrzeć jej przebieg.

A przynajmniej tak twierdzi Radny Kunz, który przekonuje, że wszystko w tej sprawie zostało zrobione jak należy. Mało tego - głosy krytyczne określa on jako pomówienia i domaga się przeprosin.

Czyli podsumujmy: komisja o 10:00 rano w piątek w ważnej sprawie publicznej - w porządku. Pytania i wątpliwości radnych co do transparentności tego posiedzenia/komisji - już niekoniecznie.

Naprawdę?

Czy naprawdę nie można było usiąść, porozmawiać i ustalić terminu, który umożliwiłby udział zarówno radnym, jak i mieszkańcom? Czy naprawdę jedynym rozwiązaniem było zorganizowanie formalnej komisji o godz. 10:00, a realnej rozmowy… poza nią?

Bo trudno oprzeć się wrażeniu, że tutaj nie chodzi o dialog. Chodzi o to, żeby go przypadkiem nie było za dużo.

24/03/2026

Dzień dobry! Cześć!

Wczorajsze posiedzenie Rady Miasta Milanówka trwało około 7 godzin. Przez ten czas wydarzyło się naprawdę sporo. Padło wiele ważnych słów, zapadły istotne decyzje, a niektóre sytuacje… aż proszą się o komentarz. Długo zastanawialiśmy się, czego powinien dotyczyć nasz dzisiejszy wpis podsumowujący wczorajsze obrady.

Paradoksalnie, temat „podsunęła” nam jedna z ostatnich wypowiedzi, która padła po niemal siedmiu godzinach obrad. Radny Łumiński stwierdził, że ze zdumieniem przysłuchuje się dyskusjom na sesji i ma wrażenie, że to seria „ataków personalnych” m.in. na Burmistrza i radnych Odnowy. I wtedy zapaliła nam się lampka.

W naszym pierwszym wpisie – przy okazji przyjęcia strategii rozwoju Milanówka – zwracaliśmy uwagę, że Radni Odnowy traktują posiedzenia Rady przede wszystkim jako miejsce do przegłosowania wcześniej ustalonych uchwał. Ich zachowania nie wskazują na to, że jest to dla nich przestrzeń do rozmowy, czy forum wymiany argumentów – szczególnie z tymi, którzy mają inne zdanie. Każdą krytyczną uwagę odczytują jako atak. Atak na „całe środowisko”, tj. na radnych Odnowy, Burmistrza i Wiceburmistrza.

W tamtym wpisie prosiliśmy Odnowę, aby spróbowali zacząć słuchać osób, które myślą inaczej. Dziś tę prośbę ponawiamy.

Droga Odnowo, wiemy, że czytacie nasze wpisy.

Nigdy nie dowiecie się niczego nowego, jeśli będziecie słuchać wyłącznie samych siebie. Mądrość polega m.in. na tym, że potrafi się wysłuchać drugiej strony, nawet jeśli ma się inne zdanie. Ale to ma sens tylko wtedy, gdy zrozumiecie, że ktoś, kto się z Wami nie zgadza, nie jest automatycznie Waszym wrogiem. Naprawdę. Można się różnić i jednocześnie działać dla dobra tego samego miasta. Można nawet ze sobą rozmawiać. Bez uprzedzeń. Naprawdę. Polecamy spróbować.

Radny Łumiński narzekał, że radni spoza Odnowy są do jego ugrupowania „z góry źle nastawieni”. W naszej ocenie – i w ocenie wielu mieszkańców – jest dokładnie odwrotnie. To niestety Odnowa jest z góry uprzedzona do wszystkich, którzy nie należą do „ich środowiska”.

Na dowód – zamiast ogólników – przygotowaliśmy 11 konkretnych punktów z wczorajszej sesji. Niech każdy oceni sam, gdzie faktycznie widać uprzedzenie i brak szacunku.

1. Śmiech zamiast odpowiedzi

Po sprawozdaniu Burmistrza z prac bieżących radni zaczęli zadawać w tej kwestii pytania. Jako jedna z pierwszych głos zabrała Radna Matuszkiewicz. Zanim zdążyła dokończyć pytanie, Burmistrz razem z Wiceburmistrzem zaczęli się śmiać.

Czy to jest wyraz „wrogiego nastawienia radnych”, czy raczej lekceważenia ze strony Burmistrza?

