Uzdrawianie Fotografią

Uzdrawianie Fotografią Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Uzdrawianie Fotografią, Sztuki wizualne, Kraków.

👄 nagość ścieżką do samoakceptacji
🌸 sesja bez pozowania
🫧 fotografia terapeutyczna
🪽 5etapowy proces wyzwalania się z przekonań na temat swojego ciała i wstydu

Somewhere between the earth and sky. With smell of Greek church incense. Wind playing music for us. Barefoot in the sky,...
03/08/2026

Somewhere between the earth and sky. With smell of Greek church incense. Wind playing music for us. Barefoot in the sky, singing song for the sun
Photoshoot for Liepa Sinickaite ❀

Minęło 5 lat. Minęło pięć trudnych, bardzo trudnych lat. Czasu, w którym wbrew pozorom moim głównym zajęciem było radzen...
29/06/2026

Minęło 5 lat. Minęło pięć trudnych, bardzo trudnych lat. Czasu, w którym wbrew pozorom moim głównym zajęciem było radzenie sobie w relacjach, które nie do końca mi służyły. 5 lat walki ze sobą, wychodzenia z lęków, pakowania się w głupie sytuacje. Ktoś kiedyś powiedział, że powinno się podążać tam, gdzie czujesz największą ekscytację… cóż po tych bolesnych pięciu latach mogę stwierdzić, że to nieprawda, a przynajmniej nie w każdym przypadku. Podróże potrafią otwierać, ale również mogą stać się ucieczką od siebie. Podążanie za ekscytacją staje się pułapką, w którą wpadłam. Wchodziłam w sytuację, które z pozoru wyglądały na kuszące, przygodne, pełne barw i soczystości. Przepłaciłam za nie… swoim zdrowiem psychicznym, fizycznym, lękiem, depresją, momentami gdy myślałam, że to już, że tak będzie wyglądać moje życie, smutne, samotne, odcięte.

Ostatnio przeglądałam swoje zdjęcia, byłam w szoku, gdy zobaczyłam moment, w którym wszystko zaczęło staczać się w dół. Przepaść, widoczna jak na dłoni. Zajęło mi to tyle lat, aby zanurkować, pogrążyć się, dotknąć nie jednego dna, a wielu. Pieprzona sinusoida, w górę, w dół, tak jak mój poziom cukru. Tyle trudu, zaufania, a w końcu prześwitów mądrości. Nie tej mądrości, którą wpajają rodzice. Tej mądrości, która wyłania się, gdy jest tak trudno i ciężko, że możesz pozostać wierny tylko wartościom, w które głęboko wierzysz, które są jak blizna od poparzenia wrzątkiem. Zaufania do siebie, do tego, że mimo, iż nie wiesz dokąd idziesz, wiesz, że to Twoja ścieżka, tylko Twoja i nikt inny nie powinien mówić Ci jak nią kroczyć. Mam to szczęście, potężne szczęście, o którym zawsze wspominam pisząc z głębi serca. Szczęście polegające na wspierającej rodzinie, na mamie, która stoi za mną murem, cokolwiek by się działo, na tacie, który może nie zgadza się z moimi wyborami, ale bacznie obserwuje tworząc poduszkę bezpieczeństwa, brata, który nigdy nie oczekuje niczego w zamian. Ludzi wokół, którzy powiedzą, że jestem kochana, że jestem ważna. I myślę sobie, że nie mogę być złym człowiekiem mając takich ludzi wokół. A wiele razy tak myślałam.

Rok temu nie chciałam żyć, budziłam się nie widząc sensu życia, czując się w jak w klatce. To mocne pisać takie słowa, ale naprawdę tak było. Już nie wiedziałam, co robić. Czy znajdę jeszcze nadzieję na to, że będzie lepiej? Brzmi śmiesznie w ustach 27 latki, która ma całe życie przed sobą? Cóż, może i tak, ale w tamtym momencie tak właśnie było. Długo toczyłam wewnętrzną walkę, walkę z rodziną, samotnością, miłością, toksycznością. Byłam zmęczona, zmęczona tym, że nic nie porusza się naprzód, że stoję w miejscu. Ja jednak nie stałam w miejscu, powoli i boleśnie wchodziłam wgłąb swojej studni. Studni lęków, niewiedzy. Kim jesteś? Kim Ty właściwie jesteś? Jak echo docierały do mnie głosy, wizje snujące się poprzez miesiące moich snów. Symbole, kolory, słowa, słowa, słowa. Boleśnie uderzające w miejsca nieuciszone, nieuleczone. W samotni leżąc na ziemi tyle razy, w samotni czując jakbym była jedyna na tym świecie, chcąc być jedyną, najbardziej samotną. Chcąc odciąć się od rodziny, od przyjaciół, uciec, zniknąć, zniknąć. Nie znając swojej ścieżki, będąc głęboko zawiedziona sobą, tym, że zgubiłam pasję. Zawiedziona, że wszystko spieprzyłam. Spieprzyłam wybierając pierwszą relację, a potem drugą. Patrząc na to dzisiaj - nie żałuję niczego. Może poza oparzeniem się rurą wydechową motoru.

