17/11/2025
Chłonąc paryski post Agaty Becher .be skonstatowałam, że na ekranie startowym od trzech dni widzę Wieżę Eiffla na tle wiadomego błękitu. A gdy chwilę później .kwiatkowski Grzegorz Kwiatkowski z obwieścił paryską premierę by Agnieszka Holland wróciłam myślami do majowego weekendu w Mieście Świateł. Nie było dotąd czasu dokładniej go Wam zrelacjonować. Poleciałam tam dla Davida Hockneya, z kórym miałam już bliskie spotkanie w Tate w 2017. Ale najpierw w kafejce przy Centre Pompidou piłam wino, podczas gdy uliczny akrobata skakał nad głowami gości. Odwiedziłam Susanne Valladon, zwabiona jej potretem kobiety z papierosem, która kojarzy mi się z moją przyjaciółką z Poznania. No i Paris Noir! Obie wystawy na oddzielne posty. Do nocy spacerowałam bulwarami Sekwany, wśród pikników i tłumów, niesionych przez wszechobecny francuski rap😎
Na drugi dzień wreszcie Hockney! Odważne, żywe i tak bliskie mi kolory! Ikoniczne baseny, kaniony, pagórki, drzewa w alejach i stertach. Pejzaże dzienne i nocne. Portrety, kwiaty i zwiedzający - w ilościach hurtowych. Podglądanie artysty, gdy maluje stąpając w garniturze po błyszczącej podłodze, w której odbija się powstające dzieło. A na deser widok z samej góry legendarnego budynku Fondation Louis Vuitton by Frank Ghery (któremu jak wiadomo nie dane było 😅zrobić projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie). Po tym wszystkim od razu park i dłuuugie gapienie się w fontannę. Dalej Lasek Buloński, gdzie akurat przejeżdżał autobus z reklamą Artemisi , (którą poznałam kiedys w Museo del Prado). Nazajutrz w drodze na lotnisko pobiegłam prosto do niej. Strażnik u wejścia mrugnął do mnie okiem i przechował mój bagaż: w kantorku, bez żadnych żetonów 😁