2. „Tak”, „nie”, „jest”, „nie wiem”

Gdy już opanowano śmiech, większość odpowiedzi Burmistrza na pytania radnych sprowadzała się do pojedynczych słów: „tak”, „nie”, „jest”, „nie wiem”.

Panie Burmistrzu, uprzejmie przypominamy, że za każdym radnym stoi grupa mieszkańców, która oddała na niego głos. Lekceważąc radnych, lekceważy Pan także tych mieszkańców.

3. Rewitalizacja Teatru Letniego – „nic” stoi na przeszkodzie

Radny Tomasz Styliński zapytał, co stoi na przeszkodzie, by projekt rewitalizacji Teatru Letniego upublicznić i poddać pod konsultacje. Podobne pytania padały wcześniej ze strony innych radnych.

Odpowiedź Burmistrza: „nic”. Koniec tematu.

Dyskusja? Brak. Współpraca? Tylko wewnątrz Odnowy.

4. „Zostałem wybrany, więc proszę mi zaufać”

Po serii pytań Burmistrz stwierdził, że został wybrany w wolnych wyborach i radni powinni mu zaufać, że podejmuje najlepsze decyzje dla miasta.

W domyśle: mniej pytań, więcej wiary.

Panie Burmistrzu, zadawanie pytań o Pana decyzje nie jest zamachem na Pana majestat – to obowiązek radnych.

5. „To niech pojedzie rowerem”

Radna Kordus-Niedziela zapytała o zasady korzystania z auta, które gmina chce wynająć dla Burmistrza i „zarządu”. Wskazała, że gdy jedni będą korzystać z auta służbowego, inni wciąż mogą być zmuszeni do używania prywatnych samochodów i rozliczania tzw. kilometrówki.

Odpowiedź Burmistrza: „Można pojechać rowerem”.

Gdy Radna zauważyła, że do Łodzi raczej nikt rowerem nie pojedzie, Burmistrz odparł, że Wiceburmistrz Kaznowski pojedzie. I znów śmiech.

To jest poważna rozmowa o warunkach pracy urzędników czy pokaz siły i ironii? I najważniejsze pytanie, kto tę siłę i ironię pokazuje? A no tak, przecież seria ataków personalnych jest skierowana w Pana Burmistrza i radnych Odnowy.

6. Przewodniczący i „długość” wypowiedzi

Przewodniczący Kopeć regularnie upomina radnych, że mówią za długo. Takie uwagi nie są jednak kierowane w stronę Burmistrza.

Dopiero po wyraźnych uwagach ze strony radnych, Przewodniczący Kopeć próbował „symetrycznie” skracać czas także jemu – co wyszło dość nieudolnie.

Kto tu właściwie kogo faworyzuje? I kto jest do kogo uprzedzony?

7. Nazwisko Radnej jako sposób „dołożenia”

Radna Kordus-Niedziela poprosiła, by nie skracać jej nazwiska do jednego członu. Od tego momentu tercet: Burmistrz, Przewodniczący Kopeć i Radny Kunz z przesadną starannością podkreślali pełne nazwisko, zwracając się do niej: „Radno Michalino Kordus-Niedzielo” – za każdym razem, ostentacyjnie. Nawet w najbardziej błahych sprawach.

Panowie, 3 dorosłych mężczyzn kontra jedna młoda kobieta? Naprawdę nie wstyd Wam? A nie przepraszamy, to przecież Wy jesteście „ofiarami personalnych ataków”.

8. Wniosek o zakończenie dyskusji – wersja „rura Burmistrza”

Przy okazji dyskusji nad jedną z najważniejszych skarg – w sprawie „rury Burmistrza” – po krótkiej wymianie zdań Przewodniczący Kopeć zaproponował wniosek formalny o zakończenie dyskusji.

Brzmi znajomo? Podobny manewr zastosował wcześniej Radny Łumiński przy strategii rozwoju miasta.

Bo po co dyskutować, skoro Odnowa i tak już dawno ustaliła, jak zagłosuje?

Tym razem dzięki odważnej reakcji radnych – m.in. Radnej Werczyńskiej – Przewodniczący wycofał wniosek. Jednak sam fakt, że go złożył, mówi już bardzo dużo.

9. Skarga na Burmistrza bez… Burmistrza

Sprawa „rury Burmistrza” była omawiana na dwóch posiedzeniach komisji skarg. Na żadnym z nich Burmistrz się nie pojawił.