Dzisiaj czuję ciężar tych 5 lat spadający z moich barków, czuję jak staję się lżejsza, jak staję się trochę bardziej sobą, sobą robiącą miejsce na nowe. Czuję Życie przepływające przez moje ciało, budzę się odczuwając większy spokój. Budzę się kochając życie, kochając ludzi, którzy są mi bliscy. Powoli otwieram ramiona, nucę pod nosem, śmieje się do łez, rysuje, tak po prostu, dla samego rysowania. Te 5 lat… wdrażania rzeczy, które wydawały mi się nieosiągalne jakoś powoli stają się lżejsze, łatwiejsze. Już nie muszę ze sobą walczyć. Trudno wytłumaczyć tego typu ulgę. To niewyobrażalne, wręcz nierealne.

Dzisiaj chyba rozpoznałam ten moment, w którym się znalazłam. To moment, gdy coś się zakańcza, a to drugie jeszcze się nie rozpoczęło. Robi się we mnie więcej miejsca. Jeszcze niezapełnionej przestrzeni, więcej czasu na życie, tworzenie! Choć jeszcze nie wiem czego. Dlatego piszę, zawsze piszę… Pisanie nigdy mnie nie opuściło, wylewałam łzy pisząc, od dziewiątego roku życia pisząc, wyrażając w ukryciu, w zdaniach sklejanych w wiersze, w słowach strachu, pragnień, nie bojąc się pisać tego, co boję się wypowiedzieć. Słowa niczym amulet chroniły esencję tego kim jestem, słowa zapisane w ciszy, pogrążonej w samotności nigdy nie pozwoliły mi uciec od prawdy… Więc dzisiaj piszę, zdaje się na tę potężną siłę słów, która sprawia, że jestem tu i teraz, tu i teraz.

Mogłabym pisać o tych 5 latach wiele, może kiedyś to zrobię, na razie jednak wychodzę na powierzchnie, jakbym właśnie odbyła nurkowanie w rowie Marjańskim, wychodzę z chłodnej wody w kolorze lazuru, słońce przebija się przez warstwy fal, wychodzę na brzeg, a piasek pod stopami staje się przyjemnie ciepły i suchy, promienie smagają moje zmarznięte, nagie ciało. Czuję, że żyje. Udało mi się, jestem na brzegu. Póki co nic więcej się nie liczy.

There is something that hurts more than a breakup, somehow it hits differently. Being left out by a close woman, being r...
06/06/2026

There is something that hurts more than a breakup, somehow it hits differently. Being left out by a close woman, being rejected, not received by a group of women. Being excluded, being cheated on by a woman. I’ve been experiencing these kind of situations honestly since the kindergarten. Always on the side. And now as grow up woman, I start understanding that feeling of deep wound that these situations bring. It’s about the tribe. About the security. Women should be in one tribe, supporting each other, deeply understanding what the other is going trough, because hey, it’s so easy to understand another girl, right?! Instead of that we allow jealousy to rule the relationships, comparison to take over our sense of self worth. I can count on the fingers of one hand women that are real, honest and sincere with me. I don’t need more than that. It feels so good to have them, to go beyond jealousy, beyond unhealthy patterns. To deeply connect and love. When you start loving another woman like that it’s like you’re bringing more love for yourself. Simple like that. Good relationships with women should feel nourishing, not always easy, but the end there should be a feeling of common growth, like in any good relationship I guess. Have you ever experienced wounds of female relationships? Or maybe the opposite?

