07/10/2026
Festiwalowe lato 2026 🎶🌙🌿🌞
Pod koniec maja La Jura Jura zapoczątkowała sezon festiwalowy, który zakończył się dla mnie pod koniec września. Kiedy patrzę na ostatnie 4 miesiące dziwię się jakim cudem tak wiele rzeczy mogło się zmieścić w takim czasie. To był bardzo intensywny okres. W wielu aspektach, ale ten post jest głównie o muzyce i festiwalach :)
Zagrałam 12 setów na 8 festiwalach. 6 psytrance’owych, 6 przekrojowych - od downtempo przez latin tech house po minimal techno - a kilka razy zdarzyło się to wszystko w jednym secie ;p
Były bardzo starannie dopracowane sety, gdzie każdy szczegół był zaplanowany i celowy. Były też zupełnie spontaniczne gdy stając za konsolą nie miałam pojęcia co będę grać i w jaką stronę to pójdzie. Cieszę się że były okazje by rozwijać oba te style grania.
Można powiedzieć że DJ-ing to puszczanie mp3-ek, ale ja widzę to jako platformę do tworzenia doświadczeń. Czasem jest to też duża odpowiedzialność.
Z tego miejsca chcę bardzo podziękować tym, którzy mi zaufali i dali możliwość prowadzenia muzycznych podróży na wydarzeniach przez siebie organizowanych ❤️
Jestem też niesamowicie wdzięczna za sloty, które były odpowiednie by grać dokładnie to co chciałam, bez żadnych kompromisów. Za granie w tak doborowym towarzystwie innych doświadczonych DJ-ów.
Równie bardzo jak o muzyce festiwale były też o spotkaniach, rozmowach, ludziach. O lekkości, radości i zabawie.
Przybijam piąteczkę i pozdrawiam wszystkich z którymi przecięły się moje ścieżki w tym czasie! :) I starych dobrych przyjaciół i nowo poznanych świetnych ludzi. Bez was nie byłoby tak fajnie!
Pozdrówki też dla wszystkich którzy byli na moich setach. Za słowa i wiadomości które niosą i sprawiają, że wyraźniej widzę sens tego co robię i dają potwierdzenie, że ktoś poza mną ten sens widzi ;p. Dzięki i mam nadzieję - jeszcze do zobaczenia na parkiecie! 😀
A teraz część refleksyjno - filozoficzna ;)
Był to pierwszy aż tak intensywny DJ-ski sezon dla mnie. Miałam pewne obawy czy to nie będzie za dużo i czy ogarnę wszystko tak by było to satysfakcjonująco dobre i dla mnie i dostosowane do wydarzenia.
Życie rzuciło kilka kłód pod nogi i bywało że czasu było zbyt mało by robić to tak jak sobie wyobrażałam - czyli najlepiej jak potrafię :p. Ale wyciągam z tego naukę - podobnie jak we wspinaniu - że istnieje złoty środek gdzie równanie włożony wysiłek w stosunku do efektu zwraca najkorzystniejszą wartość. Trzeba jednak zaakceptować rezultat gorszy niż perfekcja - a to nie takie proste. Z drugiej jednak strony w ten sposób otwieramy się na popełnianie błędów i wyciąganie z nich nauki. A także na sytuacje w których mimo nie-idealnego przygotowania, okazuje się że daliśmy radę, nawet gdy coś poszło inaczej niż zakładaliśmy. A nic nie daje takiego poczucia sprawczości i kompetencji jak właśnie to :)
Pisząc te słowa mam wrażenie, że zupełnie jest bez różnicy czy piszę to w kontekście DJ-ingu czy wspinania. Wszędzie te same wzorce. I - te same rozwiązania. Co jest bardzo pozytywne, bo oznacza że ucząc się jak ogarniać wewnętrzny bu**el w jednej dziedzinie można to w miarę łatwo przenieść na inną.
Teraz z pewnym smutkiem że te lato już się skończyło ale i ulgą że nadchodzi spokojniejszy czas, wracam do wspinania i jakiejś tam życiowej regularności.