Za to na sesji – przygotowany jak nigdy – wygłosił długie, jednostronne wystąpienie, przedstawiając swoją wersję wydarzeń.

Szkoda, że Pan Burmistrz nie miał odwagi skonfrontować jej bezpośrednio ze Skarżącym podczas komisji. Zamiast dialogu – znów mamy „słowo przeciwko słowu”.

10. „Nie przyszedłem, bo nie podoba mi się, jak Pani Przewodnicząca prowadziła komisję”

Burmistrz stwierdził, że nie przyszedł na komisję skarg, bo widział nagranie jej przebiegu i nie spodobała mu się „jednostronność” Przewodniczącej Kordus-Niedzieli.
Problem w tym, że taką opinię mógł sobie wyrobić dopiero… po odbyciu komisji.

Co gorsza, podczas tych komisji każdy – łącznie z Radną Łazicką – mógł się wypowiedzieć. Ale skoro wszyscy spoza Odnowy są z definicji „wrogo nastawieni”, to nie ma się co dziwić, że Pan Burmistrz nie zjawił się na tych komisjach.

11. „Chce mi Pani urządzać prywatny czas”

Radna Kordus-Niedziela zaprosiła Burmistrza, by przychodził na komisje skarg – jako osoba, której działania są w nich często oceniane.

Odpowiedź Burmistrza: zarzut, że radna chce mu „urządzać prywatny czas” i że nie ma takiego obowiązku.

Wyjaśniamy: to była prośba, nie rozkaz.

Powtarzaliśmy to już wiele razy. Nie każdy, kto nie należy do Pana najbliższego otoczenia, jest automatycznie Pańskim wrogiem.

W tym miejscu chętnie podlinkowalibyśmy nagranie z wczorajszej sesji, żeby każdy mógł sam ocenić ton i zachowanie poszczególnych osób. Niestety – w momencie pisania tego posta nagranie z YouTube zostało usunięte. Szkoda, bo oglądało je już ponad 700 osób. To dobry sygnał, że mieszkańcy interesują się tym, co dzieje się w gminie.

Mamy nadzieję, że nagranie wróci, bo transparentność nie powinna działać „zależnie od treści”.

Na koniec raz jeszcze zwracamy się do ugrupowania Milanówek Odnowa: Pozwólcie ludziom myśleć inaczej niż Wy. Nauczcie się rozmawiać z tymi, którzy mają inne zdanie.
Słuchajcie innych z otwartą głową.

Pycha kroczy przed upadkiem – warto mieć to z tyłu głowy.

A dla wszystkich, którzy nie mają siły na siedmiogodzinny maraton z Radą Miasta, który obecnie został usunięty z YouTube – poniżej wklejamy nasze ulubione fragmenty, pokazujące rzekome „wrogie, personalne nastawienie” innych radnych do Odnowy.

Spoiler: obraz wyłaniający się z tego zestawienia może wyglądać zupełnie odwrotnie niż zapowiadał to Radny Łumiński.

18/03/2026

Dzień dobry! Cześć!

Dziś wracamy do wczorajszego posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Gdyby ktoś wciąż nie wiedział, czego dotyczyło to posiedzenie, to zachęcamy do zajrzenia do naszych wcześniejszych wpisów poświęconych temu tematowi. Link do nich znajdziecie w komentarzu pod tym postem.

Jak pewnie część z Was zauważyła, nagrania z obrad wszystkich komisji transmitowane na YouTube znikają po emisji na żywo i nie da się ich później odtworzyć. Jedyną opcją, aby zapoznać się z tym co dzieje się na tych posiedzeniach jest ich oglądanie w czasie rzeczywistym. Dlatego zadbaliśmy o to, aby wczorajszy materiały nie przepadł i stał się dostępny dla mieszkańców na dłużej.

W tym kontekście chcemy wrócić do wyjątkowo smutnego obrazu poziomu zrozumienia sprawy „rur Burmistrza” i pokazać szerszej publiczności wczorajszą wypowiedź Radnej Malwiny Łazickiej.

Pani Radna zapytała Skarżącego: „Co miało się takiego stać Skarżącemu, jakby sąsiad się podłączył do wody?”