Varanasi - City of Death. Zapach palonych ciał wrył się  w mury miasta. Chodzę jakby we śnie, naga wśród tysiąca ludzi, ...
30/05/2026

Varanasi - City of Death.
Zapach palonych ciał wrył się w mury miasta. Chodzę jakby we śnie, naga wśród tysiąca ludzi, pozbawiona tożsamości, tego kim jestem, byłam. Twarzą w twarz z kruchością ciała, świętością, obrzydzeniem. Chodzę nago, krwawie, a krew oczyszcza mnie. Słyszę bębny i modlitwy, tysiące modlitw i kolorowe płatki miliona kwiatów rzucane na bruk. Zapach moczu i kadzideł. Varanasi. Oczami widzę, czuję niepokój, lęk, śmierć. Tutaj nie ma bezpiecznej przystani. Na środku siedzi kobieta, ktoś wciera w nią oleje, jest w Varanasi, aby być spaloną. Sama trzyma w ustach trzy fajki i kołysze się z zamkniętymi oczyma. Ludzie z wtartymi prochami w ciało. Varanasi. Palą się stosy, dzieci chodzą na bosaka, wykonując rytuały kremacyjne. Pięć razy wokół stosu, po czym podpalają namaszczone ciało. Kozy jedzą odpadki z kwiatów, a ja chodzę nago, bez ochrony, jedyne co mam to krew, która mnie oczyszcza. Matka Ganga. Modlitwa. Śmierć. Varanasi.

The sacredness of ordinary life. Daily prayers and flowers thrown on the streets. Milk and spices poured in the name of ...
30/03/2026

The sacredness of ordinary life. Daily prayers and flowers thrown on the streets. Milk and spices poured in the name of gods. Old people, old temples and everything whispers. No… it is not a whisper, it is a loud voice, voice singing, screaming in the name of humanity. I can’t explain that feeling, something so, so precious, something that took over my senses. It feels like I belong, I belong to these prayers, I belong to the whispers, it is me screaming, singing loudly from my depth. I’ve never been here, but it feels so familiar. I never expected to feel like I belong so far from my home. The beauty is in what’s unexpected… sometimes its unpaid tax… but sometimes it’s about finding home in the other side of the globe.

Kobiety Indii, kobiety silne, kobiety prawdziwe, surowe, pełne gracji. Kobiety nie znające innego bycia niż bycia sobą. ...
14/03/2026

Kobiety Indii, kobiety silne, kobiety prawdziwe, surowe, pełne gracji. Kobiety nie znające innego bycia niż bycia sobą. Autentyczne, prawdziwe, wdzięczne. Śmiejące się, gdy chcą się śmiać, pracujące gdy trzeba pracować, robiące makijaż na środku ulicy, noszące kamienie na bosaka w sari. Uśmiechnięte, wściekłe, ciężkie, pełne gracji. Młode, z dziećmi, z rozstępami na brzuchach. A gdy stawiają kroki słyszę brzęk dzwoneczków. Piękne są te kobiety w Indiach w bogatych sari, w biżuterii. Prawdziwie kobiece w całej palecie barw

Czy można w pełni zaakceptować siebie i swoje ciało dzięki pracy nad sobą? Szczerze mówiąc coraz bardziej w to wątpię, a...
01/09/2025

Czy można w pełni zaakceptować siebie i swoje ciało dzięki pracy nad sobą? Szczerze mówiąc coraz bardziej w to wątpię, a jednocześnie zaczynam rozumieć, że bardziej niż o akceptację ciała chodzi o akceptację tego, że nasze ciało ciągle się zmienia. Wraz z wiekiem, doświadczeniami, bo ciało jest lustrem naszego życia i wyborów jakie dokonujemy. A my często karzemy siebie za wygląd zewnętrzny. A to przecież tylko i wyłącznie odpowiedzialność wyborów jakich dokonujemy. I codzienna praktyka podchodzenia z miłością, łagodnością i wybaczeniem do wewnętrznego krytyka. Bo większość problemów, z którymi się zmagasz w kontekście ciała pochodzi z głowy i wyobrażenia jak chcesz aby ono wyglądało. Nakładanie presji “ciśnięcia” naszego ciała zaczyna być zaraźliwą chorobą wśród nas kobiet. Próba na siłę zaakceptowania tego jakie jesteśmy nie jest akceptacją, a forsowaniem swoich przekonań na siłę. Akceptacja tak naprawdę jest serią małych, lecz systematycznych zachowań i ciągłą aktualizacją wraz ze zmianami jakie przychodzą.
Zdjęcie z pięknych Lofotów, przy magicznej rzece

Adres

Kraków

Telefon

+48668039265

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Uzdrawianie Fotografią umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria