01/10/2025
Z okazji urodzin Juliusza oraz moich wpadłam z Magdalena Król do Stambułu.
Ogromne, wspaniałe, kolorowe, różnorodne, piętnastomilionowe, pełne mostów, europejsko-azjatyckie miasto.
Pachnące morzem, a wręcz Cieśniną Bosfor, czyli morzem wyglądającym jak jezioro lub rzeka, przecinaną dziesiątkami promów na minutę jak na skrzyżowaniu w godzinach szczytu, pieczonymi kasztanami i kukurydzą, sokiem z pomarańczy i granatów, gorącem, świeżymi małżami i solą morską, mydłem oliwkowym, tytoniami setek rodzajów wchłoniętymi przez dziurawe chodniki na stromych uliczkach i płuca Turków oraz odrobinę kocim moczem.
Kotów miliony, połowa z miliona zakatarzona.
Niestety. I to koniec niestetów!
Bo poza tym same zalety! Miasto cudowne, barwne, błyszczące, ludzie pomocni, herbata w małych filiżaneczkach mocna jak diabli, dodawała sił do zwiedzania.
Po powrocie polska teina przestaje mi wystarczać.
Pierwszy raz od dawna wyraźnie słyszę ciszę, gdy ląduję w Warszawie, wracając do kraju. Śpiew muezina nie wyznacza już rytmu dnia, warszawskie trąbienie aut w porównaniu do stambulskiego jest jak jedna nieznośna mazurska mucha wobec ich całego roju, na ulicach nie rozjeżdżają mnie żółte taksówki, powietrze jest bardziej przejrzyste, błękitne jest polskie jesienne niebo, a nie tylko meczet na tle rozedrganego upałem bladoniebieskiego nieba tureckiego.
Nim jednak zakończyłam te wyjątkowe wakacje, nie mogłam odmówić sobie wizyty w domu, w którym umarł Mickiewicz. Mieści się w nim małe muzeum, parę pomieszczeń, które specjalnie dla nas otwiera po kolei ambitny Pan Turek Strażnik, którego angielski nie jest może najlepszy, polski tym bardziej, ale ADAM MICKIEWICZ wymawia po prostu ZNAKOMICIE - i chwała mu za to. Parę eksponatów, w tym namiot, który stawiał wieszcz w tym właśnie domu, przygotowując się do swojego nowego, koczowniczego życia, którego nigdy nie doczekał, notatki z pobytu w Konstantynopolu, symboliczna mogiła, oglądamy niespiesznie jako jedyne zwiedzające.
Największe wrażenie robi jednak na nas drzewo z fragmentami najbardziej znanego tekstu wieszcza w trzech językach. Zarówno po angielsku, jak i turecku czuć, że "Pan Tadeusz" to gawęda - podziwiam tłumaczy i wszystkich, którzy dbali o to miejsce.
Zapach, od którego zaczęłam tę krótką opowieść o najpiękniejszym mieście świata, odczuł i Adam i echo jego słychać w balladzie "Renegat", której - wśród tajemniczych cieni rzucanych przez kukiełki teatru lalek - można również posłuchać w stambulskim Muzeum Mickiewicza. Polecam je jako chwilę wytchnienia od zgiełku, romantyczną pauzę w środku dawnego Bizancjum, nie tylko fanom XIX wieku.
"Basza nie widzi, Basza nie słucha,
Turban zawiesił nad okiem,
Drzemie i dymy ciągnąc z cybucha
Okrył się wonnym obłokiem".
(Adam Mickiewicz, "Renegat - ballada turecka")