Odpowiadamy więc Pani Radnej. Teoretycznie – nic. Praktycznie – MPWiK w obstawie Burmistrza i Straży Miejskiej przyjechało na prywatną drogę Skarżącego, rozpoczynając jej rozbiórkę, aby – w ramach prywatnego zlecenia – druga strona postępowania mogła podłączyć się do rury znajdującej się pod tą drogą. I to wszystko działo się bez uprzedzenia właściciela tej drogi. Bez jakiejkolwiek informacji. Bez zachowania zasady obiektywności i bezstronności, której powinien dochować Burmistrz wobec wszystkich mieszkańców, również w tej konkretnej sprawie. Ale faktycznie Pani Radna, nic się przecież nie stało. Skarżący zapewne wyolbrzymia.

Drugie pytanie Radnej Łazickiej brzmiało: „Przed czym Pan Burmistrz miał chronić Skarżącego?”

Napiszemy to więc jeszcze raz, bo wygląda na to, że duet Łazicka & Pitas nadal nie rozumie, o co w tej sprawie chodzi – choć pół Milanówka rozumie doskonale.

Na prywatną działkę Skarżącego przyjeżdża MPWiK, realizujące prywatne, niepubliczne zlecenie. Towarzyszą mu Burmistrz oraz Straż Miejska. MPWiK zaczyna rozbierać prywatną drogę Skarżącego, bo – jak miał stwierdzić Burmistrz – „to jego rura”. Właściciel działki nie został o niczym poinformowany, nikt nie podjął z nim rozmowy, nikt nie poprosił o zgodę. Po co? Przecież to „rura Burmistrza”, może się do niej dostać kiedy chce. A Radny Pitas i Radna Łazicka nie widzą w tym żadnego problemu. Rzeczywiście, w takiej logice trudno znaleźć odpowiedź na pytanie „przed czym miał chronić Skarżącego Burmistrz” – bo jak widać, według niektórych problemu w ogóle nie ma.

Wypowiedź Radnej Łazickiej najlepiej podsumował sam Skarżący, pytając wprost: „Czy Pani jest w ogóle na tym posiedzeniu?”

Było widać jego rozczarowanie – i trudno się dziwić. Jego skargę na możliwe naruszenie prawa przez Burmistrza rozpatruje radna z tego samego ugrupowania, która sprawy wyraźnie nie rozumie, choć jako członkini komisji skarg ma wszystkie narzędzia, by się z nią dobrze zapoznać. I co więcej, było to już drugie posiedzenie w tej sprawie. Jak jednak widać, dla niektórych to wciąż za mało (albo jednak za dużo), aby zrozumieć, czym właściwie się zajmują.

To po prostu smutne. Bo sednem tej sprawy jest próba dochodzenia elementarnej sprawiedliwości przez mieszkańca Milanówka. A nasi radni powinni w pierwszej kolejności dbać o interes mieszkańców i gminy – nie o wygodę Burmistrza i lojalność wobec kolegi z tego samego ugrupowania politycznego.

Do następnego! I pamiętajcie – pilnujcie swoich rur. Nie znacie dnia ani godziny, a mogą one stać się rurami Burmistrza! O może one już nimi są…

Dzień dobry! Cześć!Dziś znów relacjonujemy dla Was przebieg Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, która ponownie zajęła się...
17/03/2026

Dzień dobry! Cześć!

Dziś znów relacjonujemy dla Was przebieg Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, która ponownie zajęła się tematem słynnej już „rury Burmistrza”. A może już nie burmistrza? Szczerze mówiąc, sami zaczynamy się w tym gubić, ale spróbujemy przybliżyć Wam, co się wydarzyło. A działo się naprawdę sporo. Tych z Was, którzy nie są w temacie, zachęcamy do zapoznania się z naszą ostatnią publikacją (link do niej w komentarzu) - dzięki temu łatwiej zrozumiecie kontekst dzisiejszego posta.

Dla wszystkich niecierpliwych – zachęcamy do przeczytania naszego wpisu do końca. Obiecujemy, nie pożałujecie. Będzie o przywódcach III Rzeszy i ZSRR oraz o radnej, o której istnieniu mogliście nawet nie wiedzieć. Serio. To nie są żarty.

Jak może pamiętacie, na poprzedniej Komisji Skarżący poinformował, że posiada nagrania z interwencji Burmistrza w towarzystwie MPWiK, ale nie jest przekonany, czy je upublicznić, bo – jak twierdzi – materiał jest kompromitujący dla Burmistrza. Radny Pitas zaproponował wówczas, by nie podejmować decyzji w tej sprawie, dopóki nagrania nie zostaną przedstawione radnym zaangażowanym w sprawę. I tak dochodzimy do dzisiejszego posiedzenia Komisji – znów w temacie rury Burmistrza.

Od czego się zaczęło? Otóż Radny Pitas, który wcześniej wnioskował o upublicznienie nagrań, dziś stwierdził, że jednak nie chce ich oglądać. Powód? Komisja nie jest komisją śledczą i nie powinna zajmować się takimi materiałami. Cóż, jeszcze tydzień temu był za, dziś już przeciw. Oczywiście chodzi o działanie Komisji w granicach prawa i o RODO, a nie o to, że Radny mógł zdać sobie sprawę – sam lub przy pomocy osób trzecich – iż nagranie faktycznie może być niekorzystne dla Pana Burmistrza. Ale co my tam wiemy, nie będziemy snuć domysłów.

Wiemy natomiast, że art. 18b ust. 3 Ustawy o samorządzie gminnym stanowi, że zasady działania Komisji Skarg określa statut gminy. Nasz statut odsyła w tym zakresie do swojego Załącznika nr 5, tj. do Regulaminu Komisji Skarg, który jasno stanowi, że owa komisja może zbierać materiały, informacje i wyjaśnienia. Napiszemy jeszcze raz, aby to nikomu nie umknęło. Komisja Skarg „może zbierać materiały, informacje i wyjaśnienia”. Tak więc, Radny Pitas wycofując się ze swojego wniosku, na pewno kierował się wyłącznie troską o to, aby Komisja działała w granicach prawa. Przecież nie chodziło o nic innego, prawda?

Po tej decyzji radni wrócili do dyskusji, czy Burmistrz miał prawo oglądać swoją rurę na prywatnej działce Skarżącego. Tu znów prym wiódł Radny Pitas, który nie był w stanie rozróżnić sfery prawa prywatnego od publicznego i uznał, że skoro Burmistrz był na miejscu, to na pewno działał zgodnie z prawem. Chociaż zapytany przez Skarżącego, w jakiej roli był tam Burmistrz, Radny Pitas przyznał, że nie wie. Ale wie, że była to rola dobra i słuszna.

W warstwie merytorycznej nie dowiedzieliśmy się zatem niestety nic nowego. Radny Pitas bronił Burmistrza jak lew, twierdząc, że miał on pełne prawo pojawić się na miejscu jako osoba reprezentująca MPWiK – nawet jeśli MPWiK realizowało prywatne zlecenie. Taka jest interpretacja Radnego Pitasa i on zdania nie zmieni. A szkoda, bo tylko krowa zdania nie zmienia. Sens komisji oraz polityki – nawet tej lokalnej – polega przecież na tym, by umieć słuchać innych i rozważać różne argumenty. Dziś jednak ponownie przekonaliśmy się o tym, że Radni Odnowy są przekonani, że tylko ich racja jest właściwa. Wszelka dyskusja jest tu zbędna.

Istotnym dla opisywanej sprawy jest to, że na skargę Skarżącego Burmistrz złożył swoją odpowiedź. Z kolei na odpowiedź Burmistrza Skarżący złożył kolejną odpowiedź, tzw. "replikę". Przewodnicząca Komisji odczytała treść tej repliki na początku posiedzenia. Jak się dowiedzieliśmy, w swojej replice Skarżący podkreślił, że jego skarga dotyczyła nie samej obecności Burmistrza na miejscu zdarzenia, lecz naruszenia zasad praworządności i bezstronności. Tymczasem - jego zdaniem - Burmistrz i Radni Odnowy sprytnie mieszają te pojęcia, zmieniając istotę całej sprawy. To ciekawe, że osoby, które potrafią rozróżnić „miasto ogród” od „miasta pełnego ogrodów”, nie są w stanie zrozumieć zakresu zaskarżenia rozpatrywanej przez nich skargi. Może po prostu nie chcą.

W replice Skarżący przytoczył słynny cytat: „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”, który w zależności od źródeł przypisuje się mistrzom propagandy – Goebbelsowi lub Leninowi. W ten sposób Skarżący chciał wskazać, że w jego sprawie nie pozwoli na to, aby kłamstwa Burmistrza przykryły prawdziwy obraz sprawy. I wtedy temperatura dyskusji wzrosła.

Radny Pitas nazwał Skarżącego „fanem Goebbelsa i Lenina”. Tak, dobrze czytacie. Mieszkaniec, któremu bez zapowiedzi rozpoczęto rozbiórkę część prywatnej drogi, walczy o swoje prawa, a na Komisji Skarg słyszy, że jest fanem zbrodniarzy wojennych, w postaci kanclerza I Rzeszy oraz bolszewickiego przywódcy. Gratulujemy Radnemu Pitasowi wyczucia i taktu.

Skarżący zapowiedział, że zamierza zaskarżyć Radnego za te słowa. I choć zwykle nie opowiadamy się po żadnej ze stron, w tej sytuacji w pełni go popieramy. Radny Pitas przekroczył wszelkie granice...

A co było dalej? O zdanie w sprawie zapytano Radną Malwinę Łazicką. Być może nie wszyscy ją znają, bo to tzw. „radna widmo”. Zwykle milczy i głosuje z linią ugrupowania Burmistrza, ale dziś wywołana do tablicy nie miała wyjścia. Zabrała głos. Radna stwierdziła, że nie rozumie całego zamieszania wywołanego przez Skarżącego ani tego, „przed czym Burmistrz miał chronić Skarżącego na miejscu zdarzenia”. Ustalmy więc to raz jeszcze. Sprawa, którą rozpatruje między innymi Radna Łazicka, dotyczy skargi Skarżącego na Burmistrza. Tego samego Burmistrza, który niezapowiedziany pojawił się w prywatnej sprawie na jego działce i który w praktyce osłaniał MPWiK, gdy to rozpoczęło rozbiórkę prywatnej drogi Skarżącego. A jedyne, co Radna Łazicka ma w tej sprawie do powiedzenia, to że nie wie, „przed czym Burmistrz miał chronić Skarżącego”. Tak, naprawdę to powiedziała. Całość tej wypowiedzi jest tak nielogiczna, że trudno znaleźć sposób, by to racjonalnie wytłumaczyć. Ta wypowiedź dobitnie pokazuje, jak bardzo niektórzy radni nie rozumieją spraw, którymi formalnie się zajmują. Skarżący słusznie zapytał więc, czy Radna w ogóle wie, czego dotyczy dyskusja. Przypomina się tu znany polityczny cytat: „W przypadku tej Pani milczenie nie jest złotem, jest szansą”. Pani Radna – czasem warto z tej szansy skorzystać.

Na koniec znów musimy podkreślić to, co najbardziej smuci. Drugie posiedzenie w sprawie skargi na Burmistrza, a Burmistrza na nim jak nie było, tak nie ma. Są za to Radni, którzy w obronie jego dobrego imienia zrobią wszystko. Szkoda, bo – jak zauważył Skarżący – w sąsiednim Brwinowie radni potrafili uznać skargę na Burmistrza za zasadną, mimo iż przynależą do jednego ugrupowania politycznego. W Milanówku raczej się tego nie doczekamy. Bo tu, jeśli nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam.

Ale nie ma tego złego – na Facebooku pewnie niedługo znów zobaczymy uśmiechniętego Burmistrza promującego transparentny urząd. Jak to było? „Widzimy się na mieście”? Szkoda, że zapomniano dodać, że widzimy się na mieście wtedy, kiedy Burmistrz bez zapowiedzi pojawi się na Waszej działce, żeby poszukać swoich rur. Ale to już tylko takie drobne niedopowiedzenie.

Dzień dobry! Cześć!Dziś spieszymy streścić Wam najnowsze wydarzenia z sali obrad Rady Miasta, gdzie o 16:30 odbyła się K...
11/03/2026

Dzień dobry! Cześć!

Dziś spieszymy streścić Wam najnowsze wydarzenia z sali obrad Rady Miasta, gdzie o 16:30 odbyła się Komisja skarg, wniosków i petycji.

W porządku obrad tylko jedna skarga, za to temat wyjątkowo poważny.

Z historii przedstawionej podczas posiedzenia wynika, że pewnego pięknego dnia Pan Skarżący wstaje rano i… zastaje na swojej prywatnej działce ekipę MPWiK, w asyście Pana Burmistrza, która rozpoczyna wykopywać kostkę z jego prywatnej drogi, aby dostać się do – uwaga – „swojej rury” (podobno dosłowny cytat z wypowiedzi Burmistrza).

Nikt wcześniej nie poinformował właściciela działki o planowanych pracach na jego prywatnej drodze. Nikt z nim nie porozmawiał. Stwierdzono po prostu, że skoro w księdze wieczystej dotyczącej tej konkretnej drogi widnieje ograniczone prawo rzeczowe na rzecz gminy, to można wejść i zacząć tę drogę rozbierać. Bo po co zawracać sobie głowę rozmową z właścicielem? Rozmowa to przecież strata czasu. Ważniejsze jest poszukiwanie rury Pana Burmistrza.

Wróćmy jednak do stanowiska Burmistrza, które zostało odczytane na Komisji. Jak wskazaliśmy wyżej, Pan Burmistrz powołał się na wpis w księdze wieczystej, a dokładniej na widniejące tam ograniczone prawo rzeczowe, które daje gminie skuteczny tytuł prawny, by – przy wsparciu MPWiK – wejść na prywatną działkę i prowadzić prace przy sieci wodociągowej.

Problem polega na tym, że w omawianej sprawie MPWiK nie działało na zlecenie gminy, lecz realizowało zlecenie prywatne. Dostanie się do tajemniczej rury Pana Burmistrza, które wymagało rozbioru drogi, zostało zlecone MPWiK przez jednego z mieszkańców Milanówka. Należy bowiem wskazać, że MPWiK jest spółką gminną, która wykonuje zadania własne gminy, ale może też świadczyć usługi komercyjne na rzecz osób prywatnych. I tu mówimy właśnie o takim prywatnym zleceniu.

Zatem, skoro mieliśmy w tym przypadku do czynienia z działaniem MPWiK na rzecz prywatnego zlecenia, to pytanie brzmi: Dlaczego w tej sytuacji na miejscu pojawił się Burmistrz? Dlaczego organ wykonawczy gminy osobiście angażuje się w prywatny spór między mieszkańcami, stając po stronie jednego z nich?

Co więcej, Skarżący wskazał, że zapytany o powód swojej obecności Burmistrz miał odpowiedzieć, że jest „właścicielem MPWiK” (mimo, iż właścicielem MPWiK jest gmina) i że chce dostać się do „swojej rury”. Tak więc zapamiętajcie, Burmistrz Artur Niedziński jest nie tylko gospodarzem miasta, ale – jak się okazuje – także właścicielem MPWiK i wszystkich milanowskich rur, które zapragnie odwiedzić. A Wasze działki mogą stać się poligonem w poszukiwaniu owych „jego” rur – bez uprzedzenia. Żadna rura w naszym mieście nie jest już bezpieczna. A uwierzcie nam na słowo, żyjemy w mieście pełnym rur (chociaż niektórzy powiedzieliby, że w mieście pełnym ogrodów).

Z relacji Skarżącego wynika również, że w pewnym momencie w sprawę zaangażowano Policję, by ostatecznie… wycofać się z miejsca zdarzenia z komentarzem Burmistrza na temat Skarżącego, że „nie wierzy, że tacy mieszkańcy są w Milanówku”.

No więc pytamy wprost. Co to znaczy „tacy”? Tacy, którzy nie godzą się na rozbieranie ich prywatnej drogi bez uprzedzenia? Tacy, którzy oczekują, że władza będzie działać zgodnie z prawem i w jego granicach? Czy może tacy, którzy liczą na bezstronność Burmistrza wobec wszystkich mieszkańców – a nie tylko wybranych?

Jak usłyszeliśmy, w sprawie mają zostać udostępnione nagrania dokumentujące zachowanie Burmistrza. Nie ukrywamy – czekamy na nie z dużym zainteresowaniem.

Najsmutniejsze w całej tej historii jest jednak co innego.

Nasza gmina znów zawodzi na najprostszym poziomie – komunikacji. Czy naprawdę tak trudno było poinformować właściciela tej drogi, że planowane są jakiekolwiek prace na jego terenie? Czy mamy się przyzwyczaić do tego, że działania na prywatnych działkach mieszkańców będą podejmowane bez słowa wyjaśnienia? Chcielibyśmy wierzyć, że nie. Szczególnie w gminie, która zarządzana jest przez osoby, które tak wiele mówiły o „transparentnym urzędzie”…

Adres

Tadeusza Kościuszki 35
Milanówek
05-822

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Milanowski Cyrk Miejski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria